Nasz serwis w Afganistanie

Autor: Stanisław Przyczka

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 2/18/2006

Afganistan!? Gdzie cię tam licho niesie ,chyba zwariowałeś na stare lata! Tak zareagowali znajomi i moja rodzina na wiadomość, że jadę z Polską Misją Medyczną do Afganistanu .A zaczęło się tak. Zadzwonił mój telefon i nieznany mi mężczyzna zapytał czy nie miał bym ochoty pojechać z misją do Afganistanu. Odpowiedziałem bez wahania, że tak. Cisza w słuchawce była długa, potem rozmówca wyjąkał” naprawdę? Pan nie żartuje?” Jeżeli pan nie żartuje to ja też nie - odpowiedziałem.

Potem były formalności: umowa z Polską Misją Medyczną w Krakowie, wizy afgańska i pakistańska, szczepienia, bilety itd. Leciało nas dwóch, ja jako serwisant i mój wcześniejszy rozmówca Michał Matusiewicz  jako kierownik wyprawy. Celem był szpital w Mazar-e Sharif , a zadaniem ”przegląd sprzętu rentgenowskiego oraz przeszkolenie personelu szpitala z podstawowych umiejętności i wiedzy technika RTG”.

Już sama podróż była przygodą. Z Wrocławia pociągiem do Warszawy, potem samolot do Londynu i dalej do Islamabadu w Pakistanie. Mieliśmy trochę pecha bo odwołano jedyny lot do Peszawaru i po perypetiach pojechaliśmy tam autobusem. Przenocowaliśmy i awionetką Czerwonego Krzyża polecieliśmy do Kabulu z międzylądowaniem w Dżalalabadzie, siedlisku  alkaidy i Talibów. Kabul. Rozległe miasto ruin, slumsów, targowisk,  baz wojskowych i niewielu budynków rządowych. Oprócz paru bloków ze śladami wojny wybudowanych przez Rosjan reszta to parterowe domy zrobione z gliny i czego się da. Handel kwitnie wszędzie i wszystkim. Na ulicach głównie mężczyźni w każdym wieku i chłopcy. Kobiety ubrane w tradycyjne stroje – burki - są nieliczne, zawsze w grupie lub pod opieką mężczyzny. Nigdy same.

Kilkanaście głównych ulic pokrytych asfaltem ze śladami wojny, reszta to ubite drogi. Kanalizacja jest odkryta, w formie ścieków biegnących wzdłuż ulic. Upał, smród i kurz! Zamieszkaliśmy w całkiem niezłym, jak na tamtejsze warunki, domku. Przez cały tydzień Michał jako kierownik załatwiał formalności w różnych ministerstwach, a ja trochę kręciłem się po mieście. Największym moim problemem było jedzenie. Przy panującym wszędzie smrodzie, brudzie, kurzu i upale nie mogłem nic jeść. Michałowi to nie przeszkadzało, a ja schudłem ok. 8 kg.

Po długich wyczekiwaniach w kolejkach różnych urzędów Michał załatwił niezbędne dokumenty i mogliśmy jechać dalej. Postanowiliśmy, że nie polecimy awionetką Czerwonego Krzyża, jak było w planach, ale pojedziemy 450 km wynajętym samochodem z kierowcą. Droga z  Kabulu do Mazar-e Sharif jest najlepszą drogą w Afganistanie wybudowaną jeszcze przez Rosjan. Chcieliśmy  popatrzeć jak wygląda reszta kraju. Widoki były piękne. Wysokie, dzikie, bezludne góry, zielone, zamieszkałe doliny nielicznych rzek i strumieni zamienione ciężką pracą w pola uprawne. Wszędzie po drodze widać było pozostałości po licznych wojnach, rozbite czołgi, działa, ciężarówki wojskowe, ruiny tradycyjnych glinianych domów. Najgorsze jednak to miny, są wszędzie i dalej powodują śmierć i kalectwo głównie dzieci. Spotykaliśmy patrole z organizacji międzynarodowych rozminowujące pola i pobocza dróg. Po całym dniu jazdy dotarliśmy do celu.

Szpital w Mazar-e Sharif jest dość dużym obiektem jak na warunki afgańskie. Zostaliśmy miło przyjęci przez dyrektora i zaczęliśmy od zwiedzania szpitala. Obraz nędzy i rozpaczy! Tam brakuje prawie wszystkiego. Najlepsi są lekarze. Jak w takich warunkach udaje im się skutecznie leczyć ludzi nikt nie wie. Przez tydzień próbowałem naprawiać aparaty rtg , a Michał odwiedzał kolejne oddziały szpitalne i spisywał braki sprzętu oraz prośby lekarzy. Niestety niewiele zrobiłem w tych warunkach, ale z założenia była to misja rozpoznawcza. Po tygodniu pobytu w Mazar-e Sharif wróciliśmy tą samą drogą do Kabulu. W czasie weekendu wybraliśmy się do Bamiani gdzie stały słynne posągi Buddy wykute w skałach, wysadzone dynamitem przez Talibów. Z Kabulu do Bamiani jest ok. 180 km, ale droga asfaltowa skończyła się po 20. Jechaliśmy ponad 12 godzin po górskich bezdrożach. Dobrze, że mieliśmy terenową toyotę i kierowcę Afgańczyka bo pewnie zabłądzilibyśmy po godzinie jazdy. W Bamiani byliśmy w nocy, a rano poszliśmy oglądać to co zostało po posągach. Talibowie bardzo się starali i nie zostało nic tylko nisze w których stał Budda. Wróciliśmy po następnych 12-tu godzinach jazdy do Kabulu i padliśmy ze zmęczenia. Michał złożył sprawozdanie w Ministerstwie Zdrowia i mogliśmy wracać do domu, oczywiście tą samą okrężną drogą przez Pakistan, Londyn, Warszawę. Co można jeszcze powiedzieć o Afganistanie? Ogromne, dzikie pustkowia, nieliczne wsie i miasteczka, wszędzie ślady wojny. Żadnego przemysłu. Ludzie bardzo biedni ale mimo wszystko zadowoleni z tego co mają. Do nas nastawieni byli przyjaznie. Jeszcze dużo czasu upłynie nim poprawią się warunki życia w tym kraju, oczywiście pod warunkiem, że nie będzie następnej wojny. A to już nie jest takie oczywiste.



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Medycyna Ludu Polskiego - poród

Poród. Ciężarna, przeczuwając zbliżający się poród, rozkłada wszędzie, a osobliwie nad oknem i drzwiami palmę kwietniową i dzwonki dla ochrony od boginek. Nawet noszą je przy sobie i wkładają do kołyski. W niektórych miejscowościach, chcąc się zabezpieczyć od odwiedzin „płacki” (boginki lub mamony) kładą po odbytym połogu na okna i próg ziele zwane żarnowiec. Gałązki z bagnięcia (wierzby), postawione na krzyż w oknach, bronią przystępu mamonom czyli boginkom. Gdy brak takich środków zaradczych, to strzyga czyli boginka niepokoi rodzące kobiety, a nawet odmienia im dziecię; w razie oporu, zmusza słabe kobiety biciem do oddania dziecięcia. Czasami dusi we śnie kobietę, będącą w połogu. Mamony czyli boginki, jak mówią, nie może nikt zobaczyć, prócz położnicy.

Duch

Kolejny fantastyczny felieton Krzysztofa Piaseckiego. Tym razem o sile ducha Polskiego Narodu.

Dojrzewanie

Jest chyba rzeczą naturalną, że każda idea, każda sprawa, każdy człowiek przechodzą swoje fazy rozwoju zmierzając do osiągnięcia właściwej im doskonałości. Jest to możliwe tylko wówczas, kiedy na tej drodze nie pojawią się przeszkody, uniemożliwiające czy nawet tylko zakłócające albo zwalniające taki rozwój.

Święta Bożego Narodzenia

Czy to kolejny czas przesyłania bliżej nieokreślonych „season greetings”, jakie czasem otrzymujemy z zagranicy? Bynajmniej! Dla nas to czas Świąt Bożego Narodzenia.

Prorok w hiperwymiarze

Wielce Szanowni Państwo!

Czy zauważyliście, że w piątek, 21 października A.D. 2011 minął kolejny ostateczny i nieodwołalny termin końca świata, przepowiedziany przez wielebnego Harolda E. Campinga? Nie? Cóż, potwierdza to tezę, że niezależnie od miejsca w czasoprzestrzeni prorocy są na plateau. Tyle, że kiedyś bywało zabawniej! Wyobraźcie sobie tylko chrzęst żeber Laokoona w oplotach węża, albo ten smrodek wątpi kaszalota, (a może woń ambry?), zalatujący od Jonasza. A dzisiaj? Usłyszymy jakiś bełkot.