Słowo od wydawcy:

Krzysztof Smolarski

Tanie państwo...
Oczywiście gdy budżet przestaje się domykać, pojawia się temat taniego państwa. Podniesiono Vat o jeden punkt, teraz słyszymy o konieczności zwolnienia 10% urzędników.


W moim przekonaniu te działania są pozorne i niczego nie naprawią. Urzędników ma być tylu, żeby sprawnie i szybko robili co do nich należy. Pytanie tylko co do nich należy?


Jest szereg funkcji, które można z powodzeniem zlecić zewnętrznym prywatnym firmom i zrobią to taniej i na pewno sprawniej niż urzędy wszelakiej maści. Począwszy od wydziałów komunikacji, poprzez straż miejską, wydziały budownictwa i architektury, administrowanie nieruchomościami, poprzez reklamę i promocję, a na więziennictwie kończąc. Bez wątpienia wyoutsorsowanie, jak to teraz brzydko się mówi, większości zadań na zewnątrz i pozostawienie w urzędach głównie funkcji kontrolnej, podreperowałoby znacząco budżet i zwiększyło zadowolenie petentów - czyli nas. Dodatkowo, jeśli coś by tam szwankowało, zlecający czyli miasto czy gmina, zamiast wydawać kolejne miliony na doradców, audyty i kolejne reorganizacje - po prostu podziękowałyby nieudolnemu operatorowi i zaraz znalazłby się lepszy i tańszy - tak jak się to już dzieje z utrzymaniem miejskiej zieleni, czy wywozem śmieci.


Podobnie rzecz się ma z sejmem i senatem. Jakie kompetencje legislacyjne ma dość przypadkowa grupa kilkuset osób wśród których prawnikami jest znikomy procent? Otóż bardzo mizerne - co zresztą widać w jakości stanowionego prawa, że afery Rywina nie wspomnę. Gdyby parlament kreował politykę ustrojową, a wyspecjalizowane firmy pisały jasne i przejrzyste ustawy, za ciężkie pieniądze, ale pod rygorem wielkich kar i w konsekwencji wykluczenia z tego biznesu, nie trzeba by powoływać komisji sejmowej dla wyjaśnienia kto słowo „i” zamienił na „lub”. A taka komisja też nas, podatników kosztowała ładnych kilka milionów. Byłoby oczywiste, że winę ponosi firma X i będzie ją to kosztowało np. 100 mln zł kary. A to czy i na czyje zlecenie Rywin coś z firmą X załatwiał - jest oczywiście bardzo istotne, ale to problem prokuratury.


Jest jeszcze kilka bardzo prostych patentów na obniżenie kosztów funkcjonowania gospodarki , przy jednoczesnym podniesieniu jej efektywności, pytanie czemu nasi politycy z nich nie chcą skorzystać?


Weźmy na przykład dopłaty dla rolników, czy rybaków - dopłacamy do hektara ziemi uprawianej, do paliwa rolniczego, czy paliwa do kutrów, zamiast do efektu pożądanego czyli do kwintala wyprodukowanego zboża, litra mleka czy tony złowionych ryb. Gdyby to zmienić, efekt byłby podwójny:

A partie polityczne? Czemu nie pójść sprawdzonym tropem organizacji pożytku publicznego? Przecież jeśli moglibyśmy z naszych podatków zadeklarować 0,5% na dowolną partię, dla budżetu oszczędność, a korzyści byłoby co najmniej pięć:

  1. niezależnie od wyborów co roku byłaby prawdziwa weryfikacja funkcjonowania partii, zarówno rządzących jak i opozycyjnych,
  2. żadna partia nie pozwoliłaby sobie na szkodnictwo gospodarcze - podatki płacą ludzie myślący,
  3. rozliczanie finansów partii byłoby jasne i przejrzyste - pod warunkiem, że nie dopuścimy do żadnych odstępstw i wyjątków
  4. w systemie finansowania,
  5. szansę funkcjonowania miałyby mniejsze partie - bardzo ważne z punktu widzenia pluralizmu politycznego,
  6. większy wpływ na bieg wydarzeń w kraju miałaby, grupa ludzi lepiej wykształconych, bardziej zaradnych życiowo, i mniej podatnych na różnorakie manipulacje - czego sobie i Państwu serdecznie życzę.

Krzysztof Smolarski
Prezes Consultronix SA