Życzę Państwu, abyśmy mogli w spokoju odfajkować jeszcze jeden katun...

Autor: Zbigniew Mazgaj

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 3/33/2010

Mądrym dla memoryjału, idiotom dla nauki, politykom dla praktyki, melankolikom dla rozrywki...(1)

 

Wielce Szanowni Państwo!

Ostatnimi czasy wszelakie stacje telewizyjne (od plotkarskich po National Geographic czy Discovery), propagują wizję końca świata w grudniu A.D. 2012. Ponoć już dawno, dawno temu wiedzieli o tym starożytni, a zwłaszcza Majowie dysponujący Super Kalendarzem. Cóż, wierni PT Czytelnicy wiedzą, że całkowitą odpowiedzialność za bzdury szerzone przez telewizję ponosi niejaki Friedrich Wilhelm Viktor Albert von Preußen, lepiej znany jako Deutscher Kaiser Wilhelm II. Myślę jednak, że nie od rzeczy będzie przyjrzeć się bliżej owemu kalendarzowi, by zidentyfikować źródło, z którego oszołomy tankują dzisiaj do upojenia. Cóż, trzeba przyznać, że kultury Ameryki Środkowej miały istnego fijoła na punkcie czasu, a Majowie nie byli wyjątkiem. Ba, używając równocześnie trzech kalendarzy byli wręcz obrzydliwie trendy. Ale czy mogli znać datę końca świata? Oceńcie sami.

W Ameryce Środkowej powszechnie używano dwu kalendarzy, prawdopodobnie odziedziczonych po Olmekach, (ok. XX - IX w p.n.e.). Był to 260 dniowy rytualny  tzolkin  składający się z 13 „miesięcy” liczących po 20 dni oraz „słoneczny”  haab   liczący 18 „miesięcy” plus pięć dni ekstra, uważanych za tak pechowe, że nie miały nazw własnych. Jednakże dni i „miesiące” nie następowały tak jak w naszym kalendarzu. Były to niezależne cykle biegnące równolegle, mniej więcej tak jakby po 1 stycznia następował 2 lutego, potem 3 marca i tak dalej, aż do 12 grudnia po którym wstawał 13 dzień stycznia. Aby podać pełną datę należało użyć cykli z obu kalendarzy. Pewien fakt rodził problem, że po upływie 52  haab  (lub 73 tzolkin jeżeli ktoś woli), cykle „zerowały” się i daty zaczynały się powtarzać. Kapłani, rzecz jasna, doskonale zdawali sobie z tego sprawę i czcili to wydarzenie pan-Mezoamerykańskim  świętem okraszonym wielkim pijaństwem i wznoszeniem nowych budowli ku czci bogów. No, niezupełnie nowych, bowiem świątynie stały nad świętymi miejscami i  sacrum nijak nie dało się przenieść. Okładano więc istniejące piramidy nową skorupą, tworząc konstrukcje przypominające cebulę. Ta technologia, poza gigantyczną redukcją kosztów, przyniosła mnóstwo frajdy dzisiejszym archeologom, umożliwiając chociażby badania nad kalendarzem. Zastanawiacie się jak można było wymyślić coś tak pokręconego? Cóż, wśród Indian powszechny był usus  Herba Nicotiana, a wszakże nie od dzisiaj wiadomo, że Skutek jego ten: Mózg chędoży(1).

Jak widzicie, opisany system nie nadawał się do mierzenia okresów dłuższych niż około 52 lata, poza tym haab liczył 365 dni, a że nie stosowano lat przestępnych początek roku przesuwał się o 1 dzień co 4 lata, by w ciągu 1460 lat zatoczyć pełen krąg.  Cóż, te kalendarze zdecydowanie nie były szczytem precyzji. Może właśnie dlatego powstała długa rachuba, prawdopodobnie autorski wynalazek Majów. W każdym razie nie znamy innej kultury, która by się nią posługiwała. Opiera się ona na zliczaniu ilości dni, które upłynęły od „dnia zero” (coś jak narodzenie Chrystusa). Do zapisu dat wykorzystywano pozycyjny system dwudziestkowy, tyle że dość specyficzny:

Pozostaje kwestia korelacji, czyli ustalenia jakiej dacie z kalendarza gregoriańskiego odpowiada „dzień zero”.  Według różnych autorów przypada on gdzieś pomiędzy 3640 a 3114 rokiem p.n.e.,  zatem rozbieżności przekraczają 500 lat! Jeżeli jednak założymy, że prawidłowa jest najpowszechniej dzisiaj przyjęta data (11 sierpnia 3114 p.n.e.) oraz prawdziwa jest teza o zerowaniu liczby baktunów po przekroczeniu wartości 13, to 21 grudnia A.D. 2012 nastąpi koniec... cyklu długiej rachuby.

Czy to aby koniec świata? Jakoś nie wierzę. Ale też, Moiściewy, jeżeli ktoś zechce  Pysek wilczy nade drzwiami  lokować dla prezerwatywy(1),  zrozumiem! 

Życzę Państwu, abyśmy mogli w spokoju odfajkować jeszcze niejeden  katun...
 

ZM

 

(1)X. Benedykt Chmielowski, Nowe Ateny, 1745-1746



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Demokracja

Klejstenesowi do głowy nie przyszło, że za 2500 lat demokracja, której był ojcem chrzestnym, wciąż będzie najbardziej pożądanym ustrojem na świecie. W wydaniu ateńskim prawo głosu mieli tylko mężczyźni powyżej 18 roku życia, czyli ok. jednej czwartej mieszkańców. Dzisiaj byłaby to demokracja a’la Korwin-Mikke, od lat postulujący odebranie kobietom praw wyborczych. W międzyczasie Eklezję, gdzie podejmowano publicznie najważniejsze decyzje, zastąpiły parlamenty, a tam w naszym imieniu decyzje podejmują wybrańcy narodu - krok w stronę oligarchii? Jednym z fundamentów dzisiejszej demokracji przedstawicielskiej jest monteskiuszowska zasada trójpodziału władzy. Władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza MUSZĄ pozostać od siebie niezależne. Stany Zjednoczone jako pierwsze zapisały tę zasadę w konstytucji. Niespotykana wcześniej koncentracja kapitału, Internet, rozwój mediów (szczególnie mediów społecznościowych) dając nieograniczony dostęp do informacji, niestety nie gwarantują systemu ich walidacji. Otwiera to rządzącym i oligarchom różnorakie możliwości do manipulacji i szerzenia mitów, ale również do korupcji politycznej - zgodnie z rzymską zasadą „divide et impera”. Pomagają w tym coraz doskonalsze algorytmy, zamykając nas w „bańce informacyjnej”, podpowiadają nam treści zgodne z naszymi  przekonaniami i odcinają od odmiennego punktu widzenia. Paradoksalnie „im bardziej klikasz, tym bardziej jesteś zamknięty”.

Zza kulis. Felieton postpandemiczny. Prawie!

Jeszcze całkiem niedawno pojęcie lockdownu zdawało się być abstrakcyjnym, niewielu o nim słyszało, a jeszcze mniej doświadczyło. Aż przyszedł marzec 2020! Niemalże z dnia na dzień musieliśmy odrobić lekcję ekonomii: wszyscy i od razu w wersji hardcorowej. Liczę jednak, że okres restrykcyjnych obostrzeń już za nami. Teatr Bagatela gra na pełnych obrotach przy komplecie widowni. Szanowna Publiczność tęskniła za sztuką, której może doświadczać bezpośrednio i jest to mocno krzepiąca konstatacja.

Gaduławka. Cykl felietonów

W Krakowie na Kazimierzu ustawiono Gaduławkę. Jest to ławka, jak sama nazwa wskazuje, do gadania. Inicjatorzy tego pomysłu tłumaczą, że ławka jest głównie, jak to się teraz ładnie mówi, dedykowana ludziom starszym i samotnym. Napis na ławce zachęca: „Jeśli masz ochotę na rozmowę, usiądź na tej ławce i poczekaj, aż się ktoś dołączy”. I nic więcej. Nie ma określonego czasu wyczekiwania ani tematu rozmowy. I to błąd. Dobrze by było, określić czas oczekiwania. 

Lodówka i telewizor. Cykl felietonów

Ten felieton miał wyglądać całkiem inaczej. Szczerze mówiąc, chciałem wszystkich pocieszyć, że koniec końców, każdy głupi polityczny numer bardziej otwiera ludziom oczy, niż ich usypia. Widać to najlepiej u nas po efektach tzw. Polskiego Ładu. Ale żeby lepiej to zobrazować, opisałem pewne spotkanie sprzed lat, kiedy znajomi Rosjanie tłumaczyli mi, na czym polega praktyka sprawowania władzy metodą „lodówka i telewizor”. I, niestety, historia ostatnich dni dopisała do tego tragiczną glosę. 

Między sztuką figuratywną a nutką abstrakcji. CX ART

Consultronix SA już po raz drugi wsparł młodych artystów. Artur Wieczerzyński i Robert Nawe zostali laureatami organizowanego przez tę firmę konkursu CX ART, a ich obrazy trafiły do tworzonej od paru lat kolekcji sztuki.