Burząc pomniki, oszczędzajcie cokoły

Autor: Zbigniew Mazgaj

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 2/40/2012

Wielce Szanowni Państwo!

Każdy słyszał o Czingis Chanie. A o współczesnym mu panu Minamoto-no-Uji Yoritomo? No właśnie, a postać to wielce dla Polski zasłużona, oceńcie zresztą sami.

Przenieśmy się w czasy kiedy Japonia zwała się Yamato i była federacją klanów pod supremacją panującej do dzisiaj dynastii. Na szczyt wspiął się wówczas ród Soga, podsuwając cesarzom swoje kobiety za żony i dzięki nim obsadzając najważniejsze urzędy. Trwało tak dopóty, dopóki wszechwładny „doradca” Soga-no Iruka nie zmienił zasad sukcesji. Od teraz tron miała dziedziczyć wdowa, jej brat, a dopiero po nich syn zmarłego cesarza. Książę Naka-no Oe poczuł się tym tak urażony, że własnoręcznie go zdekapitował, zapoczątkowując w roku 645 taika-no kaishin, (jap. przewrót wielkich zmian), długi proces przekształcania ustroju w konfucjańską monarchię absolutną.

Przede wszystkim ziemia przeszła z rąk klanów pod administrację państwa, stanowiąc tzw. kokugaryo. Ustanowiono też pierwszy kodeks, system fiskalny i nastąpiło ujednolicenie kraju. By móc to wszystko przeprowadzić cesarz musiał korumpować wielkie rody nadając im tytuły, urzędy i shoen’y – majątki zwolnione z podatków. Każde nadanie uszczuplało kokugaryo, łatając budżet podnoszono więc podatki, co powodowało ucieczki chłopów do shoen’ów i dalsze zmniejszenie wpływów… W efekcie doszło do galopującej emancypacji arystokratów, którzy wkrótce zaczęli tworzyć prywatne armie złożone z samurajów (od jap. saburau›samurau – służyć panu). Tak właśnie na początku IX wieku pojawiła się, znana nam z filmów Kurosawy, kasta dziedzicznych wojowników z dwoma mieczami i czubem na głowie.

W owym okresie, zwanym Heian, na świeczniku znalazł się ród Fujiwara podsuwając cesarzom własne kobiety za żony i obsadzając najwyższe urzędy. Ukołysany wszechwładzą stracił wszakże czujność i dał się podejść klanowi Taira, który dla odmiany zaczął podsuwać cesarzom własne kobiety… dopóty, dopóki kanclerz Taira-no Kiyomori nie osadził na tronie swego bratanka. Dotknięty tym czynem książę Mochihito wezwał pozostałe klany do walki „w obronie tronu”.

Na taką okazję czekał nasz bohater. Wybuchła wojna zwana Genpei, w wyniku której Taira (którym kilkanaście lat wcześniej udało się wymordować niemal cały klan Minamoto), zostali dosłownie eksterminowani. Zwycięski Yoritomo przejął nie tylko ich majątki, ale również władzę w kraju ustanawiając w roku 1185 bakufu (jap. rządy spod namiotu), dyktaturę wojskową opartą na samurajach. Mianowany przez cesarza shogunem (kimś w rodzaju dyktatora w republikańskim Rzymie), uczynił tę funkcję dożywotnią i dziedziczną, na niemal 700 lat sprowadzając monarchę i jego dwór do funkcji li tylko ceremonialnych.

W tym samym czasie po drugiej stronie Morza Japońskiego niejaki Temudżyn, obwołany później Czingis Chanem, stawiał pierwsze kroki na drodze do panowania nad światem wyrzynając, pardon, jednocząc Mongolię. Kilkadziesiąt lat później jego wnuk Kubilaj, władający już imperium rozciągającym się od Syberii po Sumatrę, zażądał hołdu lennego od cesarza Japonii. Dwór by na to przystał i byłoby po sprawie. Ale teraz rządzili samuraje, w których kodeksie bushido (jap. droga wojownika), nie istniało pojęcie poddania się. Skutki tej awantury znamy. Japonia wprawdzie się obroniła, lecz wojna kosztowała tyle, że bakufu Minamoto upadł. Kubilaj Chan nie zbankrutował, ale słupki poparcia drastycznie mu spadły, prysnął też nimb niezwyciężoności otaczający Mongołów. W każdym razie następna inwazja Japonii nie doszła do skutku z powodu „niepokojów wewnętrznych”, które skutecznie zahamowały dalszą ekspansję imperium.

Tak, tak Moiściewy! Zważcie proszę, gdyby nie Yoritomo ze szlachetnego rodu Minamoto, zapewne na co dzień pijalibyśmy kobyle mleko, a od święta kumys. Wierzcie, wiem co mówię! Nam, Krakauerom, mongolska ekspansja przypomina się co godzinę, wystarczy posłuchać Hejnału… Dlatego, włączając się w narodowy dyskurs „Komu pomnik postawić, czyj zburzyć?”, postuluję by każde miasto powyżej pięćdziesięciu, co tam, pięciu tysięcy mieszkańców obowiązkowo uhonorowało pana Yoritomo statuą pieszą, lub konną. W skali co najmniej naturalnej.

Życzę Państwu wszelakiej pomyślności i miłego wypoczynku.
Z.M.

P.S. Tytuł felietonu zaczerpnąłem z aforyzmu Stanisława Jerzego Leca.



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Wirus, patogen, antygen. Czyli jak Natura komplikuje testy antygenowe

Trudno zaakceptować, że coś tak znikomego jak wirus, rzuci świat na kolana, osiągając mistrzostwo w zakaźności: obleciał kulę ziemską, przemierzył południki i równoleżniki, odwiedził przedszkola i emerytów oraz zmusił nas do zabawy w kotka i myszkę.

Panta rei

Długie wieczory, pogoda i ogólna sytuacja skłoniły mnie do zadumy. Tym razem nad tym, jak słowa zmieniają znaczenie wraz z upływem czasu. Ludzie uczeni nazywają to dryfem semantycznym. Podryfujmy zatem przez chwilę wspólnie. Zacznijmy od Józefa Ignacego Kraszewskiego, który główną bohaterkę „Starej Baśni” nazwał Dziwą. Dzisiaj facet, który tak zwróciłby się do kobiety, zapewne ryzykowałby kilka razów „z liścia”. A przecież by zostać Dziwą, kobieta musiała odznaczać się nie byle jakimi przymiotami ciała i ducha! Dlaczego dzisiaj to słowo stało się wulgaryzmem? Zapewne przez skojarzenie z podobnie brzmiącą „dziwką”, wywodzącą się wszak ze starosłowiańskiego děvъka (dziewczyna). A, że nieszczęsna Dziwa pochodzi od zupełnie innego, również starosłowiańskiego słowa divъ (podziw, zachwyt, zdumienie), nikogo już dziś nie rusza.

Proroctwa się spełniają, czyli felieton antyklerykalny

Św. Paweł (prywatnie mój ulubiony Apostoł) w jednym ze swoich listów napisał znamienne słowa: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł” (1 Kor. 10,12). Wracają one do mnie po tym niezwykłym i zaskakującym 2020 r., który szczęśliwie mamy już za sobą. Roku, który miał być ciekawszy od poprzednich, w którym mieliśmy być cały czas piękni, młodzi i bogaci. Wydawało się, że stoimy na twardym, a tymczasem szybko wszyscy upadliśmy. 

Marchewka

Czytam, że jest ogłoszony konkurs. Konkurs typu „nie kij a marchewka”. Chodzi o to, że w czasie pandemii wprowadzono mnóstwo obostrzeń. Za niestosowanie się do nich, grożą kary. 

„Strategie leczenia jaskry” – długo oczekiwana książka na polskim rynku wydawniczym

Właśnie ukazała się na rynku monografia „Strategie leczenia jaskry”. Książka ta powstała na bazie wieloletniego doświadczenia specjalistów z dwóch wiodących ośrodków okulistycznych w leczeniu jaskry w Polsce i uznawanych na świecie.