WIESIEK DYMNY - mój piwniczny nauczyciel

Autor: Marek Pacuła

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 1/35/2011

Trzydzieści trzy lata temu Wiesiek Dymny wyszedł z kabaretu i nigdy już do niego nie powrócił. Pisząc o tym kim był, dużo łatwiej byłoby napisać kim nie był. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, malarz, grafk, scenograf, fotografk wyrzucony ze Związku Plastyków za niepłacenie składek. Poeta prozaik, scenarzysta flmowy „Chudy i inni”, „Słońce wschodzi raz na dzień”, autor „Opowiadań zwykłych” (nagroda Kościelskich) aktor flmowy (m.in. „Wszystko na sprzedaż”- genialna scena ze skrzydłami husarskimi), kabaretowy, satyryk, współzałożyciel kabaretu Piwnica pod Baranami. Dla prowadzonego przez siebie zespołu bitowego „Szwagry” napisał około 300 piosenek. W Barbakanie prowadził pierwszą w Polsce dyskotekę. Znakomity stolarz – w swoim mieszkaniu wszystkie meble zrobił własnoręcznie. Autor libretta do pierwszej na świecie opery obscenicznej „Kur zapiał...” do której muzykę skomponował Jan Kanty Pawluśkiewicz – premiera odbyła się w Teatrze STU. Bardzo sobie cenił swoje krótkie opowiadania i wierszyki pod tytułem „Zbiór bzdur” z których dla Ciebie nieoświecony czytelniku wybrałem poniższe:


         d y m n y


Kończąc, tak sobie myślę, że gdyby ten kraj był inny, może do dzisiaj żyłby Wiesiek Dymny!


Szanowny Panie Dyrektorze (wersja skrócona)
Ostatnio nie pisałem dość długo. Miałem wiele zajęć. Specjalizuję się w odkrywaniu coraz to nowszych wynalazków. Nie popierany przez nikogo a jednak wynajduję i odkrywam co mi się podoba. Po co to robię zapytasz pan pewnie? Otóż taki już ze mnie dziwny człowiek, jak czegoś nie wynajdę jestem chory. Dziedzina to obca panu zapewne, jednak znając pańską życzliwość nadużyję pańskiej cierpliwości. Oto najnowsza rewelacja. Maszyna do tresury lwów.

cyrk
Opolski Cyrk mimo małego metrażu działa znakomicie. Oto Prezes Cyrku ze swym ulubieńcem Dyr. Gogusiem w krew w żyłach mrożącym numerze. Za chwile jeden padnie trupem.
 

Całość automatyczna, bez obsługi człowieka. Lew sam wchodzi do maszyny, sam ją uruchamia,
sam w niej przebywa, sam z niej wychodzi. I co widzimy? Wchodząc był dzikim a wyłazi jak baranek. Prześlijcie mi tylko lwa a dokonam cudu. Na razie z braku lwa wypróbowałem na sobie. Efekty zdumiewające. Jakie to genialne a waży zaledwie dwie tony. Polecam panu gorąco…

cyrk
Opowiadania z czarnego lądu Dzień Wodza

Było około siedemdziesiąt stopni na dworze i około siedemdziesiąt tysięcy wzburzonych zebranych. Wódź wszedł na estradę zamaszystym krokiem. Mikrofon do ust przybliżył i wrzasnął władczo:
-CI TU MI CHO MI CHO CI TU, CHO MI TU CI, CI MI CHO TU, CHO TU MI CI, TU CI MI CHO, CI MI CHO TU, MI CI TU CHO, TU MI CHO CI, CHO CHO TU MI CI, TU TU CHO CI MI, CI CI CHO CHO MI MI TU TU
I tu wódź zaczął coraz bardziej się plątać. W tym jednak momencie doradca stojący z tyłu z parasolem przeciwsłonecznym podrzucił wdzięcznie:
-CICHO MI TU..
-CO? –zdziwił się wódź- ACHA – achnął zrozumiawszy i ryknął:
-CICHO MICHO TU- HO LICHO…!!!!
I nastała cisza w całym kraju.


Szafa grająca
Historia szafy grającej sięga szalenie daleko, mianowicie przynajmniej trzy metry w dal i do tyłu. Zaczęło się to niezwykle prosto i prymitywnie. Pierwsze objawy ciągot tego typu obserwujemy już w epoce jaskiniowej. Wtedy to była zwykła jaskinia grająca, niewygodna i przeciekająca. Szybko z niej zrezygnowano, bowiem gospodarze słuchając stali na dworze. W epoce kamienia łupanego obserwujemy wielki blok kamienny, w którym coś łupało. Prawdziwa szafa grająca powstała w epoce romantyzmu. Wtedy to jedna pani wysłała swego męża na delegację. Podczas gdy jej mąż delegował, ona miała kochanka. Mąż wrócił wcześniej... Żona się przestraszyła... Schowała kochanka do szafy... Kochankowi w piersiach grało... Mąż nie był głupi opatentował ten pomysł i stąd właśnie mamy szafę grającą.
 



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Wirus, patogen, antygen. Czyli jak Natura komplikuje testy antygenowe

Trudno zaakceptować, że coś tak znikomego jak wirus, rzuci świat na kolana, osiągając mistrzostwo w zakaźności: obleciał kulę ziemską, przemierzył południki i równoleżniki, odwiedził przedszkola i emerytów oraz zmusił nas do zabawy w kotka i myszkę.

Panta rei

Długie wieczory, pogoda i ogólna sytuacja skłoniły mnie do zadumy. Tym razem nad tym, jak słowa zmieniają znaczenie wraz z upływem czasu. Ludzie uczeni nazywają to dryfem semantycznym. Podryfujmy zatem przez chwilę wspólnie. Zacznijmy od Józefa Ignacego Kraszewskiego, który główną bohaterkę „Starej Baśni” nazwał Dziwą. Dzisiaj facet, który tak zwróciłby się do kobiety, zapewne ryzykowałby kilka razów „z liścia”. A przecież by zostać Dziwą, kobieta musiała odznaczać się nie byle jakimi przymiotami ciała i ducha! Dlaczego dzisiaj to słowo stało się wulgaryzmem? Zapewne przez skojarzenie z podobnie brzmiącą „dziwką”, wywodzącą się wszak ze starosłowiańskiego děvъka (dziewczyna). A, że nieszczęsna Dziwa pochodzi od zupełnie innego, również starosłowiańskiego słowa divъ (podziw, zachwyt, zdumienie), nikogo już dziś nie rusza.

Proroctwa się spełniają, czyli felieton antyklerykalny

Św. Paweł (prywatnie mój ulubiony Apostoł) w jednym ze swoich listów napisał znamienne słowa: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł” (1 Kor. 10,12). Wracają one do mnie po tym niezwykłym i zaskakującym 2020 r., który szczęśliwie mamy już za sobą. Roku, który miał być ciekawszy od poprzednich, w którym mieliśmy być cały czas piękni, młodzi i bogaci. Wydawało się, że stoimy na twardym, a tymczasem szybko wszyscy upadliśmy. 

Marchewka

Czytam, że jest ogłoszony konkurs. Konkurs typu „nie kij a marchewka”. Chodzi o to, że w czasie pandemii wprowadzono mnóstwo obostrzeń. Za niestosowanie się do nich, grożą kary. 

„Strategie leczenia jaskry” – długo oczekiwana książka na polskim rynku wydawniczym

Właśnie ukazała się na rynku monografia „Strategie leczenia jaskry”. Książka ta powstała na bazie wieloletniego doświadczenia specjalistów z dwóch wiodących ośrodków okulistycznych w leczeniu jaskry w Polsce i uznawanych na świecie.