Edelman

Autor: Witold Bereś

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 2/24/2008

19 kwietnia 1943 roku wybuchło powstanie w getcie warszawskim. Przez dwa tygodnie ponad dwustu bojowców Żydowskiej Organizacji Bojowej walczyło przeciwko tysiącom Niemców. Udało się też przeżyć ledwie kilkudziesięciu – na początku maja przedarli się kanałami na drugą stronę muru otaczającego getto.

Wśród wychodzących był Marek Edelman, dziś 89-letni, ostatni żyjący dowódca powstańców, a potem żołnierz powstania warszawskiego, wspaniały lekarz, działacz opozycji demokratycznej i człowiek, który po dziś dzień walczy w obronie ludzi prześladowanych na całym świecie, a na jego przykład powołują się Bill Clinton, Vaclav Havel czy Dalajlama.

                                                                                 *

Z Edelmanem rozmawia się ciężko… – Co ze mną było po wojnie. Jak to co? Codziennie miałem inną kochankę, a w święta to nawet dwie. Co za pytanie? Na medycynę poszedłem po wojnie z przypadku. Zapisali mnie znajomi. Wtedy większość chorych – tych poważniejszych przypadków – była skazana na śmierć. Lecz my stworzyliśmy zespół, który w Łodzi zaczęto nazywać „oddziałem wskrzeszeń”, bo udawało nam się reanimować wielu chorych, którzy wydawali się być bez szans.

Tak było ze śliczną Bogusią, która zatruła się talem z trutki na szczury. Budzi mnie kolega w nocy i mówi: „Marek, przywieźli młodziutką dziewczynę, 18 lat, przepiękna, zatruła się talem”. Ja na to: „Daj mi spokój”. A on: „Ale idź, zobacz, jaka ładna”. Poszedłem. Faktycznie śliczna, blondynka taka – „krow z małakom”. Ona przyszła do domu i była głodna. A talu wtedy używano w trutce na szczury, która wyglądała jak marmolada. Ona sobie taką marmoladą grubo posmarowała dwa kawałki chleba i zjadła. No i po paru godzinach była gotowa, miała straszne bóle, zaczęły się porażenia. Ale co mogę zrobić z zatruciem talem? Pomodlić się, a że jestem niewierzący, więc nie mam u Pana Boga protekcji, tak? Ale poszedłem do aptekarza i pytam go: „Panie magistrze, jaka jest odtrutka na tal?” On mi na to coś mówi. A ja na to: „Dobrze, ale czy to podziała?” On mówi, że nie podziała. „A co może podziałać?” „Ja nie wiem, ale kiedyś mi profesor jakiś powiedział, że jest taki środek, który wiąże się z talem”. Więc pytam „Ma pan ten środek?”. On mówi: „W jakim rozcieńczeniu?” Ja: „A kto to wie?” I zrobił jakieś 200 centymetrów tego niewypróbowanego jeszcze leku. Śmierdziało okropnie. Wzięliśmy tę dziewczynę, włożyliśmy ją do dyżurki i kroplówka. Pierwszy dzień nic nie pomogło, ale się nie pogorszyło. Drugi dzień nic nie pomogło. Trzeciego dnia bóle zaczęły być mniejsze, włosy zaczęły wypadać, jak to zwykle w zatruciu talem. Zrobiła się łysa, ale już nie krzyczała, nie bolało ją, zaczęła ruszać palcami. Po dwóch tygodniach poszła do domu. No i już. Zginęła nam z oczu, ale za pół roku przed szpitalem spotykamy dziewczynę o pięknych włosach. Bogusia. W medycynie, najważniejsze to umieć patrzeć na chorego. Spojrzysz na niego i wiesz, czy on jest do życia, czy do śmierci... Ale najlepiej nie oddawać się lekarzom w ręce.Najlepszym nawet.

                                                                                *

W 65 rocznicę powstania ukazują się właśnie „Marek Edelman. Życie. Po prostu” – książka, monodram i film dokumentalny (emisja wkrótce) poświęcone tej niezwykłej postaci.