Carpe diem!

Autor: Zbigniew Mazgaj

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 4/50/2014

Wielce Szanowni Państwo! 

Chyba wszyscy słyszeli o Newtonie1, choćby za sprawą anegdotki o spadającym jabłku i grawitacji. Lecz idę o zakład, że tylko nieliczni wiedzą, iż sformułowanie prawa ciążenia nie było jego największym osiągnięciem. Było nim wprowadzenie do nauki pojęcia przestrzeni. Tworu czysto teoretycznego, stanowiącego teatrum (dla fizyka to niezmienny układ odniesienia) dla poruszających się ciał. Zważcie, że fizyka to w istocie nauka o ruchu! Ten genialnie prosty zabieg pozwolił mu ująć ruch ciał w proste formuły matematyczne i sformułować słynne trzy zasady dynamiki. Toteż kiedy ukazały się drukiem Principia2, zależny od kaprysów bóstw chaotyczny świat z dnia na dzień stał się zrozumiały, uporządkowany i przewidywalny, niemal przytulny. Nawet kreacjoniści uznali, że ten idealny porządek dowodzi istnienia ścisłego planu stworzenia zrodzonego w umyśle Wielkiego Zegarmistrza3. Toteż Newton za życia zyskał i uznanie i sławę tak niebotyczne, że król obdarował go tytułem i synekurą. 

Tak sir Isaac został przełożonym mennicy królewskiej w Londynie i stanął na straży waluty. A nie było to łatwe zadanie. W owych czasach, kiedy pieniądz bito z kruszcu, prawdziwą plagą było obrzynanie brzegów monet powszechnie praktykowane przez ludzi przedsiębiorczych, acz niezbyt uczciwych. Mimo iż groził za to stryczek sprawy zaszły tak daleko, że rząd Jego Królewskiej Mości podjął decyzję o wymianie pieniędzy. Za całą tę operację odpowiadać zaś miał świeżo upieczony Master of the Royal Mint. I wówczas Newton, zapewne z wdzięczności dla Majestatu, wymyślił rozwiązanie mające ukrócić praktyki obcinaczy: karbowanie brzegów monet w procesie ich bicia. Biorąc zatem w palce udatnie ząbkowane numizmaty, wspomnijcie ciepło Newtona i jego dokonania - choćby na niwie termodynamiki4. 

To dział fizyki, zajmujący się energetycznymi efektami procesów wszelakich: od reakcji jądrowych i chemicznych, przez maszyny cieplne, produkcję i przesyłanie energii, meteorologię (kto pamięta co to jest punkt rosy?) na kosmologii kończąc. Moim zdaniem w dzisiejszym energooszczędnym eko-świecie jej znajomość winna być warunkiem sine qua non funkcjonowania wszelkiej maści polityków w przestrzeni publicznej. Tym bardziej, że opiera się ona na zaledwie kilku prostych regułach. Jedna z nich, zwana II zasadą termodynamiki głosi, że entropia nigdy nie maleje. Spokojnie! Entropia to po prostu miara nieuporządkowania5. Innymi słowy, Natura samoistnie dąży do chaosu, wszelkie uporządkowane i złożone struktury z czasem ulegają degradacji. Po upływie dostatecznie (no dobra, niewyobrażalnie) długiego czasu wszystko się rozpadnie, zaś Wszechświat będzie się składał wyłącznie z fotonów i cząstek elementarnych. Jest to zresztą zgodne z fenomenologią i intuicją. Przecież wraz z upływem czasu wszystko się sypie: auta rdzewieją, budynki popadają w ruinę, góry erodują. Nieubłaganą konsekwencją rosnącej entropii jest zaś nieodwracalność zachodzących procesów. Czy słyszeliście kiedykolwiek, by czyjś przerdzewiały rzęch spontanicznie zmienił się w nówkę-sztukę? No właśnie. Fizycy nazywają to strzałką czasu, zaś my, zwykli zjadacze chleba, odbieramy nieuchronne przemijanie. Co się stało to się nie odstanie, powiada ludowe porzekadło. Co ciekawe, to jest równoważne sformułowane II zasady termodynamiki. I to jest piękne! 

Tak, tak Moiściewy! To rosnąca entropia sprawia, że fetujemy ulotne chwile. Choćby takie, jak ukazanie się drukiem pięćdziesiątego numeru CX-News. Carpe diem zatem, carpe diem! 

Życzę Państwu Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku zawsze okraszonego optymalną dozą entropii. 
ZM



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Wirus, patogen, antygen. Czyli jak Natura komplikuje testy antygenowe

Trudno zaakceptować, że coś tak znikomego jak wirus, rzuci świat na kolana, osiągając mistrzostwo w zakaźności: obleciał kulę ziemską, przemierzył południki i równoleżniki, odwiedził przedszkola i emerytów oraz zmusił nas do zabawy w kotka i myszkę.

Panta rei

Długie wieczory, pogoda i ogólna sytuacja skłoniły mnie do zadumy. Tym razem nad tym, jak słowa zmieniają znaczenie wraz z upływem czasu. Ludzie uczeni nazywają to dryfem semantycznym. Podryfujmy zatem przez chwilę wspólnie. Zacznijmy od Józefa Ignacego Kraszewskiego, który główną bohaterkę „Starej Baśni” nazwał Dziwą. Dzisiaj facet, który tak zwróciłby się do kobiety, zapewne ryzykowałby kilka razów „z liścia”. A przecież by zostać Dziwą, kobieta musiała odznaczać się nie byle jakimi przymiotami ciała i ducha! Dlaczego dzisiaj to słowo stało się wulgaryzmem? Zapewne przez skojarzenie z podobnie brzmiącą „dziwką”, wywodzącą się wszak ze starosłowiańskiego děvъka (dziewczyna). A, że nieszczęsna Dziwa pochodzi od zupełnie innego, również starosłowiańskiego słowa divъ (podziw, zachwyt, zdumienie), nikogo już dziś nie rusza.

Proroctwa się spełniają, czyli felieton antyklerykalny

Św. Paweł (prywatnie mój ulubiony Apostoł) w jednym ze swoich listów napisał znamienne słowa: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł” (1 Kor. 10,12). Wracają one do mnie po tym niezwykłym i zaskakującym 2020 r., który szczęśliwie mamy już za sobą. Roku, który miał być ciekawszy od poprzednich, w którym mieliśmy być cały czas piękni, młodzi i bogaci. Wydawało się, że stoimy na twardym, a tymczasem szybko wszyscy upadliśmy. 

Marchewka

Czytam, że jest ogłoszony konkurs. Konkurs typu „nie kij a marchewka”. Chodzi o to, że w czasie pandemii wprowadzono mnóstwo obostrzeń. Za niestosowanie się do nich, grożą kary. 

„Strategie leczenia jaskry” – długo oczekiwana książka na polskim rynku wydawniczym

Właśnie ukazała się na rynku monografia „Strategie leczenia jaskry”. Książka ta powstała na bazie wieloletniego doświadczenia specjalistów z dwóch wiodących ośrodków okulistycznych w leczeniu jaskry w Polsce i uznawanych na świecie. 

W CX News nr 4/50/2014 opublikowano również: