Medycyna ludu polskiego - ciąża

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 3/37/2011

Po odbyciu godów weselnych, które, z mniej lub więcej wybitnemi cechami, odbywają się u nas prawie jednako tj. hucznie i wesoło, poczyna się na wsi życie dla siebie, z którem mężczyzna i kobieta poczynają spełniać swe obowiązki społeczne. Bliższe opisy tych uroczystości nie należą do zakresu naszej pracy; obchodzi nas tu tylko skutek owego związku dwojga ludzi, których na zawsze połączyła stuła kapłana.
 
Pierwsze objawy zastąpienia wita wesoło każda młoda mężatka. Ze po regularności następuje zapłodnienie najrychlej, a podczas karmienia wcale nie, to powszechnie u ludu jest wiadomem. Gdy kobieta po odbyciu już kilku porodów nie chce mieć więcej dzieci, to powinna dać przy ostatnim połogu bryłkę babce odchodzącej po porodzie krwi, aby ją rzuciła na bieżącą wodę.
 
Spędzanie płodu musi być często praktykowane, gdyż liczny zapas leków ludowych zdaje się za tem przemawiać. W tym celu używają wewnętrznie tui, sawiny, srebnika wiosennego i innych gatunków pięćperstu, odwaru z suszonych liści rozmarynu lekarskiego, jemioły, tak jagód jak rośliny, również korzenia szuwaru, nietoty czyli widłaku, który Hucułki „netową” nazywają, w postaci nalewki z wódką lub też odwaru. Używają tu także podróżnika i żabiego gronka, nadając obu tym roślinom błędne miano sporyszu. W tym samym celu używają odwaru z belladonny.
 
Kobiety, które przez dłuższy czas nie mają regularności, piją krwawnik z mlekiem, lub gotowany w winie, choć pół kwarty od razu, kładą się do łóżka i dobrze przykrywają. Dla usunięcia istniejącej niepłodności, medycyna ludowa posiada również swoje leki. Bylica pomaga na płodność. Niemniej dobrą opinją cieszy się u ludu szczyr trwały nazywany w starych zielnikach rodzińcem, czynirodem, płodziszem, dziecinnikiem i dziecińcem. W odmianie samczej, jako mężczypłód, sprawia płodność na synów, a w samiczej, jako dziewczypłód, na dziewczęta. Nazwę młodzieńca, płodzisz lub płodzisamca lud nadał pszeńcowi łąkowemu i mikołajkowi, który znany jest także pod mianem młodzieńca swojskiego lub bożego daru. Również wystarcza do zastąpienia tylko połknąć drobną rybkę. Skuteczniejszą jednak jest bryłka krwi, odchodzącej po porodzie pierwszy raz rodzącej, zmieszana z wódką i podana niepłodnej kobiecie.
 
Obok używania lekarstw, lud pobożny uważa modlitwę lub ślub za najskuteczniejszy środek do spełnienia gorących życzeń. Stąd w celu doczekania się potomstwa kobiety bezdzietne odbywają pielgrzymki do miejsc cudownych, jak Częstochowa i Kalwarja.
 
Gdy już nadeszła oczekiwana chwila i kobieta jest „przy nadziei”, to zwracają uwagę szczególnie na jej zachowanie się. Wszelkim zachciankom brzemiennej zawsze czynią zadość, sądząc, że jakiekolwiek sprzeciwianie się przynosi szkodę dla płodu. Wystrzega się ona jeść potraw odgrzewanych, bo dziecko będzie mieć po urodzeniu krzywe nogi; stara się nie przestąpić przez siekierę, bo dziecko będzie szczerbate tj. będzie mieć zajęczą wargę; nie patrzeć na pożar, bo porodzi dziecię z czerwoną plamą na twarzy, zwaną płomieniem. W razie pożaru, kobieta brzemienna nie powinna chwytać się za części ciała, które są zwykle obnażone, bo w uchwyconem miejscu mieć będzie dziecko płomień. Nie nosi w zapasce anie mięsa surowego, bo dziecku języczek przyrośnie, ani cebuli, bo gałwaczki mieć będzie. Broń Boże mieć takiej kobiecie w ręku jaskółkę, bo dziecko cierpieć będzie na ognik czyli ogniopiór. Jeżeli brzemienna stanie na żabie i zlęknie się, to dziecko mieć będzie znamię w kształcie żaby.
 
Zapatrzenie podczas ciąży odgrywa u ludu również ważną rolę. Kobieta ciężarna nie powinna się przypatrywać rzeczom brzydkim, kalekom, lub pociętym zwierzętom, bo dziecię może się urodzić potworem. Gdy przestąpi koromysło, to niemowlę będzie ciągle zarzucać głowę w tył, a gdy wyleje wodę przez próg, to będzie womitować. Nie uderzy nogą psa, kota, ani innego zwierzęcia, bo dziecko porośnie sierścią. Kobieta brzemienna nie przystępuje przez łyka, któremi konie przywiązują, bo będzie miała nieszczęśliwy poród, ani przez powrozy, bo to poród utrudnia. Noszenie nici na szyi przez kobietę ciężarną sprowadza okręcenie pępowiny około szyi dziecięcia.
 
W razie przestrachu z obawy poronienia idzie zaraz z moczem i pije listki z bożego drzewka z czystą wodą lub wodą święconą, do czego należy naskrobać nieco święconego „dwocatnika” (35 centówki srebrnej) lub włożyć wprzód do niej święconego talara. Po podźwignięciu czyli strudzeniu się kobiety brzemienne piją ususzoną i startą święconą marzannę z wódką. Kobieta w ciąży będąca, bojąc się poronienia, idzie do Bożej męki (krzyża), w koło ją obłapi  (uściśnie) i zmówiwszy trzy razy Zdrowaś Maryja i trzy Wierzę, pocałuje ją potrzykroć, a wtedy mieć będzie lekki poród. W razie choroby kobiety ciężarnej, nie pozwalają jej puszczać krwi, ani w ogóle leczyć, gdyż to szkodzi płodowi. Dają jej wtedy odwar „uraźnika” lub dzięgieć lasowy czyli dzięgiel leśny wymoczony w wódce, albo wygotowany w wodzie, bo ma być skutecznym na słabości kobiet brzemiennych.
 
Gdy jednak mimo wszelkich ostrożności nastąpi poronienie, to naskrobać trochę srebra (np. ze złotówki albo z łyżki srebrnej) i wrzucić pył do kieliszka okowity, dodać do tego nieco proszku drzewnego, naskrobanego z czterech rogów stołu i dać wypić położnicy. Poronione nieżywe dzieci zakopują pod progiem. Kobieta brzemienna, która nieżywe rodzi, nie powinna być nigdy obecna przy ratowaniu utopionego, bo w jej obecności na pewno otrzeźwić go nie zdołają.
 
 
 
 
Fragment książki znalezionej w bibliotece pradziadka pt. „Medycyna i przesądy lecznicze ludu polskiego. Przyczynek do etnografii polskiej” tom VII opracowany przez dr. Marjana Udziela. Książka pochodzi z 1891 roku.



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Wirus, patogen, antygen. Czyli jak Natura komplikuje testy antygenowe

Trudno zaakceptować, że coś tak znikomego jak wirus, rzuci świat na kolana, osiągając mistrzostwo w zakaźności: obleciał kulę ziemską, przemierzył południki i równoleżniki, odwiedził przedszkola i emerytów oraz zmusił nas do zabawy w kotka i myszkę.

Panta rei

Długie wieczory, pogoda i ogólna sytuacja skłoniły mnie do zadumy. Tym razem nad tym, jak słowa zmieniają znaczenie wraz z upływem czasu. Ludzie uczeni nazywają to dryfem semantycznym. Podryfujmy zatem przez chwilę wspólnie. Zacznijmy od Józefa Ignacego Kraszewskiego, który główną bohaterkę „Starej Baśni” nazwał Dziwą. Dzisiaj facet, który tak zwróciłby się do kobiety, zapewne ryzykowałby kilka razów „z liścia”. A przecież by zostać Dziwą, kobieta musiała odznaczać się nie byle jakimi przymiotami ciała i ducha! Dlaczego dzisiaj to słowo stało się wulgaryzmem? Zapewne przez skojarzenie z podobnie brzmiącą „dziwką”, wywodzącą się wszak ze starosłowiańskiego děvъka (dziewczyna). A, że nieszczęsna Dziwa pochodzi od zupełnie innego, również starosłowiańskiego słowa divъ (podziw, zachwyt, zdumienie), nikogo już dziś nie rusza.

Proroctwa się spełniają, czyli felieton antyklerykalny

Św. Paweł (prywatnie mój ulubiony Apostoł) w jednym ze swoich listów napisał znamienne słowa: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł” (1 Kor. 10,12). Wracają one do mnie po tym niezwykłym i zaskakującym 2020 r., który szczęśliwie mamy już za sobą. Roku, który miał być ciekawszy od poprzednich, w którym mieliśmy być cały czas piękni, młodzi i bogaci. Wydawało się, że stoimy na twardym, a tymczasem szybko wszyscy upadliśmy. 

Marchewka

Czytam, że jest ogłoszony konkurs. Konkurs typu „nie kij a marchewka”. Chodzi o to, że w czasie pandemii wprowadzono mnóstwo obostrzeń. Za niestosowanie się do nich, grożą kary. 

„Strategie leczenia jaskry” – długo oczekiwana książka na polskim rynku wydawniczym

Właśnie ukazała się na rynku monografia „Strategie leczenia jaskry”. Książka ta powstała na bazie wieloletniego doświadczenia specjalistów z dwóch wiodących ośrodków okulistycznych w leczeniu jaskry w Polsce i uznawanych na świecie.