Medycyna Ludu Polskiego - poród

Autor: dr Marjan Udziela

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 4/38/2011

Poród. Ciężarna, przeczuwając zbliżający się poród, rozkłada wszędzie, a osobliwie nad oknem i drzwiami palmę kwietniową i dzwonki dla ochrony od boginek. Nawet noszą je przy sobie i wkładają do kołyski. W niektórych miejscowościach, chcąc się zabezpieczyć od odwiedzin „płacki” (boginki lub mamony) kładą po odbytym połogu na okna i próg ziele zwane żarnowiec. Gałązki z bagnięcia (wierzby), postawione na krzyż w oknach, bronią przystępu mamonom czyli boginkom. Gdy brak takich środków zaradczych, to strzyga czyli boginka niepokoi rodzące kobiety, a nawet odmienia im dziecię; w razie oporu, zmusza słabe kobiety biciem do oddania dziecięcia. Czasami dusi we śnie kobietę, będącą w połogu. Mamony czyli boginki, jak mówią, nie może nikt zobaczyć, prócz położnicy.

Z chwilą nadejścia oczekiwanego aktu porodu, obejmują zupełną władzę kobiety. Pośród nich znajduje się tak zwana „baba”, obsługująca położnicę. Pełni ona czynności niepowołanej akuszerki. Baby znane są u Słowian w ogóle, a w Polsce w szczególności od dawnych czasów. Zwykle najstarsza wiekiem kobieta we wsi, jako najdoświadczeńsza, pomaga przy porodach innym młodym. Kobiety, otaczające położnice, są wszystkie starsze, które, przebywszy kilka porodów, wysoko cenią swoje doświadczenie, nie ufając zdaniu nikogo innego. Znają cały szereg lekarstw na wszystkie przypadłości w czasie tego cierpienia i podają położnicy jużto krople maciczne, żelazne, cynamonowe, esencję bobrową, różnorodne ziółka, jużeż senes, a nawet pigułki apteczne. Co gorsza, rozpościerają swoją władze i opiekę nie tylko na matkę, ale nawet na dziecko, którego leczenie w chorobie uważają za swój święty obowiązek.

Przy porodzie zasłaniają okno, wieszają w niem wianki z rożnych ziół święconych w dniu Bożego Ciała, a więc z mięty, melisy, cząbru, rozchodnika, piołunu, wrotyczu, krwawnika, bożego drzewka, balsamki wonnej, barwinku, rosiczki, macierzanki i wielu innych. Zioła te chronić mają dziecię od wieszczycy, która, przybrawszy postać jakiego robaka lub ćmy, wciska się do izby i sprawia u niemowlęcia nabrzmienie brodawek, a nawet wydzielenie z nich mlecznej cieczy. W tym ostatnim wypadku radykalnie pomagają okłady z własnego kału.

Aby poród przebiegał szczęśliwie, kładą na środku izby przetak, a dwie kobiety przez niego przeprowadzają rodzącą trzy razy, ująwszy ją za ręce. Dalej nakadzają położną spirytusem, palącym się w płaskim naczyniu, nad którem stawiają chorą, owinąwszy troskliwie dolne części ciała chustami, w nadziei, że to poród ułatwi. Aby położnicę chwyciły rychło bóle i poród wkrótce nastąpił, potrzeba wziąć cebulę, posiekać drobno i dać chorej do zjedzenia. W tym samym celu kładą na miejsce wstydliwe szmatę w wodzie letniej umaczaną. Do okadzania położnicy używają dziewanny, zwanej warkoczykami albo koszyczkami N. Panny, której przypisują moc uspokajającą i chłodzącą. Podają ją też w odwarze. Gdy chora jest porodem osłabiona, podają z wódką gałganu większego lub mniejszego na wzmocnienie. Odwar piołunu jest też czasami w użyciu. Bardzo często, tak w Polsce jak na Rusi, używają odwaru z liści Sawiny. Przed porodem gotują koguta na rosół, który jedzą w przekonaniu, że poród będzie szczęśliwy i dziecię żywe.

Gdy mimo tych wszystkich środków poród się przeciąga, każą trzymać położnej w ustach welon Matki Boskiej (płótno, którego w małych kawałeczkach dostarczają ludziom zakonnice) lub opasują paskiem św. Franciszka, wreszcie zawieszają na szyję szkaplerz. Również przy ciężkim porodzie kładą położnicy prawdziwy kamień piorunowy pod kolano i to pod prawe, gdy płód jest rodzaju męskiego, a pod lewe, gdy żeńskiego. Ponieważ, rozumie się, to najczęściej nie pomaga, przeto upatrują wtedy winę w przeoczeniu płci. Dla wzmożenia bólów porodowych, każą chorej dąć we flaszkę. Gdy poród się przeciąga tak nieszczęśliwie, że wypadnie rączka, lub nóżka płodu, wtedy, podług swego porozumienia, pociągając za nie, ułatwiają i przyspieszają poród dziecięcia. Gdy po urodzeniu dziecko znajduje się w stanie odrętwienia, to dla ocucenia go, biorą przetak, kładą je na nim, a gospodarz domu, zdjąwszy but z prawej nogi, wyjmuje zeń wiecheć i pod przetakiem go zapala.

Nareszcie po tylu rozmaitych zabiegach pierwsza część porodu się ukończyła. Na pępowinę kobiety wiejskie zwracają baczną uwagę, gdyż ilość węzłów na niej niechybnie oznacza ilość przyszłych porodów pacjentki. Pępowinę dość spiesznie odcinaj, sądząc mylnie, ze po przecięciu jej prędzej odejdzie miejsce czyli łożysko. Podwiązawszy część pępowiny, pozostają przy dziecku, okładają szmatką w oliwie zwilżoną, bo inaczej czynić nie można. Po odpadnięciu wreszcie części suchej, chowają ją wraz z zawiązką, aby ją dać dorastającemu dziecięciu do rozwiązania, co gdy się mu uda, świadczy, że mieć będzie dobrą pamięć.

Przy drugiej części porodu postępują niemniej ciekawie. Jeżeli się łożysko opóźnia, to pociągają za pępowinę, pocierają brzuch okowitą, obkładają go świeżym kobylem łajnem lub rozparzoną melissą. Skuteczne jest także przy opóźnianiu się łożyska wróble łajno sproszkowane, podawane na końcu noża. U Żydów zaraz po urodzeniu się płodu radzą dąć we flaszkę, aby miejsce zaraz po porodzie odeszło. Gdy jednak mimo tylu licznych a zapewne nie wszystkich zabiegów łożysko nie odchodzi, nie zaniedbują prawdopodobnie nasze babki wiejskie dokonywania rękoczynów, mimo odpowiedzialności sądowej, gdyż trudno inaczej wytłumaczyć sobie dość częste poporodowe zapalenia macicy i otoczenia, połączone z ogólnem zakażeniem krwi, które często napotykać się daje po klinikach i szpitalach miejskich.
 
Po ukończonym porodzie, dają położnicom odwar z bożego drzewka, a na wzmocnienie kieliszek wódki lub nawet więcej, gdyż poród bardzo osłabia kobietę. Nadto znaglają ją koniecznie do picia mocnych, dobrze zaprawnych rosołów, które bez szafranu obejść się nie mogą. Łożysko wydobyte najczęściej zakopują, z obawy, aby go psy lub koty nie poszarpały.

Dopiero po ukończeniu porodu mąż odwiedza żonę, gdyż dotąd była ona ściśle w otoczeniu samych kobiet. Dowiaduje się co Bóg dał i okupuje się kieliszkiem wódki.

Szczególną uwagę po porodzie kobiety zwracają na to, aby położna nie zasnęła, bo to bardzo szkodzi. Szkoda to prawdopodobnie na tem polega, że obawiają się, aby boginki dziecka nie odmieniły, lub te ż go nie uszkodziły. Dla tego zagadują ją i pokrzepiają wódką, zaprawną gałgankami (korzenie gałganu większego lub mniejszego). Po miastach, są w użyciu w tym celu różnorodne likiery pośród których prym trzyma likwor imbirowy. Do picia nigdy nie podają położnicy wody, ale ślaz lub rumianek, rzadziej melisę; rumianek „lepiej czyści”. Do kąpania położnicy używają odwaru z leszczyny.