Choroby serca w najdawniejszych czasach i pradzieje kardiologii. Część I

Autor: prof. Janusz Skalski

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 1/31/2010

Czy w prehistorycznych czasach nasi praprzodkowie chorowali na serce? Odpowiedź brzmi TAK, jeśli myślimy o śmiertelnej przypadłości, która związana jest trwale z człowieczym losem, od najdawniejszych czasów, nawet tych, które poprzedzały świadomą egzystencję homo sapiens. Choroba ta dotyczy przecież nie tylko człowieka, ale i wielu innych istot żywych, stojących poniżej najwyższego szczebla rozwoju w darwinowskim szeregu. A zatem także bezpośrednich „poprzedników” homo sapiens, jego starszych krewniaków.

Niewydolność krążenia mogła przy tym wystąpić w przebiegu różnych poważnych chorób, wad serca, stanów septycznych, ciężkich urazów, co więcej – we wszystkich przedziałach wiekowych osobników. Teoretycznie miała więc szanse być dostrzeżoną przez praprzodków-medyków obdarzonych spostrzegawczością prawideł przyrody, znacznie wcześniej w dziejach niż np. niedomoga wieńcowa serca. Ta ostatnia bowiem zaczęła się ujawniać dopiero wówczas, kiedy życie ludzkie stało się na tyle długie, że śmierć naturalna, czyli wynikająca z biologicznego starzenia się organizmu mogła przeważyć nad dominującymi onegdaj przyczynami śmierci: powszechnym zabijaniem w walce o przetrwanie, urazowością i infekcjami. Niewydolność krążenia, na upartego, mogłaby zostać w końcu obwiniona odpowiedzialnością za śmierć naturalną większości ludzi, od milionów lat. Nie o to przecie chodzi, a o historię rozumnego rozpoznawania i przemyślanego podejmowania prób leczenia choroby będącej w istocie wyrazem zachwiania równowagi w układzie krążenia. Założyć przy tym musimy, że w dziejach medycyny, takiej postaci niewydolności, jako konsekwencji pozasercowych schorzeń, czyli po prostu powikłań krążeniowych innej choroby nieubłaganie prowadzącej do śmierci, dawni lekarze nie byli w stanie odróżnić od pierwotnych chorób układu sercowo-naczyniowego.

W praktyce historyka medycyny łatwiej jest wyłuskiwać z tekstów historycznych informacje o zejściowej fazie np. choroby wieńcowej z jej drastycznymi bólowymi incydentami, niźli raporty o prozaicznym załamywaniu się zdrowia, stopniowemu „gaśnięciu” życia wśród mało spektakularnych objawów (z pewnymi wyjątkami) traktowanych jako naturalny koniec życia. Warto więc zacząć od takich właśnie ewidentnych opisów ciężkiej choroby serca, w których też doszukać się można cech niewydolności. Bo przecież niewydolność krążenia jako przypadłość, z którą dawni lekarze nie bardzo sobie radzili, zawsze musiała zakończyć się zejściem śmiertelnym, traktowanym jako tzw. „śmierć naturalna”.

Pierwsze wzmianki o symptomach choroby, którą obecnie nazywamy niewydolnością serca, pojawiły się w czasach antycznych w Egipcie, Chinach, Grecji i Indiach. Ewangelia św. Łukasza Roz. 14; 2-6 opisuje, że w szabat Jezus uzdrowił człowieka chorego na puchlinę wodną. Na podstawie przypowieści tej można przypuszczać, że był to objaw zaawansowanej niewydolności serca: A oto zjawił się przed Nim pewien człowiek chory na wodną puchlinę. Wtedy Jezus zapytał uczonych w prawie i faryzeuszów: Czy wolno w szabat uzdrawiać, czy też nie? Lecz oni milczeli. On zaś dotknął go zaraz, uzdrowił i odprawił. A do nich rzekł: któż z was, jeśli jego syn albo wół wpadnie do studni nie wyciągnie go zaraz, nawet w dzień szabatu? I nie mogli mu na to odpowiedzieć1. W relacji tej, odnoszącej się jednoznacznie do zdarzenia związanego z cierpieniem chorego człowieka i udzieleniem mu cudownej pomocy znalazła się również przypowieść o ludzkiej odpowiedzialności i dylemacie priorytetu moralnego. Chyba nieprzypadkowo przypowieść owa towarzyszy właśnie kwestii udzielenia pomocy choremu. Czyż nie jest więc ukrytym przesłaniem dla nas, lekarzy i personelu medycznego?

Najdawniejsze wzmianki, których treść możemy interpretować jako opis choroby serca - najprawdopodobniej choroby wieńcowej i niewydolności krążenia jako jej oczywistej konsekwencji - odnajdujemy w staroegipskich papirusach, sprzed ok. 3500 lat. Serce dla Egipcjan było ważnym narządem dla życia, choćby dlatego, że stanowiło centrum duchowe człowieka. Tak zwany papirus Ebersa, najobszerniejszy staroegipski tekst o treści medycznej, pochodzący z okresu ok. 1534-1550 przed Chrystusem, zawiera fragmenty mogące być opisem choroby wieńcowej. Nie trudno się zorientować, że w niedomodze serca starożytny medyk dostrzega przyczynę śmierci. „Jeśli badasz chorego na żołądek, cierpiącego z powodu bólów barków, piersi i okolicy żołądka, powiedz [mu - przyp.], że powstaje groźba śmierci”. W opisach starożytnej medycyny egipskiej, mozolnie przełożonej z hieroglifów, miejscami więcej poetyckiej prozy, fantazji i przekazu transcendentnego niż rzetelnej wiedzy medycznej. Z drugiej strony, dumnej, ale i niedoskonałej medycynie egipskiej należą się słowa krytyki, gdyż zaciążyła nad nią jej hermetyczność i, wbrew popularnym mniemaniom, brak elementarnej znajomości anatomii. Brak medycznego zainteresowania morfologią ciała człowieka sprawiły, że np. o sercowej przyczynie śmierci medyk egipski wiedział niewiele.

Nieporównanie bardziej syntetyczną medycyną zasłynęła starożytna Grecja, której osiągnięcia, wraz z tradycjami medyków bliskiego i dalekiego wschodu, tworzyły podstawy medycyny światowej, a my dziś czujemy się jej spadkobiercami.

Znane i często cytowane jest, przypisywane Hipokratesowi stwierdzenie: ...skoro bóle wstępują do serca, szpony ściskają piersi. Nie wiemy czy autor wypowiadał się w ten sposób o objawach dusznicy bolesnej i zawale serca. Może o schorzeniu płucnym, skoro lekarze greccy z zamiłowaniem zajmowali się chorobami płuc. Cytat ten zamieszcza Seneka Młodszy (I w. p.n.e.), niezły i dobrze znany poeta i filozof rzymski, w swej medytacji o śmierci.

W Corpus Hippocraticum, dziele przypisywanym Hipokratesowi (460- 377 p.n.e.), fenomenalnemu medykowi starożytnej Grecji, w części poświęconej sercu (De corde), a powstałym zapewne nieco później (prawdopodobnie po epoce Arystotelesa), nie znajdujemy opisów niedomogi serca. Szkoły lekarskie na Kos i w Knidos w czasach Hipokratesa i po nim budzą nasz podziw i szacunek za przenikliwość obserwacji klinicznych, umiejętność określania niektórych innych objawów chorobowych, ale nie związanych z zaburzeniami krążeniowymi. Tym zakresem medycyny lekarze starożytnej Grecji nie interesowali się zbytnio, albo też, będąc kompletnie bezsilnymi wobec podobnej formy zagrożenia życia, żadnego działania nie podejmowali, nie chcieli podejmować, może i nie próbowali, bo nie mieli pojęcia co czynić.
                                                                                                                                                     c.d.n.

 

1 Biblia Tysiąclecia, Wydawnictwo Pallotinum, Poznań- Warszawa, 1980, s. 1200



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Medycyna Ludu Polskiego - poród

Poród. Ciężarna, przeczuwając zbliżający się poród, rozkłada wszędzie, a osobliwie nad oknem i drzwiami palmę kwietniową i dzwonki dla ochrony od boginek. Nawet noszą je przy sobie i wkładają do kołyski. W niektórych miejscowościach, chcąc się zabezpieczyć od odwiedzin „płacki” (boginki lub mamony) kładą po odbytym połogu na okna i próg ziele zwane żarnowiec. Gałązki z bagnięcia (wierzby), postawione na krzyż w oknach, bronią przystępu mamonom czyli boginkom. Gdy brak takich środków zaradczych, to strzyga czyli boginka niepokoi rodzące kobiety, a nawet odmienia im dziecię; w razie oporu, zmusza słabe kobiety biciem do oddania dziecięcia. Czasami dusi we śnie kobietę, będącą w połogu. Mamony czyli boginki, jak mówią, nie może nikt zobaczyć, prócz położnicy.

Duch

Kolejny fantastyczny felieton Krzysztofa Piaseckiego. Tym razem o sile ducha Polskiego Narodu.

Dojrzewanie

Jest chyba rzeczą naturalną, że każda idea, każda sprawa, każdy człowiek przechodzą swoje fazy rozwoju zmierzając do osiągnięcia właściwej im doskonałości. Jest to możliwe tylko wówczas, kiedy na tej drodze nie pojawią się przeszkody, uniemożliwiające czy nawet tylko zakłócające albo zwalniające taki rozwój.

Święta Bożego Narodzenia

Czy to kolejny czas przesyłania bliżej nieokreślonych „season greetings”, jakie czasem otrzymujemy z zagranicy? Bynajmniej! Dla nas to czas Świąt Bożego Narodzenia.

Prorok w hiperwymiarze

Wielce Szanowni Państwo!

Czy zauważyliście, że w piątek, 21 października A.D. 2011 minął kolejny ostateczny i nieodwołalny termin końca świata, przepowiedziany przez wielebnego Harolda E. Campinga? Nie? Cóż, potwierdza to tezę, że niezależnie od miejsca w czasoprzestrzeni prorocy są na plateau. Tyle, że kiedyś bywało zabawniej! Wyobraźcie sobie tylko chrzęst żeber Laokoona w oplotach węża, albo ten smrodek wątpi kaszalota, (a może woń ambry?), zalatujący od Jonasza. A dzisiaj? Usłyszymy jakiś bełkot.