Choroby serca w dawnych czasach i pradzieje kardiologii. Część II

Autor: prof. Janusz Skalski

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 2/32/2010

U znakomitych medyków starożytności – jak Erasistratos, Herofiles, Galen, Celsus, brak jakichkolwiek wzmianek o chorobie serca jako przyczynie śmierci człowieka, brak opisów obrzęków, puchliny, bólów w klatce piersiowej. Brak także podobnych treści w pismach wielkich medyków arabskich okresu średniowiecza. Medycyna „zapisana w pismach lekarskich” to jedno, a dzieje człowieka, jego przypadłości, zmartwień, obyczajów – to czasem uzupełniające źródło dziejów medycyny. Przeto z zaciekawieniem czytamy w liście poety Seneki Mł. do swego przyjaciela Luciliusza, wykształconego filozofa, sugestywny opis własnych dolegliwości, przypominających objawy dusznicy bolesnej: „Na jedną wszakże chorobę jestem skazany niejako szczególnie (…). Napad trwa bardzo krótko i jest podobny do burzy, ustaje zaś po upływie mniej więcej jednej godziny. Któż bowiem mógłby być dłużej bez oddechu. Zaznałem już wszystkich cierpień i niebezpieczeństw dla ciała, żadne jednak nie wydaje mi się od tego bardziej uciążliwe. Dlaczego? Bo przy każdej innej dolegliwości, cokolwiek by to nie było, jest się tylko chorym, w tej zaś niemal ducha się oddaje. Stąd też lekarze zowią ją ćwiczeniem się w śmierci…”.

Opis śmierci krwiożerczego Attyli, wodza Hunów, który odtworzono na podstawie prastarych zapisów, mógłby odpowiadać obrazowi zawału serca. Attyla, zwany Biczem Bożym, po niepowodzeniach w Galii w 451 r., a następnie zniszczeniu szeregu miast na Półwyspie Apenińskim
i spustoszeniu Lombardii, nieco utracił zapał wojenny i wycofał się do swego obozu w Panonii. Można się tylko domyślać, iż zaczął z wolna podupadać na zdrowiu. Zmarł nagle, w 453 roku, w dzień ślubu z piękną Ildyką, księżną burgundzką. Kroniki podają, że zmarł na apopleksję, ale przyznać trzeba, że życie miał gwałtowne, zaś tuż przed śmiercią, emocji - co nie-miara.

W starożytnym Egipcie i Grecji puchlinę wodną, niewątpliwą konsekwencję ciężkiej choroby serca, leczono za pomocą cebuli morskiej (Urginea maritima). W środkowej i południowej Europie w średniowieczu wprowadzono w tym samym celu konwalię (Convallaria majalis). Poza tymi przykładami nie doszukamy się w owym czasie ciekawszych opisów koncepcji leczniczych mogących mieć odniesienie do chorób serca. W mrocznym i scholastycznym średniowieczu, czy też nawet w czasach rozkwitu nauk epoki renesansu nadal – nie odnotowujemy żadnego postępu. A co do diagnozy jak i poznania istoty chorób serca, sytuacja była podobna, albo jeszcze bardziej beznadziejna. Dopiero przełom wieku XVI i XVII przynosi jakąś zmianę. W XVI i XVII wieku medycy zainteresowali się obrzękami i puchliną wodną, a musiały upłynąć kolejne dziesiątki lat, zanim w wieku XVIII zaczęto z wolna dostrzegać ich związek także z niedomogą serca, chociaż przyczyna wodobrzusza mogła być przecież rozmaita. I w tej kwestii warto odnotować pracę polskiego autora, Jana Innocentego Petrycego - De hydrope, na podstawie której autor starał się w 1620 roku o inkorporację do Akademii Krakowskiej. Owa ciekawa dysertacja wpisuje się do światowej literatury jako jedno z pierwszych opracowań z tej dziedziny.

Zgodnie z prawidłami medycyny ówczesnej zalecano, jako sposób eli-minowania obrzęków, nakłuwanie powłok i drenaż jamy brzusznej. Była to przez trzy kolejne stulecia powszechnie stosowana metoda, jak byśmy to dziś mogli rzec – objawowego leczenia skutków niewydolności krążeniowej. Metoda nieco straciła na aktualności po wprowadzeniu preparatów naparstnicy, z końcem XVIII wieku, ale przetrwała w wieku XIX, a w unowocześnionej formie i do czasów współczesnych.

W 1833 roku powstała w Krakowie wartościowa rozprawa odnosząca się do podobnej problematyki tj. obrzęków i wodobrzusza Hydropum generalia descriptio J.A. Kleckiego. Autor pracy uwzględnia informacje o obrzękach powstających w wyniku upośledzonej pracy serca, dostrzegając ich bez wątpienia krążeniową przyczynę.

Były to jedynie zwiastuny rzeczywiste-go i pragmatycznego zainteresowania medyków chorobą serca, zaburzenia-mi krążenia, bólów piersiowych, których długo jeszcze nie umiano racjonalnie „umiejscowić” w sercu. Niejasne było także pochodzenie obrzęków i puchliny wodnej. Nie umiano zlokalizować miejsca pochodzenia bólu, czy pochodzi z dróg oddechowych, płuc, serca, naczyń, przełyku, czy wpustu żołądka. A chory – swoimi relacjami też niezbyt wprawnie mógł naprowadzić zakłopotanego medyka, skoro panował powszechny brak zrozumienia istoty takich dolegliwości. Cardia – to przecież łacińskie określenie wpustu żołądka, w której to nazwie pobrzmiewa cor - „serce”. W starych słownikach XVIII. i XIX. wiecznych odnajdujemy, że cardiacus – to serdeczny, albo remedium na sprawy serca i żołądka. Toteż nic dziwnego, że w XVII. i XVIII. wiecznych rozprawach naukowych odnoszących się wspólnie do górnego odcinka przewodu pokarmowego i, jakby na marginesie, bólów serca – stosowany jest termin cardialgia.

Przełom XVI i XVII wieku jest początkiem pojawienia się wiarygodnych, naukowych opisów poważnych dolegliwości serca.

Guillaume de Baillou v. Ballonius (1538-1616), lekarz francuski podał opis ataków bólu zamostkowego, mocno przypominający bóle wieńcowe. W swym dziele analizując ciężki stan chorego, zapewne dotkniętego zejściową niewydolnością krążenia, opisał m. in. objaw kołatania serca jako reakcję na wysięk płynu w worku osierdziowym.

W roku 1628 ukazało się fundamentalne dzieło znakomitego angielskiego uczonego i eksperymentatora Williama Harveya, które dokonało zasadniczego przełomu w zrozumieniu istoty fizjologii krążenia krwi. Z wolna zaczęto kojarzyć dolegliwości pacjentów, poważne zaburzenia
w funkcjonowaniu organizmu człowieka, zlokalizowane zresztą nie tylko w obrębie klatki piersiowej - z wadliwą pracą serca. Powstały warunki ku temu, aby w umysłach światłych lekarzy XVII. wiecznych zrodziło się pojęcie niedomogi serca. Zaczęto też wskazywać na sercowe pochodzenie obrzęków kończyn, puchliny brzusznej, przesięku opłucnowego, wreszcie obrzęku płuc.

Jako dobrze udokumentowaną medyczną ciekawostkę z historii, kroniki odnotowują, że na puchlinę wodną (najprawdopodobniej związaną z niewydolnością krążenia) zmarła Maria Tudor (1516-1558), królowa Anglii i Hiszpanii (w latach 1553-1558), zwana Krwawą Marią (Bloody Mary). Rozsiewano parokrotnie pogłoski o jej ciąży. Pogłoski okazały się nieprawdziwe. Poszerzenie obwodu brzucha związane było z wodobrzuszem a objawy choroby uznano mylnie za oznaki ciąży.

W 1709 roku ukazała się w Paryżu rozprawa pt. Dissertation sur la mort subite, której autorem był Pierre Dionis (1650-1718) znany i szanowany chirurg i anatom, a przy tym wytrawny praktyk, pełniący zaszczytną funkcję lekarza nadwornego na dworze Ludwika XIV. W jego dziele odnaleźć można opisy dwojga chorych, którzy zmarli na chorobę serca. Pierwszym z nich był zarządca królewskiego stołu i nadworny cześnik, cierpiący przewlekle na duszności w piersiach związane z wysiłkiem, który zmarł nagle, podczas podawania posiłków królowi. Sekcjonujący lekarz odnotował tylko powiększenie serca. Dionis opisał jeszcze jedno ciekawe z naszego punktu widzenie zdarzenie. Otóż, margrabia de Louvois, minister wojny za Ludwika XIV, chciwy sławy prześladowca protestantów, intrygant i „wcielony diabeł”, zasłabł podczas czytania listu królowi. Przerwał, jak napisano, „z powodu silnej opresji”. Dalszy jego los dokonał się szybko. Poczuł silny ból w okolicy serca, przeto, zgodnie z ówczesnym zwyczajem medyk przeprowadził upust krwi. Upust prawdopodobnie przyspieszył zgon, a podczas sekcji stwierdzono obrzęk płuc. W kronikach zapisano, że margrabia, nieustannie wikłający króla w zapasy wojenne a popadający stopniowo w niełaskę władcy, „doznawszy upokorzenia na radzie stanu, w pół godziny później zmarł na apopleksję”.



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Gwiazdka

W dzień Bożego Narodzenia 
Radość wszelkiego stworzenia, 
A już naj-więcej chy-ba 
Cie-szy się in-dyk i ry-ba. 
(J.I. Sztaudynger)