Proszę Państwa. Jest taki żart medyczny. Lekarz mówi do pacjenta: przykro mi bardzo, ma pan przed sobą góra rok życia. Po pięciu latach pacjent spotyka lekarza – Panie doktorze pan mi dawał tylko rok życia a ja już żyję pięć i nadal świetnie się czuję. Na co lekarz: Są przypadki, wobec których medycyna jest bezsilna. Dziś wierszyk, a właściwie piosenka o takim przypadku.
Ty masz dwa znicze a ja mam siedem
Twój ma lastriko, a marmur mój
Na moim złote litery mówią ci, kiedy
Odszedł nasz zmarły. A czarne ma twój
A półtora metra niżej równi wszyscy
I wyglądają tak samo i tak samo śpią
I mają gdzieś czyśmy do nich przyszli
I czy mamy kasę czy auto i dom
Zanurzeni po uszy w manii wielkości
W tradycję, co przechodzi z dziada na wnuka
Liczymy, że może nam Ona odpuści
I nie zapuka. Spokojnie. Zapuka
Uzbrojeni w piloty wyciągi i konta
Już prawie swego bezpieczeństwa pewni
Oceniamy, kto co ma i jak wygląda
I czy przyjaciele lepsi czy krewni
A półtora metra niżej równi wszyscy
I wyglądają tak samo i tak samo śpią
I mają gdzieś czyśmy do nich przyszli
I czy mamy kasę czy auto i dom
Takiej demokracji nie ma w żadnym kraju
Równo wszystkim pani Ś. daje radę
To może by się tak, póki, co, polubić nawzajem?
No, bez przesady. Bez przesady
Drukuj artykuł Udostępnij:
Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:
Poród. Ciężarna, przeczuwając zbliżający się poród, rozkłada wszędzie, a osobliwie nad oknem i drzwiami palmę kwietniową i dzwonki dla ochrony od boginek. Nawet noszą je przy sobie i wkładają do kołyski. W niektórych miejscowościach, chcąc się zabezpieczyć od odwiedzin „płacki” (boginki lub mamony) kładą po odbytym połogu na okna i próg ziele zwane żarnowiec. Gałązki z bagnięcia (wierzby), postawione na krzyż w oknach, bronią przystępu mamonom czyli boginkom. Gdy brak takich środków zaradczych, to strzyga czyli boginka niepokoi rodzące kobiety, a nawet odmienia im dziecię; w razie oporu, zmusza słabe kobiety biciem do oddania dziecięcia. Czasami dusi we śnie kobietę, będącą w połogu. Mamony czyli boginki, jak mówią, nie może nikt zobaczyć, prócz położnicy.
Kolejny fantastyczny felieton Krzysztofa Piaseckiego. Tym razem o sile ducha Polskiego Narodu.
Jest chyba rzeczą naturalną, że każda idea, każda sprawa, każdy człowiek przechodzą swoje fazy rozwoju zmierzając do osiągnięcia właściwej im doskonałości. Jest to możliwe tylko wówczas, kiedy na tej drodze nie pojawią się przeszkody, uniemożliwiające czy nawet tylko zakłócające albo zwalniające taki rozwój.
Czy to kolejny czas przesyłania bliżej nieokreślonych „season greetings”, jakie czasem otrzymujemy z zagranicy? Bynajmniej! Dla nas to czas Świąt Bożego Narodzenia.
Wielce Szanowni Państwo!
Czy zauważyliście, że w piątek, 21 października A.D. 2011 minął kolejny ostateczny i nieodwołalny termin końca świata, przepowiedziany przez wielebnego Harolda E. Campinga? Nie? Cóż, potwierdza to tezę, że niezależnie od miejsca w czasoprzestrzeni prorocy są na plateau. Tyle, że kiedyś bywało zabawniej! Wyobraźcie sobie tylko chrzęst żeber Laokoona w oplotach węża, albo ten smrodek wątpi kaszalota, (a może woń ambry?), zalatujący od Jonasza. A dzisiaj? Usłyszymy jakiś bełkot.