Paul Anka, Beatlesi, The Rolling Stones i inne gwiazdy

Autor: Wojciech Mann

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 4/34/2010

Wojciech Mann o tym, jak nie został saksofonistą:  „Moje zainteresowanie muzyką  spowodowało, że – w dużej mierze pod moim wpływem – w liceum zaczęła tworzyć się grupa, głównie chłopaków, podobnie jak ja zakręconych na punkcie rock & rolla. Wymienialiśmy się naszą skromną wiedzą, wrażeniami z nasłuchu radia Luxemburg oraz opiniami o wykonawcach”.

„Byliśmy przeciwieństwem dziewcząt, a jednak zwabiliśmy gwiaz-dorów na prywatkę” – pisze WOJCIECH MANN, najpopularniejszy polski dziennikarz, w autobiografcznej książce RockMann

Pops Fan Club
Moja działalność światowa nie była wyłącznie papierowa. Robiłem klubowi piar (PR),  zawiadamiając o jego istnieniu redakcje brytyjskich pism muzycznych i znane mi osoby mieszkające na Wyspach Brytyjskich. Największym sukcesem było pozyskanie disc jockeya Jimmy’ego Savile’a jako członka honorowego naszego klubu. Nie ukrywam, że jedną z wielu atrakcji posiadania klubu była możliwość używania pieczątki. Chciałbym w tym miejscu przypomnieć, że w latach sześćdziesiątych demokracja ludowa i wytworzona przez nią zupełnie nowa klasa ludowych biurokratów żyły w permanentnym przeświadczeniu, że to wszystko, co nie ma pieczątki, jest nieważne, a nawet nie istnieje. Wymyśliliśmy więc z Andrzejem klub o bardzo niepolitycznej, bo brzmiącej z angielska nazwie Pops Fan Club. Jako że była to inicjatywa dzika i spontaniczna, wszystkie dalsze nasze działania szły drogą nieformalną, a tym samym nielegalną. To jeszcze bardziej motywowało nas do działania. Informacje o istnieniu naszego klubu rozchodziły się pocztą pantofową. Atmosfera była fantastyczna. Ludzie przynosili swoje skarby, aby się nimi pochwalić lub wymieniać.
 
Działalność wywrotowa
Idylla trwała do czasu. Moment przełomowy nadszedł w dniu, w którym naszym klubem zainteresowały się władze szkoły. Urzędnikom udającym pedagogów nie mieściło się w głowie, że może istnieć coś takiego jak spontanicznie powołany klub bez właściwych papierów, zezwoleń i kontroli. Zostaliśmy wezwani na rozmowę do dyrektora szkoły. Chcąc zniwelować choćby w części grożące nam tragiczne konsekwencje takiej działalności, pan dyrektor zaproponował nam poddanie się kontroli i przyjęcie patronatu Związku Młodzieży Socjalistycznej. Odpowiedzieliśmy na tę propozycję negatywnie, tym bardziej, że pan dyrektor bardzo grubymi nićmi szył swoją intrygę, podlizując się nam niezdarnie i twierdząc, że on sam też czasem lubi posłuchać „bugi wugi”. Spotkawszy się z naszą odmową, trochę się chyba pogubił, bo skoro formalnie klub nie istniał, to nie można było go zdelegalizować.

 

Tajemniczy festiwal

 

Jednym z najbardziej spektakularnych wyczynów klubowych był nasz występ w Sali Kongresowej podczas koncertu Paula Anki w 1963 roku. Paru najaktywniejszych członków klubu postanowiło publicznie zamanifestować swą organizacyjną przynależność. W tym celu matki i siostry zainteresowanych zajęły się naszywaniem na ich pseudojeansowe kurteczki wyciętych z prześcieradeł liter układających się na plecach w napis, Pops Fan Club. Paul Anka zauważył jednego z tańczących pod sceną klubowiczów, dzięki czemu świadomość istnienia naszej organizacji przekroczyła granice Starego Kontynentu.

Pagart organizuje nam taniec z gwiazdami
Pagart był frmą wszechwładną, czyli po prostu monopolistą. Bez Pagartu nikt nie mógł wyjechać na zagraniczny kontrakt. A także nikt z zagranicy nie mógł wystąpić w Polsce. Jedną z osób  kierujących frmą był człowiek legenda, Władysław Jakubowski. Mieliśmy wraz z Andrzejem dostąpić zaszczytu audiencji w Pagarcie. Dyrektor Jakubowski popatrzył na nas przez swoje bardzo grube szkła i powiedział: „Napiszcie no mi, kogo by tu warto sprowadzić”. Redaktor Perlman wręczył nam świstek papieru – na nim, po krótkiej konsultacji z prezesem na całą Polskę, prezes na cały świat napisał kilka najważniejszych nazw zespołów, o których marzyliśmy. Przekonany o nieograniczonych możliwościach Pagartu, zacząłem śmiało od Beatlesów, a dalej The Rolling Stones czy The Animals. Uniesienie wywołane tym spotkaniem zaczęło nas opuszczać niemal natychmiast po wyjściu  z budynku, ponieważ uświadomiliśmy sobie, jak nieprawdopodobnym zadaniem może być zrealizowanie choćby części naszej listy marzeń. I tu, przyznaję, nie doceniliśmy pana Władysława. Z wyjątkiem Beatlesów, którzy byli już wtedy poza zasięgiem takich frm jak Pagart, a ponadto mieli kalendarz całkowicie wypełniony na rok lub więcej do przodu, pozostałe pozycje z naszej listy po prostu zostały zamówione, zakontraktowane i objawione zdumio
nej warszawskiej publiczności!



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Wirus, patogen, antygen. Czyli jak Natura komplikuje testy antygenowe

Trudno zaakceptować, że coś tak znikomego jak wirus, rzuci świat na kolana, osiągając mistrzostwo w zakaźności: obleciał kulę ziemską, przemierzył południki i równoleżniki, odwiedził przedszkola i emerytów oraz zmusił nas do zabawy w kotka i myszkę.

Panta rei

Długie wieczory, pogoda i ogólna sytuacja skłoniły mnie do zadumy. Tym razem nad tym, jak słowa zmieniają znaczenie wraz z upływem czasu. Ludzie uczeni nazywają to dryfem semantycznym. Podryfujmy zatem przez chwilę wspólnie. Zacznijmy od Józefa Ignacego Kraszewskiego, który główną bohaterkę „Starej Baśni” nazwał Dziwą. Dzisiaj facet, który tak zwróciłby się do kobiety, zapewne ryzykowałby kilka razów „z liścia”. A przecież by zostać Dziwą, kobieta musiała odznaczać się nie byle jakimi przymiotami ciała i ducha! Dlaczego dzisiaj to słowo stało się wulgaryzmem? Zapewne przez skojarzenie z podobnie brzmiącą „dziwką”, wywodzącą się wszak ze starosłowiańskiego děvъka (dziewczyna). A, że nieszczęsna Dziwa pochodzi od zupełnie innego, również starosłowiańskiego słowa divъ (podziw, zachwyt, zdumienie), nikogo już dziś nie rusza.

Proroctwa się spełniają, czyli felieton antyklerykalny

Św. Paweł (prywatnie mój ulubiony Apostoł) w jednym ze swoich listów napisał znamienne słowa: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł” (1 Kor. 10,12). Wracają one do mnie po tym niezwykłym i zaskakującym 2020 r., który szczęśliwie mamy już za sobą. Roku, który miał być ciekawszy od poprzednich, w którym mieliśmy być cały czas piękni, młodzi i bogaci. Wydawało się, że stoimy na twardym, a tymczasem szybko wszyscy upadliśmy. 

Marchewka

Czytam, że jest ogłoszony konkurs. Konkurs typu „nie kij a marchewka”. Chodzi o to, że w czasie pandemii wprowadzono mnóstwo obostrzeń. Za niestosowanie się do nich, grożą kary. 

„Strategie leczenia jaskry” – długo oczekiwana książka na polskim rynku wydawniczym

Właśnie ukazała się na rynku monografia „Strategie leczenia jaskry”. Książka ta powstała na bazie wieloletniego doświadczenia specjalistów z dwóch wiodących ośrodków okulistycznych w leczeniu jaskry w Polsce i uznawanych na świecie.