Tate, jedziemy do Krakowa!

Autor: Leszek Mazan

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 4/54/2015

Tate, jedziemy do Krakowa!
Pierwszym, znanym nam lekarzem polskim i w Polsce praktykującym był absolwent szkoły medycznej w Montpellier pod Paryżem – dominikanin ojciec Mikołaj. Uzyskał sławę, skutecznie lecząc w roku 1276 księcia Leszka Czarnego z paraliżu członka, ergo z niemożności konsumpcji małżeństwa. Kolejne doktory, których nazwiska odnotowały polskie kroniki – to już w większości Żydzi. W Krakowie w roku 1504 pracować będą np. lekarze okuliści: Abraham i Eliasz: ten ostatni gwarantuje – słuchajcie, słuchajcie! – w wypadku nieudanej terapii zwrot pieniędzy za lekarstwa, sporządzane najczęściej z doskonałych na oczy gnijących dżdżownic. Praktykujący pod Wawelem kolejni Izraelici to często urodzeni w Krakowie absolwenci uniwersytetu w Padwie: w Polsce, jako innowiercy, nie są przyjmowani na Akademię Krakowską. Po uzyskaniu we Włoszech dyplomu lekarskiego wracają w rodzinne strony. Pracy jest aż nadto, przecież od 1475 roku działa nad Wisłą szpital żydowski, a po ślubie Zygmunta Starego z piękną Włoszką Boną Sforza zapotrzebowanie na usługi lekarskie, świadczone głównie przez znających język włoski Żydów (dwór jest nader liczny), ogromnie wzrosło. Polacy skarżą się najczęściej na dolegliwości żołądkowe – no, ale kogóż to nie będzie bolał brzuch po tych... jakże im to? – sałatach, kalafiorach czy pomidorach? ... 

Pierwszy Żyd (Jonatan Warschauer) uzyska tytuł doktora medycyny Uniwersytetu Jagiellońskiego w roku 1843. Doktor Warschauer specjalizował się będzie w balneologii i chorobach zakaźnych. W ślad za nim na uniwersytecką medycynę zapisywać się będzie z roku na rok coraz więcej Żydów. Pierwsze dyplomy zdobędą żydowscy chirurdzy i położne. Sprzęt używany przez nich trafi do Krakowa najczęściej z zagranicy, pozwalając na dotrzymywanie kroku szpitalom austriackim, niemieckim czy francuskim. Rozwój światowej medycyny i technik medycznych nabiera coraz większego tempa, zmieniają się obyczaje: lekarzowi wolno już dotknąć chorego nie tylko przez koszulę, czy zbadać położnicę, nie zamykając oczu. W 1861 profesor UJ chirurg dr Józef Oettinger rozpoczyna budowę nowoczesnego jak na owe czasy szpitala żydowskiego, a w dwanaście lat później, z inicjatywy tego samego lekarza, narodzą się początki miejskiego pogotowia ratunkowego; gmina żydowska zgodzi się na noszenie swych współwyznawców na cmentarz w trumnach, a nie na odkrytych marach, etc. 

Przypominamy pojedyncze z setek faktów świadczących o roli, jaką na przestrzeni tysiąca lat odegrali w polskiej medycynie żydowscy lekarze, stomatolodzy, technicy, organizatorzy i pracownicy medycznego zaplecza. Napisaliśmy książkę – „Tate, jedziemy do Krakowa!” mówiącą o wspólnym, sąsiedzkim bytowaniu pod jednym polskim dachem dwu narodów – tak ogromnie różnych, ale przecież rozumiejących potrzebę consensusu. Było to nieraz ogromnie trudne, osobliwie w medycynie, gdzie wypracowanie kompromisu wymagało szczególnych mediacji: dlaczego na medycynie studiuje więcej Żydów niż katolików? Dlaczego zwłoki żydowskie nie trafiają na stoły sekcyjne? Dlaczego starozakonni chcą je chować natychmiast po często niepotwierdzonej ostatecznie śmierci? Czy koniecznie Żydzi muszą otrzymywać w szpitalach – co jest trudne logistycznie – koszerne jedzenie? 

O tym wszystkim piszemy w „Tate, jedziemy do Krakowa!”. Oczywiście jedziemy nie tylko po to, by zapoznać się z żydowską medycyną. Ale również z nią, co w kontekście oferty jaką składa nam w roku 2016 CONSULTRONIX, może być i ciekawe, i pouczające.



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Wirus, patogen, antygen. Czyli jak Natura komplikuje testy antygenowe

Trudno zaakceptować, że coś tak znikomego jak wirus, rzuci świat na kolana, osiągając mistrzostwo w zakaźności: obleciał kulę ziemską, przemierzył południki i równoleżniki, odwiedził przedszkola i emerytów oraz zmusił nas do zabawy w kotka i myszkę.

Panta rei

Długie wieczory, pogoda i ogólna sytuacja skłoniły mnie do zadumy. Tym razem nad tym, jak słowa zmieniają znaczenie wraz z upływem czasu. Ludzie uczeni nazywają to dryfem semantycznym. Podryfujmy zatem przez chwilę wspólnie. Zacznijmy od Józefa Ignacego Kraszewskiego, który główną bohaterkę „Starej Baśni” nazwał Dziwą. Dzisiaj facet, który tak zwróciłby się do kobiety, zapewne ryzykowałby kilka razów „z liścia”. A przecież by zostać Dziwą, kobieta musiała odznaczać się nie byle jakimi przymiotami ciała i ducha! Dlaczego dzisiaj to słowo stało się wulgaryzmem? Zapewne przez skojarzenie z podobnie brzmiącą „dziwką”, wywodzącą się wszak ze starosłowiańskiego děvъka (dziewczyna). A, że nieszczęsna Dziwa pochodzi od zupełnie innego, również starosłowiańskiego słowa divъ (podziw, zachwyt, zdumienie), nikogo już dziś nie rusza.

Proroctwa się spełniają, czyli felieton antyklerykalny

Św. Paweł (prywatnie mój ulubiony Apostoł) w jednym ze swoich listów napisał znamienne słowa: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł” (1 Kor. 10,12). Wracają one do mnie po tym niezwykłym i zaskakującym 2020 r., który szczęśliwie mamy już za sobą. Roku, który miał być ciekawszy od poprzednich, w którym mieliśmy być cały czas piękni, młodzi i bogaci. Wydawało się, że stoimy na twardym, a tymczasem szybko wszyscy upadliśmy. 

Marchewka

Czytam, że jest ogłoszony konkurs. Konkurs typu „nie kij a marchewka”. Chodzi o to, że w czasie pandemii wprowadzono mnóstwo obostrzeń. Za niestosowanie się do nich, grożą kary. 

„Strategie leczenia jaskry” – długo oczekiwana książka na polskim rynku wydawniczym

Właśnie ukazała się na rynku monografia „Strategie leczenia jaskry”. Książka ta powstała na bazie wieloletniego doświadczenia specjalistów z dwóch wiodących ośrodków okulistycznych w leczeniu jaskry w Polsce i uznawanych na świecie.