Calendarium Sacrorum

Autor: Zbigniew Mazgaj

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 1/39/2012

Wielce Szanowni Państwo!

Czytając ukaz o dniach wolnych od pracy przypomniałem sobie, że w cesarskim Imperium Romanum obchodzono około 150 dni świątecznych rocznie! Tych czysto rzymskich było niewiele, ale w ramach poprawności politycznej fetowano święta ludów podbitych. Do tego trzeba doliczyć tryumfy odprawiane przez wodzów, ludy owe podbijających, tudzież igrzyska i uczty wyprawiane przez obywateli mających aspiracje polityczne, czyli latyńską kiełbasę wyborczą. Nasuwa się pytanie, kto za to wszystko płacił? Cóż, za zaszczyt dopisania świąt do imperialnego kalendarza płaciły, rzecz jasna, ludy podbite.

Moim skromnym zdaniem, na historię Rzymu należy spojrzeć przez pryzmat pozyskiwania środków na imprezy. Oceńcie sami: zaczęło się od Kartaginy (264 - 146 r. p.n.e.). Zgoda, trwało to nieco przydługo, ale brakowało jeszcze wprawy, no i gra szła o cały zachodni basen Morza Śródziemnego! Gdy Kartagina już została przeżuta i strawiona - a wystarczyły na to zaledwie trzy pokolenia - przyszła kolej na kontynentalną Grecję, którą złupiono i splądrowano dokumentnie. Niejaki Lucius Cornelius Sulla posunął się aż do ograbienia wyroczni Apollina w Delfach z darów wotywnych (88 r. p.n.e.), co nawet w oczach Rzymian było ewidentnym świętokradztwem. Tyle, że nikt nie  miał mu tego za złe! Przebąkiwano tylko coś tam o nieprawidłowościach przy podziale łupów, ale malkontenci ucichli kiedy Sulla został dyktatorem.

A wsparli go w tym dziele dwaj kumple: Gneaus Pompeius Magnus i Marcus Licinius Crassus - ten sam, który po powstaniu Spartakusa przyozdobił Via Appia ukrzyżowanymi niewolnikami. Był on  też najbogatszym człowiekiem w Republice, a dorobił się na deweloperce, lichwie i pożarnictwie. Tak, tak! Założył mianowicie prywatną straż ogniową. Kiedy wybuchał pożar zjawiał się na czele swoich strażaków, którzy nie przystępowali do gaszenia, póki właściciel nie odsprzedał mu nieruchomości i działki za bezcen. Nic dziwnego, że Marek Licyniusz zrobił błyskotliwą karierę polityczną - było go stać! Zostawszy po raz drugi konsulem załatwił sobie namiestnictwo Syrii i wyprawił się po jeszcze więcej kasy do kraju Partów. Ci jednak, barbary, okazali kompletny brak szacunku dla uroków rzymskiego stylu życia i wyciąwszy legiony w pień, napoili go roztopionym złotem (w 53 r. p.n.e.). Cóż, à la guerre comme à la guerre.

Kumplem Pompejusza i Krassusa z kolei był wszystkim znany Gaius Iulius Caesar, który zadłużył się u tego ostatniego po uszy by zostać konsulem i jako prokonsul móc najechać Galów (58 - 50 r. p.n.e.). Ówczesna Galia obfitowała w złoża złota, toteż niebawem Cezar odzyskał płynność finansową, zaś do Rzymu popłynęła rzeka pieniędzy na igrzyska. Niedługo potem jego przybrany syn Gaius Iulius Caesar Octavianus podbił Egipt (w 31 r. p.n.e.), bodaj  najzasobniejszy wówczas kraj świata, za co słusznie przyjął skromny tytuł Imperator Cezar Wspaniały syn Boga (Imperator Caesar Divi filius Augustus). Ale nawet skarbów Egiptu nie starczyło na długo! Toteż Marcus Ulpius Trajan po prostu musiał wyprawić się na Daków (w 106 r. n.e.), o których powiadano, że ich król Decebal siedzi na górze złota i nie wie co z nim robić. Trajan natomiast pomysłów miał mnóstwo! Oprócz Dacji podbił również Partów, przyłączając do Rzymu Armenię i Mezopotamię.  I na tym się skończyło, nie było już kogo podbijać i Imperium zaczęło schodzić na psy.

Tak było, Moiściewy! Zawracam Wam głowy, bo wszystko dokładnie porachowałem: soboty, niedziele, 14 dni świątecznych od Najjaśniejszej i 26 dni urlopu daje circa 140 wolnych dni rocznie. Wynik niemal imperialny!  I zastanawiam się teraz kogo, u diaska, przyjdzie nam podbić?

Życzę Państwu Wesołych Świąt i beztroskich dni wolnych!

Z.M.

 

 

 



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Odra - temat tabu?

FUNDACJA WHY NOT to grupa osób, która od listopada 2020 roku chce w sposób zorganizowany nieść POMOC, nieograniczoną szablonami, układami, granicami, przyzwyczajeniami. Rok 2020 był zaskakujący, zmieniający świat i społeczeństwa. Wirus SARS-CoV-2 szalał z niespotykaną siłą, dewastując życie na całym świecie. Rok 2022 to rozpoczęcie militarnej napaści na Ukrainę wywołującej ogólnoświatowy kryzys energetyczny. Nie zapominamy o ciągłym niszczeniu środowiska naturalnego przez rozwijający się przemysł. Chcemy POMAGAĆ! Wiemy, że tej pomocy będzie potrzebował niejeden z nas, a także środowisko naturalne. Dlatego w tym artykule chciałbym się skupić na naszych projektach środowiskowych. To, że ochrona środowiska naturalnego w Polsce jest tematem ze wszech miar trudnym, wie każdy z nas. Odczuwamy to na „własnej skórze”. Moim zdaniem, powodów takiego stanu jest mnóstwo: brak pomysłu na czystą Polskę, brak realnych programów ochrony środowiska naturalnego, rabunkowa gospodarka wydobywcza, słabo kontrolowany rozwój przemysłu, brutalna wycinka drzew (nawet w parkach narodowych), populizm, brak środków finansowych na ochronę środowiska (ale, czy na pewno?). Można by tak wymieniać bez końca…

Człowiek renesansu, dżentelmen polskiej okulistyki. Wspomnienie prof. Józefa Kałużnego

Krzysztof Smolarski: Profesor Tadeusz Krwawicz ma swoją ulicę w Lublinie, a ostatnio skwerem uhonorowano, jako chyba drugiego w historii, polskiego okulistę prof. Józefa Kałużnego. To znaczy, że Ojciec był w Bydgoszczy ważną osobą i to nie tylko przez wzgląd na okulistykę.
Bartłomiej Kałużny: To prawda. Myślę, że duże znaczenie miało też to, że był mocno zaangażowany w rozwój Collegium Medicum im. Ludwika Rydygiera (wtedy Akademii Medycznej) w Bydgoszczy. W uczelni pełnił funkcje prodziekana, później dziekana, aż w końcu przez dwie kadencje był rektorem. Z pewnością z punktu widzenia miasta była to bardzo ważna część działalności. Druga rzecz, to fakt, że Ojciec był niewątpliwie osobą towarzyską i lubianą. Nadal wielu Jego dawnych kolegów i przyjaciół pełni różne funkcje w mieście i działa na bydgoskich uczelniach. 

Mam krew w głowie. Cykl felietonów

Mam krew w głowie. Tak o tym mówię. Na co moja terapeutka: „Co pan opowiada – wszyscy mają krew w głowie. Proszę mówić, mam krwiaka. To robi wrażenie.” Tak. Po wylewie – mój był krwotoczny – mam krew w głowie. To znaczy mam krwiaka. Byłem już dwa razy na tomografii i on tam dalej jest. Na razie się nie zmniejsza. Nie mogę latać samolotem, jeździć na nartach, ani chodzić po górach. Czyli z przyjemności została mi jazda samochodem (całe szczęście!). Jak napisałem powyżej mam terapeutkę, jeszcze mam logopedkę i chodzę czasami do psychiatry. Czyli zamiast latania samolotem mam terapeutkę, zamiast jazdy na nartach mam logopedkę, a zamiast chodzenia po górach mam wizyty u psychiatry. 

Nasz brat kryzys… Cykl felietonów

W czasach PRL-u, czyli wieki temu, był taki szkolny żart, od którego mój nauczyciel historii lubił zaczynać odpytywanie: w Egipcie było dwóch braci, jeden Ramzes, drugi Kryzys. Ramzes umarł, Kryzys żyje – kończył, a ironiczny (choć i dobrotliwy) uśmiech zapowiadał, że to jednak nie koniec. Klasa w ryk, ale śmiech urywał się, kiedy jakiś nieszczęśnik usłyszał swoje nazwisko i musiał się gimnastykować. A jak łatwo się domyślić ten prawdziwy, peerelowski kryzys nie robił sobie nic ani z naszych śmiechów, ani z męki przepytywanych. W tamtych czasach kryzys wydawał się zjawiskiem (niczym Lenin) „wiecznie żywym”. 

Wielce Szanowni Państwo!

W czasach PRL-u, czyli wieki temu, był taki szkolny żart, od którego mój nauczyciel historii lubił zaczynać odpytywanie: w Egipcie było dwóch braci, jeden Ramzes, drugi Kryzys. Ramzes umarł, Kryzys żyje – kończył, a ironiczny (choć i dobrotliwy) uśmiech zapowiadał, że to jednak nie koniec. Klasa w ryk, ale śmiech urywał się, kiedy jakiś nieszczęśnik usłyszał swoje nazwisko i musiał się gimnastykować. A jak łatwo się domyślić ten prawdziwy, peerelowski kryzys nie robił sobie nic ani z naszych śmiechów, ani z męki przepytywanych. W tamtych czasach kryzys wydawał się zjawiskiem (niczym Lenin) „wiecznie żywym”.