Bieg po emocje

Autor: Szymon Makuch

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 2/68/2020

Z napisaniem tego artykułu czekałem do ostatniego momentu. Nie dlatego, by poddać redakcję CX News’a testowi cierpliwości. Powód był inny – układałem w przejrzystą całość wszystkie myśli chaotycznie krążące po mojej głowie. Potrzebowałem niezbędnego czasu i dystansu.
Zanim opowiem Państwu o swoim najnowszym projekcie, chciałbym na wstępie podziękować firmie Consultronix za nieocenione wsparcie jakiego mi udziela. Jestem zobowiązany i dziękuję z całego serca.
 
Dlaczego biegnę?
W lipcu 2019 roku samotnie przebiegłem Islandię z północy na południe. W tym czasie byłem tylko ja, moje myśli, mój ból i determinacja. Wszystko co niezbędne do biegu: namiot, śpiwór, jedzenie, ubrania mieściło się w plecaku, z którym przez 11 dni pokonywałem wyznaczony dystans 620 kilometrów. Tak – 620 kilometrów.
 
Dla wielu z Państwa może wydawać się to równie abstrakcyjne, co szalone. W istocie to było szalone, ale nie tylko wierzę głęboko, ale po prostu już wiem, że w pozytywnym szaleństwie jest ukryty głębszy sens, który naszemu życiu nadaje większe znaczenie. Możecie więc uznać mnie za szaleńca.
 
Człowiek nosi w sobie niewyczerpane zasoby energii i dobra. Cała tajemnica polega na umiejętnym dotarciu i odkryciu ich przed sobą i światem. Bieganie nauczyło mnie, że cokolwiek robimy, powinniśmy robić to dla jakiejś przyczyny. Bieganie jest naturalną zdolnością człowieka, najdoskonalszą formą ruchu, zaś sam ruch jest fundamentalną zasadą życia i przemiany. Jest sposobem doskonalenia na równi ciała oraz umysłu. Pozbawieni ruchu – umieramy.
 
Przygoda w Islandii była projektem charytatywnym, na którego pomysł wpadłem zastanawiając się - co dobrego mogę zrobić dla innych. To była naturalna, niewymuszona myśl. Od najmłodszych lat pracowałem jako wolontariusz w wielu stowarzyszeniach czy organizacjach. Miałem szczęście spotkać ludzi, którzy zarazili mnie ideą robienia dobra. Odkąd pamiętam uwielbiałem biegać. Ale zamiast czasu na bieżni atletycznej, wolałem spędzać długie godziny w górach i lesie. Dopiero wówczas czułem prawdziwą więź z Naturą niestety zerwaną przez nasze codzienne, wygodne życie.
 
Bieganie, to także nieustanny ruch myśli. Pokonując długie dystanse niejednokrotnie myślałem, czy i jak mogę zmienić otaczający mnie świat na lepsze. Innymi słowy – po co biegam?
 
Aż przyszedł moment, kiedy w naturalny sposób pojawiła się w moich myślach idea przebiegnięcia Islandii. Był to niemal doskonały plan na to, aby wszystkie przemyślenia przekuć w działanie. Jednak wciąż brakowało mi tego, jedynego i najważniejszego elementu.
Pamiętam dokładnie; wracałem do domu tramwajem, wokół mnie siedzieli ludzie w różnym wieku i wówczas pomyślałem, że jeśli jest sposób, abym samym bieganiem był zdolny pomóc komuś, kto tej pomocy potrzebuje, to jestem gotów. I tak zrodził się pomysł, aby zorganizować akcję charytatywną wokół biegu. Wysiadłem na najbliższym przystanku i zadzwoniłem do Elżbiety Woch, matki 15-letniego Kacpra, który cierpi na rzadką, nieuleczalną chorobę – dystorfię mięśni Duchenne’a. Powiedziałem jej, że chcę przebiec Islandię dla Kacpra, żeby uruchomić charytatywną akcję zbiórki pieniędzy na jego leczenie. I tak to się zaczęło.
 
W czasie 11 dni przebiegłem wyspę i udało mi się zebrać ponad 30 tysięcy PLN na terapię komórkami macierzystymi, dzięki której Kacper miał szansę na spowolnienie postępów choroby. Ten bieg pomógł mu, ale też zmienił moje życie. Nadał mu właściwy i długo oczekiwany przeze mnie sens i kierunek.
 
Kiedy piszę ten artykuł znajduję się właśnie na północy Polski w Helu, skąd 10 sierpnia o godzinie 6:00 rano wyruszę na swój kolejny bieg. Tym razem mam do pokonania 800 kilometrów z Helu do Krakowa. Trasę podzieliłem na 10 dni, w ciągu których zamierzam biec 80 kilometrów codziennie. Szalony pomysł prawda? Ostrzegałem.
 
Bieganie daje mi siłę i wiarę, że w ten sposób mogę się przyczynić do zmiany naszego świata na lepsze. Nie, nie mam na myśli świata w wymiarze globalnym. Mam na myśli świat naszych wartości, w którym dominuje nadmiar egoizmu oraz obojętności.
Pandemia koronowirusa paraliżuje, a także spowolnia życie niemal we wszystkich zakątkach Ziemi. Wiem, że łatwo się poddać. I właśnie dlatego, na przekór podjąłem to kolejne wyzwanie. Biegnę z Helu do Krakowa, gdyż w ten sposób chcę pomóc Łukaszowi Dacie. 36-letni Łukasz, wspaniały mąż Kasi i cudowny ojciec dwójki dzieci. Parę lat temu, podczas ich wspólnych wakacji na Węgrzech, doznał rozległego wylewu. Łukasz nie poddaje się. Ma dla kogo żyć. Jedyne czego potrzebuje to pomocy innych, aby zebrać niezbędne środki na kontynuowanie terapii. To naprawdę niewiele. Zaledwie tyle, ile mieści się w tych ośmiuset kilometrach drogi. Tyle, ile mieści się w dobrej woli i życzliwej pomocy innych. Tyle, ile mroku rozprasza światełko nadziei. Dlatego biegnę.
 
Nazwałem ten projekt „Bieg po emocje”, gdyż życie pozbawione emocji jest pozbawione smaku. A bieganie to swoista pogoń za wrażeniami i odkrywanie na nowo całej palety fizycznych oraz mentalnych doznań. Od skrajnego wyczerpania podczas zawodów do pełni szczęścia i radości na mecie. Pragnę, aby „Bieg po emocje” stał się dla wielu ludzi inspiracją do zmieniania świata na lepsze. Do zmiany samych siebie. Na lepsze. 



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Demokracja

Klejstenesowi do głowy nie przyszło, że za 2500 lat demokracja, której był ojcem chrzestnym, wciąż będzie najbardziej pożądanym ustrojem na świecie. W wydaniu ateńskim prawo głosu mieli tylko mężczyźni powyżej 18 roku życia, czyli ok. jednej czwartej mieszkańców. Dzisiaj byłaby to demokracja a’la Korwin-Mikke, od lat postulujący odebranie kobietom praw wyborczych. W międzyczasie Eklezję, gdzie podejmowano publicznie najważniejsze decyzje, zastąpiły parlamenty, a tam w naszym imieniu decyzje podejmują wybrańcy narodu - krok w stronę oligarchii? Jednym z fundamentów dzisiejszej demokracji przedstawicielskiej jest monteskiuszowska zasada trójpodziału władzy. Władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza MUSZĄ pozostać od siebie niezależne. Stany Zjednoczone jako pierwsze zapisały tę zasadę w konstytucji. Niespotykana wcześniej koncentracja kapitału, Internet, rozwój mediów (szczególnie mediów społecznościowych) dając nieograniczony dostęp do informacji, niestety nie gwarantują systemu ich walidacji. Otwiera to rządzącym i oligarchom różnorakie możliwości do manipulacji i szerzenia mitów, ale również do korupcji politycznej - zgodnie z rzymską zasadą „divide et impera”. Pomagają w tym coraz doskonalsze algorytmy, zamykając nas w „bańce informacyjnej”, podpowiadają nam treści zgodne z naszymi  przekonaniami i odcinają od odmiennego punktu widzenia. Paradoksalnie „im bardziej klikasz, tym bardziej jesteś zamknięty”.

Zza kulis. Felieton postpandemiczny. Prawie!

Jeszcze całkiem niedawno pojęcie lockdownu zdawało się być abstrakcyjnym, niewielu o nim słyszało, a jeszcze mniej doświadczyło. Aż przyszedł marzec 2020! Niemalże z dnia na dzień musieliśmy odrobić lekcję ekonomii: wszyscy i od razu w wersji hardcorowej. Liczę jednak, że okres restrykcyjnych obostrzeń już za nami. Teatr Bagatela gra na pełnych obrotach przy komplecie widowni. Szanowna Publiczność tęskniła za sztuką, której może doświadczać bezpośrednio i jest to mocno krzepiąca konstatacja.

Gaduławka. Cykl felietonów

W Krakowie na Kazimierzu ustawiono Gaduławkę. Jest to ławka, jak sama nazwa wskazuje, do gadania. Inicjatorzy tego pomysłu tłumaczą, że ławka jest głównie, jak to się teraz ładnie mówi, dedykowana ludziom starszym i samotnym. Napis na ławce zachęca: „Jeśli masz ochotę na rozmowę, usiądź na tej ławce i poczekaj, aż się ktoś dołączy”. I nic więcej. Nie ma określonego czasu wyczekiwania ani tematu rozmowy. I to błąd. Dobrze by było, określić czas oczekiwania. 

Lodówka i telewizor. Cykl felietonów

Ten felieton miał wyglądać całkiem inaczej. Szczerze mówiąc, chciałem wszystkich pocieszyć, że koniec końców, każdy głupi polityczny numer bardziej otwiera ludziom oczy, niż ich usypia. Widać to najlepiej u nas po efektach tzw. Polskiego Ładu. Ale żeby lepiej to zobrazować, opisałem pewne spotkanie sprzed lat, kiedy znajomi Rosjanie tłumaczyli mi, na czym polega praktyka sprawowania władzy metodą „lodówka i telewizor”. I, niestety, historia ostatnich dni dopisała do tego tragiczną glosę. 

Między sztuką figuratywną a nutką abstrakcji. CX ART

Consultronix SA już po raz drugi wsparł młodych artystów. Artur Wieczerzyński i Robert Nawe zostali laureatami organizowanego przez tę firmę konkursu CX ART, a ich obrazy trafiły do tworzonej od paru lat kolekcji sztuki.

W CX News nr 2/68/2020 opublikowano również: