Kłamstwo

Autor: Krzysztof Piasecki

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 3/49/2014

Przeczytałem w gazecie oświadczenia majątkowe europosłów. Poczułem się dumny. Nie są biedni! Bałem się, że nasi kiepsko wypadną przy posłach z zachodu. Niestety jestem czasem podejrzliwy. Czy to prawda? Przecież taki poseł może skłamać, że coś ma. Na zasadzie: „mam mieć”. Gdyby były minister skłamał, że ma sześć drogocennych zegarków nikt by nie żądał by je pokazał. Skoro już kłamią to czemu tak głupio. Jeśli poseł na początku kadencji poda, że ma milionowe oszczędności i pod koniec kadencji okazałoby się, że tak jest rzeczywiście, CBA nie miałoby nic do roboty. A gdyby się okazało, że ma mniej niż deklarował byłby bohaterem, który dokłada do służby narodowi z własnej kieszeni. Podobnie było z oświadczeniami lustracyjnymi. Jeśli ktoś podał, że był TW nikt tego nie sprawdzał i nikt nie miał pretensji. Zarzuty mieli tylko ci, którzy podawali, że nie współpracowali z SB a współpracowali. Kłamać trzeba umieć. Najlepiej nie kłamać. Tak też można. Mój kolega wyprawiał bankiet w restauracji. Poprosił o rachunek. Kelner przyniósł. 1800 złotych. Mój kolega poprosił kelnera i powiedział: „płacę tysiąc i nie sprawdzam tego rachunku”. Na to kelner: „dziękuję szanownemu panu”. To stara anegdota.

Teraz kelnerzy mają większą władzę. Słyszałem, że w związku z aferą podsłuchową plajtują restauracje w Warszawie. Ludzie boją się usta otworzyć, a bardzo trudno je się z ustami zamkniętymi. Dlaczego ja o tym piszę w medycznym czasopiśmie? Jest mniej zatruć pokarmowych!



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Influencerka

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie taka oto informacja: „nasza 15-letnia córka całkiem nieźle się urządziła, jest influencerką, ma 160 tys. followersów i od samych tylko firm kosmetycznych co tydzień dostaje parotysięczne prezenty, byle by tylko tą, a nie inną szminką przed kamerką usmarowała sobie usta". Zacząłem drążyć temat i okazało się, że aby dziś stać się autorytetem dla 160 tysięcy nastolatków, należy najpierw przez parę lat coś trenować, na przykład taniec albo pływanie, a gdy już się znudzi, zacząć gwałtownie odrabiać zaległości imprezowe, by wreszcie z pomocą rodziców przestać ćpać i skończyć szkołę podstawową - podziwu godny sukces!!!

Czysta Wisła - Why Not

Pandemia pokazała jasno, jak negatywny wpływ na planetę ma globalna gospodarka. Przyszedł czas walki o poprawę warunków naszego wspólnego środowiska naturalnego. Jako Fundacja Why Not chcemy aktywnie się w nią włączyć. Stąd projekt związany z Wisłą, największą dziką (nieuregulowaną) rzeką w Europie. Najwyższy czas, by rozpocząć systematyczne działania, dążące do poprawy czystości jej wód. 

Czysta Wisła - Why Not - Dr hab. Andrzej Woźnica

Celem wyprawy było przyjrzenie się całej Wiśle i zebranie danych na temat jakości i ilości wód na całym jej przebiegu. Obecnie woda z rzeki jest pobierana i badana tylko w ok. 20 stałych punktach, ale my w trakcie spływu, w ramach akcji „Czysta Wisła – Why Not”, analizowaliśmy ją co kilometr na jej całej ok. 1000-kilometrowej długości. Już po przepłynięciu pierwszych odcinków naukowcy zauważyli sterty śmieci. Zaobserwowaliśmy niesamowitą ilość plastiku wyrzuconego w różnych miejscach. ♦

Czysta Wisła - Why Not - Dr hab. Damian Absalon

Nasze badania są unikatowe, ponieważ jesteśmy w stanie zatrzymać rzekę w jednym kadrze, w krótkim czasie. Ich idea jest taka, że chcemy pokazać hot spoty, czyli miejsca najbardziej zagrożone i zanieczyszczone. Czasami na punktach monitoringowych nie widać, kto jest odpowiedzialny za to, że na danym odcinku rzeki jakość wody jest taka kiepska. ♦ 

Czysta Wisła - Why Not - Agnieszka Sotoła

Akcja „Czysta Wisła - Why Not” od razu mnie zainteresowała. Czemu? Po okresie pandemicznej izolacji wreszcie coś się dzieje, mamy szansę na spotkania towarzyskie, a ja lubię ludzi! Do tego bliska mi jest kwestia ochrony środowiska i jestem przekonana, że trzeba o tym mówić głośno i na wiele sposobów. Aneta Sotoła była uprzejma stworzyć ze mną team, nie tylko rodzinny i zawodowy, ale też kajakowy. W oczekiwaniu na godzinę „zero” przyglądałyśmy się prognozie pogody — pełne optymizmu, bo w końcu poniedziałek był skąpany w słońcu. O 3:30 ze snu wyrwał mnie dźwięk budzika, otworzyłam oczy i byłam pewna, że śnię. Strugi deszczu za oknem i pytanie — co dalej... Kawa i decyzja. Mamy plan, działamy! I tak w ulewnym deszczu, zaczynając po godz. 4 (dodam w nocy!), przepłynęłyśmy najdłuższy odcinek — 27 km. Było fantastycznie i piszemy się na kolejne takie lub inne akcje! ♦