Procedury

Autor: bp Tadeusz Pieronek

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 3/45/2013

Czasem można odnieść wrażenie, że demokracja zwariowała na punkcie procedur. Obowiązują one prawie we wszystkich dziedzinach życia społecznego. Warto zaznaczyć, że nie jest to jakieś współczesne odkrycie, a raczej uznanie za potrzebne, a nawet konieczne, dochodzenie do zamierzonych celów zgodnie z zasadami logiki, sprawdzonej w praktyce.

A cóż to jest procedura? Jest to ustalony z góry, a więc przez jakąś zwierzchnią władzę, obowiązujący wszystkich, sposób postępowania w załatwianiu spraw, czy to w administracji, czy w rozmaitych dziedzinach gospodarki, w wymiarze sprawiedliwości, a także w służbie zdrowia. Procedury obowiązują wszędzie i często są zmorą wykonujących jakiś zawód, którzy przede wszystkim powinni się kierować dobrem człowieka, a nie przepisami formalnymi. Bowiem istnieją sytuacje, w których dobro człowieka wymaga naruszenia obowiązujących procedur.

Zapewne ta trudność pojawia się w każdej dziedzinie spraw ludzkich, ale chyba ze szczególną siłą występuje w wymiarze sprawiedliwości i w lecznictwie. Wystarczy odwołać się w tej sprawie do bardzo prostego pytania, a mianowicie, po co wyznaczać sędziów, po co kształcić lekarzy, skoro komputery i specjalnie zaprogramowane roboty są w stanie o wiele lepiej od niego ustalić, w jakiej mierze przestępstwo narusza obowiązujące prawo i jaką należy przestępcy wymierzyć karę, zgodnie z obowiązującym kodeksem, albo jakie postępowanie, w ustalonej chorobie, jest konieczne, by zaaplikować choremu odpowiednie leki?

Okazuje się, że sprawa nie jest taka prosta. Najpierw dlatego, że doświadczony, uczciwy sędzia, a także dobrze wykształcony lekarz z długoletnią praktyką, przewyższają mądrością komputery i procedury tym, że wnoszą, niczym niezastąpiony, czynnik ludzki w diagnozę, a także w sprawiedliwe i skuteczne rozwiązane dylematów sprawiedliwości i skutecznego leczenia.

Nie należy się dziwić, że w XXI wieku mamy takie dylematy, bo właściwie są one odwieczne i mimo rozwoju nauki i techniki, takimi pozostaną. Byłoby jednak wielkim błędem, gdyby nie dopuszczano do głosu ludzi w przypadkach wyłamujących się z procedur, a jednak istotnych dla dobra człowieka i nie uwzględniano ich w ustawodawstwie. Już prawo rzymskie domagało się zachowania we wszystkim zasady słuszności prawa, także tego formalnego, czyli procedur. Ważniejszy jest człowiek, niż procedury.

Kraków, dnia 16 sierpnia 2013 r.



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Odra - temat tabu?

FUNDACJA WHY NOT to grupa osób, która od listopada 2020 roku chce w sposób zorganizowany nieść POMOC, nieograniczoną szablonami, układami, granicami, przyzwyczajeniami. Rok 2020 był zaskakujący, zmieniający świat i społeczeństwa. Wirus SARS-CoV-2 szalał z niespotykaną siłą, dewastując życie na całym świecie. Rok 2022 to rozpoczęcie militarnej napaści na Ukrainę wywołującej ogólnoświatowy kryzys energetyczny. Nie zapominamy o ciągłym niszczeniu środowiska naturalnego przez rozwijający się przemysł. Chcemy POMAGAĆ! Wiemy, że tej pomocy będzie potrzebował niejeden z nas, a także środowisko naturalne. Dlatego w tym artykule chciałbym się skupić na naszych projektach środowiskowych. To, że ochrona środowiska naturalnego w Polsce jest tematem ze wszech miar trudnym, wie każdy z nas. Odczuwamy to na „własnej skórze”. Moim zdaniem, powodów takiego stanu jest mnóstwo: brak pomysłu na czystą Polskę, brak realnych programów ochrony środowiska naturalnego, rabunkowa gospodarka wydobywcza, słabo kontrolowany rozwój przemysłu, brutalna wycinka drzew (nawet w parkach narodowych), populizm, brak środków finansowych na ochronę środowiska (ale, czy na pewno?). Można by tak wymieniać bez końca…

Człowiek renesansu, dżentelmen polskiej okulistyki. Wspomnienie prof. Józefa Kałużnego

Krzysztof Smolarski: Profesor Tadeusz Krwawicz ma swoją ulicę w Lublinie, a ostatnio skwerem uhonorowano, jako chyba drugiego w historii, polskiego okulistę prof. Józefa Kałużnego. To znaczy, że Ojciec był w Bydgoszczy ważną osobą i to nie tylko przez wzgląd na okulistykę.
Bartłomiej Kałużny: To prawda. Myślę, że duże znaczenie miało też to, że był mocno zaangażowany w rozwój Collegium Medicum im. Ludwika Rydygiera (wtedy Akademii Medycznej) w Bydgoszczy. W uczelni pełnił funkcje prodziekana, później dziekana, aż w końcu przez dwie kadencje był rektorem. Z pewnością z punktu widzenia miasta była to bardzo ważna część działalności. Druga rzecz, to fakt, że Ojciec był niewątpliwie osobą towarzyską i lubianą. Nadal wielu Jego dawnych kolegów i przyjaciół pełni różne funkcje w mieście i działa na bydgoskich uczelniach. 

Mam krew w głowie. Cykl felietonów

Mam krew w głowie. Tak o tym mówię. Na co moja terapeutka: „Co pan opowiada – wszyscy mają krew w głowie. Proszę mówić, mam krwiaka. To robi wrażenie.” Tak. Po wylewie – mój był krwotoczny – mam krew w głowie. To znaczy mam krwiaka. Byłem już dwa razy na tomografii i on tam dalej jest. Na razie się nie zmniejsza. Nie mogę latać samolotem, jeździć na nartach, ani chodzić po górach. Czyli z przyjemności została mi jazda samochodem (całe szczęście!). Jak napisałem powyżej mam terapeutkę, jeszcze mam logopedkę i chodzę czasami do psychiatry. Czyli zamiast latania samolotem mam terapeutkę, zamiast jazdy na nartach mam logopedkę, a zamiast chodzenia po górach mam wizyty u psychiatry. 

Nasz brat kryzys… Cykl felietonów

W czasach PRL-u, czyli wieki temu, był taki szkolny żart, od którego mój nauczyciel historii lubił zaczynać odpytywanie: w Egipcie było dwóch braci, jeden Ramzes, drugi Kryzys. Ramzes umarł, Kryzys żyje – kończył, a ironiczny (choć i dobrotliwy) uśmiech zapowiadał, że to jednak nie koniec. Klasa w ryk, ale śmiech urywał się, kiedy jakiś nieszczęśnik usłyszał swoje nazwisko i musiał się gimnastykować. A jak łatwo się domyślić ten prawdziwy, peerelowski kryzys nie robił sobie nic ani z naszych śmiechów, ani z męki przepytywanych. W tamtych czasach kryzys wydawał się zjawiskiem (niczym Lenin) „wiecznie żywym”. 

Wielce Szanowni Państwo!

W czasach PRL-u, czyli wieki temu, był taki szkolny żart, od którego mój nauczyciel historii lubił zaczynać odpytywanie: w Egipcie było dwóch braci, jeden Ramzes, drugi Kryzys. Ramzes umarł, Kryzys żyje – kończył, a ironiczny (choć i dobrotliwy) uśmiech zapowiadał, że to jednak nie koniec. Klasa w ryk, ale śmiech urywał się, kiedy jakiś nieszczęśnik usłyszał swoje nazwisko i musiał się gimnastykować. A jak łatwo się domyślić ten prawdziwy, peerelowski kryzys nie robił sobie nic ani z naszych śmiechów, ani z męki przepytywanych. W tamtych czasach kryzys wydawał się zjawiskiem (niczym Lenin) „wiecznie żywym”.