Medycyna ludu polskiego - połóg

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 1/39/2012

Połóg. Przebieg połogu u naszych kobiet wiejskich dosyć jest zwykły. Na kolki po połogu robią placek „z ozimej” (pszennej) mąki z zimną wodą i okładają nim piersi i brzuch położnicy. Dobra też w tym celu ogrzana ziemia, naskrobana z pod progu, używana na okłady. Przez pierwszych kilka dni zachowują jaką taką dietę, ale potem dają jej już jeść wszystko w sporych dozach, aby miała dużo pokarmu. Ponieważ ssać nie dają w pierwszych trzech dniach, przeto nakrywają brodawki kapelusikami z żółtego wosku, może dlatego, że, jak mówi Siennik w zielniku, plaster z wosku nie pozwala się zsiadać mleku w piersiach. Pilnie przestrzegają przesądu, aby z domu, w którym kobieta leży w połogu, nie wydawać nikomu ognia. Położnica wnet opuszcza łóżko, zwykle szóstego dnia, z zasady, że im wcześniej łóżko opuści, tem żwawsza. Nie rzadko się jednak zdarza, że już drugiego, a najdalej trzeciego dnia oddaje się swoim zwykłym zajęciom, zwłaszcza, gdy w gospodarstwie czuć się bardzo daje brak gospodyni. Dopóki kobieta po porodzie nie odbędzie wywodu, pod żadnym pozorem nie wychodzi nawet za próg domu, bo w tym czasie najłatwiej mogą jej boginki dzieci odmienić. Przed wywodem wstrzymuje się położnica od szycia, aby nowonarodzone dziecię nie dostało kolek. Kobiecie dopóty po połogu nie wolno jej wychodzić z domu po wodę, dopóki nie wywiedzie się w kościele, bo inaczej woda wyschłaby w tej studni, źródle, lub rzece, gdzie taka kobieta zaczerpnie wodę.


Aby mieć dosyć pokarmu, kobiety pilnie przestrzegają, żeby nie zapinać szpilek lub igieł na piersiach, gdyż one pokarm odbierają. Gdy karmicielka ma złe mleko, podają jej jakikolwiek napój, w którym była ugotowana mysz, a wtedy nastąpi polepszenie; dziecię jednak po wyrośnięciu nie będzie mogło znosić kotów. Jeżeli kobieta po porodzie straci pokarm, to dla odzyskania jego pije z mlekiem odwar mchu, zebranego z dwóch krzyżów na rozstajnych drogach. Również łatwo odzyskuje się pokarm, gdy go kobieta straci w czasie karmienia. Wystarczy podać jej tylko rosół z myszy, a skutek już drugiego dnia widoczny. Dla rozpędzenia zaś piersi mlekiem nabrzękłych lud używa liści olszowych.


Z innych przesądów, dotyczących tych kwestii, wspomnieć muszę, że tyle dzieci będzie mieć niewiasta, ile razy trzaskają pociągane palce. Syrenjusz w swym zielniku na stronie 770 mówi, że kobieta brzemienna poroni, gdy przelezie długosz. W zielniku Siennika, wydanym w Krakowie 1578, czytamy na stronie 276: gnojem końskim niewieście kadzić pod nos, to płód umarły z żywota wyrzuca;  od mleka końskiego ustaje bolenie w macicy; proch ze starego łajna końskiego płód umarły wyrzuca.
 



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Odra - temat tabu?

FUNDACJA WHY NOT to grupa osób, która od listopada 2020 roku chce w sposób zorganizowany nieść POMOC, nieograniczoną szablonami, układami, granicami, przyzwyczajeniami. Rok 2020 był zaskakujący, zmieniający świat i społeczeństwa. Wirus SARS-CoV-2 szalał z niespotykaną siłą, dewastując życie na całym świecie. Rok 2022 to rozpoczęcie militarnej napaści na Ukrainę wywołującej ogólnoświatowy kryzys energetyczny. Nie zapominamy o ciągłym niszczeniu środowiska naturalnego przez rozwijający się przemysł. Chcemy POMAGAĆ! Wiemy, że tej pomocy będzie potrzebował niejeden z nas, a także środowisko naturalne. Dlatego w tym artykule chciałbym się skupić na naszych projektach środowiskowych. To, że ochrona środowiska naturalnego w Polsce jest tematem ze wszech miar trudnym, wie każdy z nas. Odczuwamy to na „własnej skórze”. Moim zdaniem, powodów takiego stanu jest mnóstwo: brak pomysłu na czystą Polskę, brak realnych programów ochrony środowiska naturalnego, rabunkowa gospodarka wydobywcza, słabo kontrolowany rozwój przemysłu, brutalna wycinka drzew (nawet w parkach narodowych), populizm, brak środków finansowych na ochronę środowiska (ale, czy na pewno?). Można by tak wymieniać bez końca…

Człowiek renesansu, dżentelmen polskiej okulistyki. Wspomnienie prof. Józefa Kałużnego

Krzysztof Smolarski: Profesor Tadeusz Krwawicz ma swoją ulicę w Lublinie, a ostatnio skwerem uhonorowano, jako chyba drugiego w historii, polskiego okulistę prof. Józefa Kałużnego. To znaczy, że Ojciec był w Bydgoszczy ważną osobą i to nie tylko przez wzgląd na okulistykę.
Bartłomiej Kałużny: To prawda. Myślę, że duże znaczenie miało też to, że był mocno zaangażowany w rozwój Collegium Medicum im. Ludwika Rydygiera (wtedy Akademii Medycznej) w Bydgoszczy. W uczelni pełnił funkcje prodziekana, później dziekana, aż w końcu przez dwie kadencje był rektorem. Z pewnością z punktu widzenia miasta była to bardzo ważna część działalności. Druga rzecz, to fakt, że Ojciec był niewątpliwie osobą towarzyską i lubianą. Nadal wielu Jego dawnych kolegów i przyjaciół pełni różne funkcje w mieście i działa na bydgoskich uczelniach. 

Mam krew w głowie. Cykl felietonów

Mam krew w głowie. Tak o tym mówię. Na co moja terapeutka: „Co pan opowiada – wszyscy mają krew w głowie. Proszę mówić, mam krwiaka. To robi wrażenie.” Tak. Po wylewie – mój był krwotoczny – mam krew w głowie. To znaczy mam krwiaka. Byłem już dwa razy na tomografii i on tam dalej jest. Na razie się nie zmniejsza. Nie mogę latać samolotem, jeździć na nartach, ani chodzić po górach. Czyli z przyjemności została mi jazda samochodem (całe szczęście!). Jak napisałem powyżej mam terapeutkę, jeszcze mam logopedkę i chodzę czasami do psychiatry. Czyli zamiast latania samolotem mam terapeutkę, zamiast jazdy na nartach mam logopedkę, a zamiast chodzenia po górach mam wizyty u psychiatry. 

Nasz brat kryzys… Cykl felietonów

W czasach PRL-u, czyli wieki temu, był taki szkolny żart, od którego mój nauczyciel historii lubił zaczynać odpytywanie: w Egipcie było dwóch braci, jeden Ramzes, drugi Kryzys. Ramzes umarł, Kryzys żyje – kończył, a ironiczny (choć i dobrotliwy) uśmiech zapowiadał, że to jednak nie koniec. Klasa w ryk, ale śmiech urywał się, kiedy jakiś nieszczęśnik usłyszał swoje nazwisko i musiał się gimnastykować. A jak łatwo się domyślić ten prawdziwy, peerelowski kryzys nie robił sobie nic ani z naszych śmiechów, ani z męki przepytywanych. W tamtych czasach kryzys wydawał się zjawiskiem (niczym Lenin) „wiecznie żywym”. 

Wielce Szanowni Państwo!

W czasach PRL-u, czyli wieki temu, był taki szkolny żart, od którego mój nauczyciel historii lubił zaczynać odpytywanie: w Egipcie było dwóch braci, jeden Ramzes, drugi Kryzys. Ramzes umarł, Kryzys żyje – kończył, a ironiczny (choć i dobrotliwy) uśmiech zapowiadał, że to jednak nie koniec. Klasa w ryk, ale śmiech urywał się, kiedy jakiś nieszczęśnik usłyszał swoje nazwisko i musiał się gimnastykować. A jak łatwo się domyślić ten prawdziwy, peerelowski kryzys nie robił sobie nic ani z naszych śmiechów, ani z męki przepytywanych. W tamtych czasach kryzys wydawał się zjawiskiem (niczym Lenin) „wiecznie żywym”.