Jak bardzo podróże kształcą

Autor: Krzysztof Smolarski

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 1/43/2013

... przekonałem się będąc na Kubie. Moja wiedza o Kubie brała się z propagandy najpierw komunistycznej, a potem antykomunistycznej: zły komunista Fidel, dramatyczna sytuacja gospodarcza kraju, represje wobec licznej opozycji i generalnie bieda i dziadostwo.

Po przyjeździe mieliśmy szczęście spotkać kilka bardzo ciekawych osób: Polkę - emerytkę, która za mężem wyemigrowała na Kubę, tam spędziła całe życie i w żadnym przypadku nie chce wracać do Polski (choć mąż ją dawno opuścił, a dzieci studiują w Hiszpanii); Iwana, naszego przewodnika - przedstawiciela sceptycznie nastawionej do Fidela nowej klasy świetnie wykształconych biznesmenów, którzy powoli biorą sprawy w swoje ręce i czekają na rozszerzenie swobód politycznych i gospodarczych z gotowym planem na rozwój własnych firm; profesora uniwersytetu w Hawanie - przyjaciela poznanego 35 lat temu podczas zlotu młodzieży na Kubie, gdy przypłynęliśmy Zawiszą Czarnym; oraz 102 letniego opozycjonistę, który 25 lat spędził w reżimowym więzieniu i pozbawiony emerytury egzystuje tylko dzięki ofiarności ludzi tj. my i Iwan. Przejechaliśmy wypożyczonymi autami około 2 tys. km, byliśmy w Hawanie Vinaren, Sinfuego, Zatoce Świń oraz w Trynidadzie. Nie mieszkaliśmy w hotelach tylko w „casach” - prywatnych pensjonacikach, które wszędzie powstają, tam gdzie tylko docierają turyści. Cała nasza arcyciekawa wyprawa pokazała mi Kubę kompletnie inną niż moje wyobrażenia.

Zły komunista Fidel - gdy obalił w 1959 r. panującego dyktatora Fulgencio Batistę, bynajmniej nie szedł pod sztandarami komunizmu, ani Związku Radzieckiego. Z dużym poparciem Kubańczyków walczył z chyba jeszcze gorszą dyktaturą niż sam potem zaprowadził, o to by Kuba opanowana, w dużym stopniu przez mafijny kapitał amerykański, przestała być wielkim burdelem dla Majami i by kariera Kubańczyków nie ograniczała się do bycia służącym czy prostytutką. Dopiero gdy w 1961 roku Amerykanie za sprawą ówczesnego szefa CIA pana Hoovera zorganizowali desant w Zatoce Świń, po czym nałożyli na Kubę embargo gospodarcze, wpychając ją w objęcia Związku Radzieckiego i komunistycznej retoryki. Od tego czasu Związek Radziecki płacił 1 mln USD dziennie na utrzymanie bratniego zalążka rewolucji światowej. Dopiero Michaił Gorbaczow zakręcił kurek i gospodarka kubańska się rozsypała.

Sytuacja gospodarcza Kuby jest niewątpliwie fatalna (kartki na cukier - skąd my to znamy!!), ale na tle innych państewek karaibskich, wcale nie najgorsza. Represje wobec opozycji (w latach 70 i 80 były bardzo dotkliwe, z rozstrzeliwaniem włącznie), teraz też oczywiście są, ale jak w Polsce lat 80, natomiast opozycja jest nieliczna i słabo zorganizowana. Generalnie bieda i dziadostwo - no niekoniecznie - na Kubie jest 14 prowincji i każda ma Akademię Medyczną. Jest blisko 70 tys. lekarzy, w miarę przyzwoicie zorganizowana służba zdrowia. Kuba to jedyny kraj na świecie z darmowymi operacjami chirurgii refrakcyjnej - na 10 mln ludności mają 21 laserów excimerowych (notabene prezent od Hugo Chaveza), a na całą Polskę jest ich 29! Kuba jest eksporterem lekarzy (20 tys.) do Ameryki Łacińskiej, przy czym państwo zabiera przy tym 60% ich wynagrodzenia - pamiętacie Państwo Polservis? W miarę przyzwoita infrastruktura drogowa i telekomunikacyjna, budynki są prywatne, ale przede wszystkim widać te państwowe w opłakanym stanie - w Hawanie radzono nam chodzić środkiem ulicy, ponieważ balkony mogą spaść. Na Kubie, jako jednym z nielicznych państw karaibskich istnieje obowiązek szkolny, a każde dziecko do ósmego roku życia dostaje szklankę mleka dziennie. Mleko jest reglamentowane do tego stopnia, że za zabicie krowy z cielakiem można dostać i 30 lat więzienia, podczas gdy za człowieka tylko 7. Nieodparcie nasuwa się analogia do Polski lat 80. Wynagrodzenia profesora uniwersytetu w Hawanie - 20 $/miesiąc, średnia emerytura 8$/miesiąc. Oficjalna waluta Peso za którą prawie nic nie można kupić (mnie się udało 60 cm maczetę za równowartość 2 zł), a jeśli już to na kartki - miesięcznie jeden Kubańczyk może kupić 10 jajek, ale wszędzie gdzie mieszkaliśmy były pełne lodówki jaj. Równolegle funkcjonują KUKI = dolary za które można kupić praktycznie wszystko. Nie można kupić jedynie używanego auta, dlatego cena 20-letniego przegniłego na wylot Moskwicza wynosi 15 tys. $, natomiast wielkiego Amerykanina z lat 50 - 25 tys. USD, podczas gdy cena domu nad morzem to około 10 tys. $.


Kilka lat temu zniesiono zakaz podróży po wyspie, a teraz zlikwidowano wizy wyjazdowe i właściwie prawie otwarto granicę. Po wizycie Jana Pawła II w 1998 roku zezwolono na prowadzenie pensjonatów, restauracji, małych straganów z owocami i punktów usługowych (fryzjer, tipsy itp). Zezwolono na zakup domów i mieszkań, ale tylko po 1 na Kubańczyka przez co doskonale rozwija się instytucja „słupa”. Restauracje państwowe są brudne, a jedzenie paskudne, prywatne - małe, schludne i ze świetnymi rybami, homarami, ale niczego z importu spodziewać się nie można - import praktycznie nie istnieje. Dom w Hawanie, w którym mieszkał Nasz Papież - jest bardzo pięknie odnowiony i sprawia wrażenia punktu odniesienia dla wszystkich, którzy o zmianach na Kubie myślą, a zmiany te wydają się być nieodległe, bo tak jak w Polsce ludzie zaczynają podróżować, stają się ekonomicznie niezależni od władzy. Podobnie jak w Polsce lat 80, władza murszeje bo straciła polityczne i ekonomiczne oparcie w Związku Radzieckim/Rosji, równocześnie kościół katolicki stanowi oparcie dla rosnącej opozycji. Ciekawe, czy analogie Polsko Kubańskie pójdą dalej i po zrzuceniu dyktatury Fidela, opozycja skoczy sobie do gardeł i w następnych wyborach legalnie i demokratycznie do władzy dojdzie Raul Castro?



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Ciałoterapia mięśni dna miednicy

Pacjent idealny? Stuprocentowo szczery, skoncentrowany na samoobserwacji, świadomy codziennych obciążeń, którym podlega. O ile prostsze byłoby jego leczenie... Przedstawiam Wam ten ideał!

Skąd się wziął ks. Adam Boniecki

Po dwóch latach rozmów z ks. Adamem Bonieckim mam przed sobą naszą wspólną książkę. Spotykaliśmy się co tydzień i rozmawialiśmy o tym, co dziś znaczy „głodnych nakarmić”, „spragnionych napoić”, „nagich przyodziać”. Kim są „wątpiący”, „nieumiejętni”, „podróżni”.