Długi po Greku Zorbie

Autor: dr hab. Janusz A. Majcherek

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 3/53/2015

Do niedawna większość Europejczyków z podziwem, a przynajmniej zazdrością odnosiła się do beztroskiego modelu życia społeczeństw śródziemnomorskich, opartego na niespiesznej pracy i miłym leniuchowaniu w pogodnym klimacie, wśród pięknych krajobrazów i wspaniałych zabytków. Dziś drżą z obawy, czy to dolce vita nie skończy się aby tak piękną katastrofą, jak szalone przedsięwzięcia sympatycznego, lecz niefrasobliwego Greka Zorby.

Kultura śródziemnomorska to oczywiście kolebka i matecznik europejskiej cywilizacji, wabiąca rokrocznie miliony mieszkańców północnych regionów kontynentu niezrównanym bogactwem architektonicznych i artystycznych zasobów zgromadzonych w ciągu wieków, od najdawniejszej starożytności. Współcześnie to jednak także pewien specyficzny sposób życia, mający rozmaite przejawy kulturowe, począwszy od sławnej śródziemnomorskiej diety, przez rolę wina w życiu towarzyskim, miejsce sjesty w codziennym harmonogramie, biesiadowanie do późnej nocy, łatwość nawiązywania kontaktów, ekspresyjną formę artykulacji, kończąc na optymistycznym stosunku do życia i świata. Lecz to również silna domieszka owej beztroski i niefrasobliwości oraz związane z nią lekceważenie rygorów i dyscypliny, tak silnie z kolei obecnych w kulturze protestanckich ludów północy, popadających z tego powodu niekiedy w zawiść wobec cieszących się urokami każdego dnia wyznawców zasady carpe diem, odsuwających uciążliwe obowiązki i trudne decyzje na bliżej nieokreśloną manana.

Te uroki środziemnomorza, kuszące turystów i wabiące urlopowiczów, zostały jednak ostatnio przesłonięte bezlitosnymi raportami rzeczowych do bólu ekonomistów, którzy na kraje regionu znaleźli równie dosadne, co odstręczające określenie PIGS (Portugal, Italy, Greece, Spain). Ale od przykrych analiz ekonomicznych jeszcze bardziej brutalne okazały się fakty. Ojczyzna Greka Zorby stanęła w obliczu katastrofy, od której uratowała ją pomoc owych zimnych, nudnych i zdyscyplinowanych pracusiów z północy. Widmo załamania gospodarczego wisi nadal nad pozostałymi krajami pogodnego i beztroskiego na pozór europejskiego południa. Miłe z nim skojarzenia zostały zastąpione niepewnością czy tamtejsze społeczeństwa zgodzą się porzucić dotychczasowe dolce far niente i podjąć wyrzeczenia niezbędne dla ratowania ich – a pośrednio europejskiej – gospodarki. Potwierdza się w ten sposób, że to wzór kultury i związany z nią styl życia decyduje o typie i poziomie rozwoju gospodarczego, a nie odwrotnie, jak przyjmuje pogląd potoczny, większość ekonomistów i znaczna część antropologów kultury. Zgodnie z tymi rozpowszechnionymi wyobrażeniami, ludzie żyją tak, jak pozwalają im materialne warunki, kultura duchowa wyrasta na bazie kultury materialnej, z materialnego bogactwa wynika wygodny i beztroski sposób życia. Już ponad 100 lat temu wybitny socjolog i ekonomista Max Weber wskazał, że prawidłowość jest odwrotna: to od ukształtowanego i panującego w danej wspólnocie modelu kultury (ze szczególnym u niego uwzględnieniem religii i typu duchowości) oraz związanego z nim sposobu życia zależy typ gospodarki oraz osiągany poziom materialnego bogactwa tej wspólnoty. Tym można wyjaśnić, jego zdaniem, większe tempo i wyższy poziom rozwoju gospodarczego oraz materialnego dorobku skrzętnych protestanckich Anglosasów i Germanów.

Szczegóły koncepcji Webera były przedmiotem niezliczonych debat i polemik. Główna myśl wydaje się jednak niekwestionowalna: to, w jaki sposób ludzie radzą sobie w świecie, z wykorzystaniem dostępnych w nim zasobów, przetwarzaniem ich na swój użytek oraz robieniem z nich użytku, zależy od wyobrażeń i przekonań o owym świecie oraz swoim w nim miejscu i powołaniu, a także celu i sensu życia, zatem od kultury wyrażającej takie wyobrażenia i przekonania. Wytwarzanie i pomnażanie bogactwa wymaga wzoru kulturowego dostarczającego nie tylko narzędzi, ale i motywacji do pracy. Co do tego zaś, że to praca, a nie próżniactwo jest źródłem bogactwa, bodaj nikt nie ma wątpliwości. Lecz ludzie, oczywiście, wolą próżnowanie od pracowania i z zazdrością spoglądają na beztroskich utracjuszy, wesoło spędzających czas bez zamartwiania się o dzień jutrzejszy, gdy oni sami wylewają siódme poty w codziennym mozole, zapobiegliwie odkładając znaczącą część wypracowanych dochodów na przyszłe potrzeby i wszelki wypadek. Stąd miłe i tęskne skojarzenia ze śródziemnomorskim, pogodnym i radosnym stylem życia, tak sugestywnie uosabianym i rozpropagowanym na świecie właśnie przez postać Greka Zorby. Krach gospodarki w jego ojczyźnie może być początkiem końca tej rzekomej śródziemnomorskiej idylli i zapowiedzią zmierzchu kariery śródziemnomorskiego stylu życia, tak dotychczas kuszącego i atrakcyjnego, opiewanego przez artystów i propagowanego przez turystyczne przewodniki.

A my może po raz pierwszy mamy powód by cieszyć się, że Polska nie leży nad Morzem Śródziemnym. Nawet jeśli położenie nad Wisłą i Odrą wiąże się z występującymi co jakiś czas powodziami.



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Ciałoterapia mięśni dna miednicy

Pacjent idealny? Stuprocentowo szczery, skoncentrowany na samoobserwacji, świadomy codziennych obciążeń, którym podlega. O ile prostsze byłoby jego leczenie... Przedstawiam Wam ten ideał!

Skąd się wziął ks. Adam Boniecki

Po dwóch latach rozmów z ks. Adamem Bonieckim mam przed sobą naszą wspólną książkę. Spotykaliśmy się co tydzień i rozmawialiśmy o tym, co dziś znaczy „głodnych nakarmić”, „spragnionych napoić”, „nagich przyodziać”. Kim są „wątpiący”, „nieumiejętni”, „podróżni”.