Jak świętować?

Autor: Witold Bereś

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 4/30/2009

Zwykle przed Bożym Narodzeniem zastanawiamy się – jak przeżyć Święta?


Ja wolałbym jednak postawić w końcu pytanie inne – po co święta? Nie tylko te, bożonarodzeniowe, ale w ogóle – po co Polakom święta?
Tak, święta są konieczne. Kiedy niedawno w sobotni poranek wylądowałem w Jerozolimie, zachwyciła mnie cisza szabatu. Słońce lekko grzało, ptaki śpiewały i słychać było wręcz szelest liści. Co tydzień Izraelczycy – w szczególności żydowscy mieszkańcy Jerozolimy (gdzie właściwie wszystko zamiera), i to niezależnie od tego czy bardzo wierzący, czy tylko wierzący z racji swej kultury – wyciszają się, siadają do piątkowej kolacji z rodziną i przez 24 godziny w spokoju przeżywają świat. My też potrzebujemy takich dni – stąd 12 dni świątecznych w roku, kiedy właściwie wszystko zamiera, to rzecz doskonała.


Ale czy to znaczy, że każde święto jest nam potrzebne?
Pomijam oczywiste wielkie święta kościelne, którym towarzyszy (przynamniej większości Polaków) jednak coś więcej niż tylko wolny czas i relaks.
Ale już na przykład – czy winniśmy czcić – panie niech nie słuchają – Dzień Niepodległości, 11 listopada?
Nie oburzajmy się, tylko najpierw pomyślmy: zimno, ponuro, wszystko jeszcze w cieniu niedawnych Zaduszek. A czczony czas w dodatku zbyt odległy… Równie dobrze można by czcić wybuch Powstania Kościuszkowskiego lub Unię Lubelską. No i przede wszystkim – obarczony przez nas taką nadętością i powagą, która nie tylko nie jest zrozumiała i nie przyciąga ludzi do tego święta emocjonalnie, ale wręcz – odpycha od niego.


Z drugiej strony – co rusz ktoś próbuje w Polsce wprowadzić jakieś Święto. Jedne zrozumiałe – jak choćby dzień najnowszego zwycięstwa Polaków, i to zwycięstwa bezkrwawego czyli rocznica zwycięskich dla Solidarności wyborów czerwcowych w 1989. Inne – z winy PRL wyrugowane ze zbiorowej pamięci i zapomniane – jak Święto Trzech Króli. Jeszcze inne – raczej absurdalne: jak na przykład chęć wprowadzenia państwowego blichtru w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, które jako żywo nie tylko jest bitwą przegraną z kretesem, nie i decyzją dyskusyjną, która przyniosła hekatombę warszawiaków… Więc czcić to, że wylaliśmy morze krwi?


I tu chyba zaczyna się problem: w naszym podejściu do świętowania. Większość świąt polityczno-historycznych miała swój głęboki sens w czasach utraty suwerenności. Wiele pełni do dziś rolę czegoś w rodzaju leku psychoterapeutycznego. Taki 11 listopada czy 3 maja to tak naprawdę była okazja do pokazania komuchom, co się o nich myśli. Ale dlaczego do dzisiaj w Święto Niepodległości widzimy tylko ponurych polityków składających wieńce i podstarzałych aktorów udających Piłsudskiego? Gdzie te roje grilujących lub po prostu bawiących się obywateli? Ktoś się cieszy tego dnia lub coś przeżywa? Ważne – można odpocząć. Ale wszak można też odpocząć innego dnia.


Z kolei Święto Konstytucji 3 Maja to druga skrajność – właściwie nikt nie zwraca uwagi na historię i aspekt edukacyjny, ale cieszy się z wolnych dni długiego weekendu i – często – jakże ważnych pierwszych ciepłych dni…


Tak, niech święto będzie wypoczynkiem. Niech będzie okazją do rozmów i spotkań z bliskimi. Ale niech wreszcie będzie dniem radości i wpisuje się w naturalny bieg roku. Słowem – może czas na to, aby niektóre święta zacząć likwidować? A jakie ustanowić w zamian – to już inna sprawa.



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Influencerka

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie taka oto informacja: „nasza 15-letnia córka całkiem nieźle się urządziła, jest influencerką, ma 160 tys. followersów i od samych tylko firm kosmetycznych co tydzień dostaje parotysięczne prezenty, byle by tylko tą, a nie inną szminką przed kamerką usmarowała sobie usta". Zacząłem drążyć temat i okazało się, że aby dziś stać się autorytetem dla 160 tysięcy nastolatków, należy najpierw przez parę lat coś trenować, na przykład taniec albo pływanie, a gdy już się znudzi, zacząć gwałtownie odrabiać zaległości imprezowe, by wreszcie z pomocą rodziców przestać ćpać i skończyć szkołę podstawową - podziwu godny sukces!!!

Czysta Wisła - Why Not

Pandemia pokazała jasno, jak negatywny wpływ na planetę ma globalna gospodarka. Przyszedł czas walki o poprawę warunków naszego wspólnego środowiska naturalnego. Jako Fundacja Why Not chcemy aktywnie się w nią włączyć. Stąd projekt związany z Wisłą, największą dziką (nieuregulowaną) rzeką w Europie. Najwyższy czas, by rozpocząć systematyczne działania, dążące do poprawy czystości jej wód. 

Czysta Wisła - Why Not - Dr hab. Andrzej Woźnica

Celem wyprawy było przyjrzenie się całej Wiśle i zebranie danych na temat jakości i ilości wód na całym jej przebiegu. Obecnie woda z rzeki jest pobierana i badana tylko w ok. 20 stałych punktach, ale my w trakcie spływu, w ramach akcji „Czysta Wisła – Why Not”, analizowaliśmy ją co kilometr na jej całej ok. 1000-kilometrowej długości. Już po przepłynięciu pierwszych odcinków naukowcy zauważyli sterty śmieci. Zaobserwowaliśmy niesamowitą ilość plastiku wyrzuconego w różnych miejscach. ♦

Czysta Wisła - Why Not - Dr hab. Damian Absalon

Nasze badania są unikatowe, ponieważ jesteśmy w stanie zatrzymać rzekę w jednym kadrze, w krótkim czasie. Ich idea jest taka, że chcemy pokazać hot spoty, czyli miejsca najbardziej zagrożone i zanieczyszczone. Czasami na punktach monitoringowych nie widać, kto jest odpowiedzialny za to, że na danym odcinku rzeki jakość wody jest taka kiepska. ♦ 

Czysta Wisła - Why Not - Agnieszka Sotoła

Akcja „Czysta Wisła - Why Not” od razu mnie zainteresowała. Czemu? Po okresie pandemicznej izolacji wreszcie coś się dzieje, mamy szansę na spotkania towarzyskie, a ja lubię ludzi! Do tego bliska mi jest kwestia ochrony środowiska i jestem przekonana, że trzeba o tym mówić głośno i na wiele sposobów. Aneta Sotoła była uprzejma stworzyć ze mną team, nie tylko rodzinny i zawodowy, ale też kajakowy. W oczekiwaniu na godzinę „zero” przyglądałyśmy się prognozie pogody — pełne optymizmu, bo w końcu poniedziałek był skąpany w słońcu. O 3:30 ze snu wyrwał mnie dźwięk budzika, otworzyłam oczy i byłam pewna, że śnię. Strugi deszczu za oknem i pytanie — co dalej... Kawa i decyzja. Mamy plan, działamy! I tak w ulewnym deszczu, zaczynając po godz. 4 (dodam w nocy!), przepłynęłyśmy najdłuższy odcinek — 27 km. Było fantastycznie i piszemy się na kolejne takie lub inne akcje! ♦