Seksowne 103

Autor: Andrzej Wyrobiec

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 2/73/2022

Czy jest coś seksownego w liczbie 103? Nie bardzo jest okrągła i większości z niczym się nie kojarzy. Dla Bagateli jest to jednak ważna liczba, bo w październiku minęły 103 lata od otwarcia Teatru. Scena, bez której nie wyobrażamy sobie dzisiaj życia kulturalnego Krakowa, nie została powołana z romantycznych pobudek krzewienia sztuki. „Bagatela” sp. z o.o. została zawiązana przez panów Józefa Króla i Władysława Lubelskiego, którzy w kamienicy na rogu Krupniczej i Karmelickiej prowadzili mało zyskowną restaurację i Mariana Dąbrowskiego, który namówił restauratorów do „przebranżowienia się” na właścicieli Teatru.

Dąbrowski, wydawca Ilustrowanego Kuriera Codziennego, miał fantazję, energię i dar przekonywania. Przekonał więc wspólników, że powołanie nowej sceny w mieście liczącym 179 tysięcy mieszkańców to dobry pomysł, bowiem Teatr, który stworzą nie będzie babrał się w miazmatach romantycznych, bolesnych tekstów tylko będzie swym repertuarem przypominał francuskie sceny grające lekko i błyskotliwie.

Do przeobrażenia dwóch małych kamienic w budynek teatralny zatrudniono architekta Janusza Zarzeckiego, który wyczarował widownię na 698 miejsc! Projekt olśniewających, secesyjnych wnętrz Teatru został powierzony malarzowi Henrykowi Uzięble. Na pierwszych gościach, którzy tłumnie stawili się 25 października 1919 roku na premierze „Kobiety bez skazy” Gabrieli Zapolskiej, wnętrza zrobiły ogromne wrażenie. Jedwabne abażury, witraże, wyzłocone elementy ścian, tu i ówdzie zastosowana polichromia zapierały dech w piersiach, ale nie onieśmielały, tak jak to bywało w przypadku gmachu przy placu św. Ducha. „Bagatela” w krótkim czasie zyskała wierną publiczność – oczywiście zadecydował o tym nie wygląd Teatru, tylko uczciwie grany bezpretensjonalny repertuar. Jak na tamte czasy „Bagatela” mogła się pochwalić bardzo licznym, stałym zespołem aktorskim. Dwadzieścia siedem osób, często komplementowanych, grało w pojawiających się co dwa tygodnie nowych spektaklach. Różnorodne przedstawienia bawiły publiczność, a „Ojcowie Założyciele” byli chwaleni za tak doskonałe wypełnienie niszy teatralnej.

Rok po otwarciu Teatru, obecny jego patron Tadeusz Boy-Żeleński pisał: „Dziś już niepodobna wręcz wyobrazić sobie krakowskiego życia bez »Bagateli«”. I ja się także pod tym podpisuję. Obiema rękami. ♦



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Odra - temat tabu?

FUNDACJA WHY NOT to grupa osób, która od listopada 2020 roku chce w sposób zorganizowany nieść POMOC, nieograniczoną szablonami, układami, granicami, przyzwyczajeniami. Rok 2020 był zaskakujący, zmieniający świat i społeczeństwa. Wirus SARS-CoV-2 szalał z niespotykaną siłą, dewastując życie na całym świecie. Rok 2022 to rozpoczęcie militarnej napaści na Ukrainę wywołującej ogólnoświatowy kryzys energetyczny. Nie zapominamy o ciągłym niszczeniu środowiska naturalnego przez rozwijający się przemysł. Chcemy POMAGAĆ! Wiemy, że tej pomocy będzie potrzebował niejeden z nas, a także środowisko naturalne. Dlatego w tym artykule chciałbym się skupić na naszych projektach środowiskowych. To, że ochrona środowiska naturalnego w Polsce jest tematem ze wszech miar trudnym, wie każdy z nas. Odczuwamy to na „własnej skórze”. Moim zdaniem, powodów takiego stanu jest mnóstwo: brak pomysłu na czystą Polskę, brak realnych programów ochrony środowiska naturalnego, rabunkowa gospodarka wydobywcza, słabo kontrolowany rozwój przemysłu, brutalna wycinka drzew (nawet w parkach narodowych), populizm, brak środków finansowych na ochronę środowiska (ale, czy na pewno?). Można by tak wymieniać bez końca…

Człowiek renesansu, dżentelmen polskiej okulistyki. Wspomnienie prof. Józefa Kałużnego

Krzysztof Smolarski: Profesor Tadeusz Krwawicz ma swoją ulicę w Lublinie, a ostatnio skwerem uhonorowano, jako chyba drugiego w historii, polskiego okulistę prof. Józefa Kałużnego. To znaczy, że Ojciec był w Bydgoszczy ważną osobą i to nie tylko przez wzgląd na okulistykę.
Bartłomiej Kałużny: To prawda. Myślę, że duże znaczenie miało też to, że był mocno zaangażowany w rozwój Collegium Medicum im. Ludwika Rydygiera (wtedy Akademii Medycznej) w Bydgoszczy. W uczelni pełnił funkcje prodziekana, później dziekana, aż w końcu przez dwie kadencje był rektorem. Z pewnością z punktu widzenia miasta była to bardzo ważna część działalności. Druga rzecz, to fakt, że Ojciec był niewątpliwie osobą towarzyską i lubianą. Nadal wielu Jego dawnych kolegów i przyjaciół pełni różne funkcje w mieście i działa na bydgoskich uczelniach. 

Mam krew w głowie. Cykl felietonów

Mam krew w głowie. Tak o tym mówię. Na co moja terapeutka: „Co pan opowiada – wszyscy mają krew w głowie. Proszę mówić, mam krwiaka. To robi wrażenie.” Tak. Po wylewie – mój był krwotoczny – mam krew w głowie. To znaczy mam krwiaka. Byłem już dwa razy na tomografii i on tam dalej jest. Na razie się nie zmniejsza. Nie mogę latać samolotem, jeździć na nartach, ani chodzić po górach. Czyli z przyjemności została mi jazda samochodem (całe szczęście!). Jak napisałem powyżej mam terapeutkę, jeszcze mam logopedkę i chodzę czasami do psychiatry. Czyli zamiast latania samolotem mam terapeutkę, zamiast jazdy na nartach mam logopedkę, a zamiast chodzenia po górach mam wizyty u psychiatry. 

Nasz brat kryzys… Cykl felietonów

W czasach PRL-u, czyli wieki temu, był taki szkolny żart, od którego mój nauczyciel historii lubił zaczynać odpytywanie: w Egipcie było dwóch braci, jeden Ramzes, drugi Kryzys. Ramzes umarł, Kryzys żyje – kończył, a ironiczny (choć i dobrotliwy) uśmiech zapowiadał, że to jednak nie koniec. Klasa w ryk, ale śmiech urywał się, kiedy jakiś nieszczęśnik usłyszał swoje nazwisko i musiał się gimnastykować. A jak łatwo się domyślić ten prawdziwy, peerelowski kryzys nie robił sobie nic ani z naszych śmiechów, ani z męki przepytywanych. W tamtych czasach kryzys wydawał się zjawiskiem (niczym Lenin) „wiecznie żywym”. 

Wielce Szanowni Państwo!

W czasach PRL-u, czyli wieki temu, był taki szkolny żart, od którego mój nauczyciel historii lubił zaczynać odpytywanie: w Egipcie było dwóch braci, jeden Ramzes, drugi Kryzys. Ramzes umarł, Kryzys żyje – kończył, a ironiczny (choć i dobrotliwy) uśmiech zapowiadał, że to jednak nie koniec. Klasa w ryk, ale śmiech urywał się, kiedy jakiś nieszczęśnik usłyszał swoje nazwisko i musiał się gimnastykować. A jak łatwo się domyślić ten prawdziwy, peerelowski kryzys nie robił sobie nic ani z naszych śmiechów, ani z męki przepytywanych. W tamtych czasach kryzys wydawał się zjawiskiem (niczym Lenin) „wiecznie żywym”. 

W CX News nr 2/73/2022 opublikowano również: