Po co Europie historia?

Autor: bp Tadeusz Pieronek

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 3/53/2015

Forum Ekonomiczne w Krynicy, organizowane od lat, stawia pytanie, czy Europa lubi swoją historię, czy nie, ale przecież i tak ją ma, co więcej, tworzy ją każdego dnia na nowo. Historię tworzą ludzie indywidualnie i zbiorowo. Podobnie jak życiorys jest zapisem historii jednostki, tak swego rodzaju życiorysy mają wszelkie ludzkie wspólnoty, a więc rodziny, narody i państwa. Nikt nie może się wyprzeć własnego życiorysu, własnej historii, nie można też, chcąc być uczciwym, wydzierać i wyrzucać z własnej historii kart zawierających opisy faktów wstydliwych, ukazujących słabości, pomyłki, błędy, wyrządzone krzywdy i popełnione zbrodnie. Jest zrozumiałe, że wszyscy życzyliby sobie mieć taką własną historię, która o nich dobrze świadczy, ale też historię prawdziwą, a nie sporządzoną wyłącznie z chwalebnych fragmentów życia, a z pominięciem epizodów nieudanych i ciemnych plam na życiorysie. Już starożytni mówili, że: Historia est magistra vitae – że Historia jest nauczycielką życia, rozumiejąc historię jako rodzaj lustra w którym można się zobaczyć, jako księgę życia z której można odczytać własną przeszłość i wyciągnąć wnioski, celem uniknięcia na przyszłość błędów popełnionych w przeszłości. Kto może się poszczycić przykładnym życiem, śpi spokojnie, ci zaś, którzy zeszli na manowce i nabroili w życiu, czy to będą jednostki, narody czy państwa, mają kłopot ze swoją historią, bo jest im niewygodna, drapie sumienia, czasem nawet jest tak wstrząsająca i niechlubna, że przynosi hańbę i woła o pomstę do nieba. Oczywiście nie cała historia jest dostępna, chociażby z braku źródeł, ale także z powodu jej fałszowania, co miało zawsze miejsce. Robiono to świadomie i robi się to dziś, dla osiągnięcia różnych celów, osobistych, politycznych, ideologicznych, ale jest to również skutkiem nieświadomego działania, bo pamięć ludzka jest zawodna, bo fakty historyczne podawane z ust do ust ulegają przeinaczeniu. Fałszuje się też historię pisząc ją z uwzględnieniem jednego tylko punktu widzenia. Dawniej ukazywano historię wskazując głównie na władców i rządzących, całkowicie pomijając historię niższych warstw społecznych, pod rządami komunistycznymi opowiadano historię zideologizowaną, jako stałą walkę klas o wyzwolenie społeczeństwa spod panowania panów.

Historia tworzona i pisana przez ludzi jest wielobarwna. Na świecie jest zawsze wielu ludzi dobrych, ale wszyscy mają większą skłonność do czynienia zła aniżeli dobra. W historii świata znajdziemy perły i wszystkie barwy dobra i piękna, ale są też kamienie, trucizny, wszelkie rodzaje narzędzi, służących poniżaniu, dręczeniu i zabijaniu człowieka w lochach więziennych, w egzekucjach, w obozach koncentracyjnych, w łagrach, w bratobójczych wojnach, pochłaniających miliony istnień ludzkich. Nie można być jedynie spadkobiercą dobra i chwały. Trzeba brać na swoje barki całą historię, tę chwalebną i haniebną, nie tylko to, co się komuś podoba, ale także to co się nie podoba. W przypadku poszczególnych osób czy zwartych grup ludzkich, w rodzinie, w państwie, przypisanie spadku jakim jest historia, jest stosunkowo proste. Jesteśmy Polakami, to w naszą historię wpisujemy wszelkie dobro i zło, którego byliśmy autorami. Oczywiście nie odpowiadamy moralnie za wyrządzone krzywdy i zbrodnie naszych przodków, ale jesteśmy ich spadkobiercami i świadomość zła będzie zawsze uwierać nasze sumienia.

Kiedy mówimy o historii Europy, a szczególnie o Unii Europejskiej, to po pierwsze, jest to historia krótka, a po drugie jest to także suma historii tych wszystkich narodów i państw, które formalnie wchodzą w jej skład, jest ona bowiem politycznym, gospodarczym i kulturowym bytem wielopaństwowym, co pociąga za sobą dziedziczenie przez Unię historii wszystkich państw, będących jej członkami na raz. Na pytanie po co Europie historia, odpowiedź jest prosta. Trzeba jednak przed udzieleniem odpowiedzi na to pytanie zauważyć, że gdyby państwa tworzące dziś Unię nazwały się np. Nową Atlantydą, to trzeba by mówić o historii Europy sprzed utworzenia Unii, ale jeżeli nazwały się Unią „Europejską”, to należy mówić o historii Unii Europejskiej, będącej etapem rozwoju starej Europy. Historia jest potrzebna Unii Europejskiej po to, by mogła się przeglądnąć w lustrze historii, by zdała sobie sprawę skąd wyszła, jakie są jej korzenie i w końcu czym jest obecnie i czym chce być w przyszłości. Wszystko wskazuje na to, że Unia nie lubi historii, bo nie przyznaje się do swoich chrześcijańskich korzeni. Wstydzi się ich? Nie ma czego się wstydzić. W dziejach chrześcijaństwa są co prawda niewierności i poważne nadużycia w stosunku do głoszonych zasad, zwłaszcza nawracanie z bronią w ręku, ale ostatecznie jest to historia pozytywna. Cnota i grzech były zawsze obecne w historii, ale nie przekreśla to przecież, w ostatecznym rozrachunku, że utrwaliło się w człowieku to co jest złem, którego należy unikać i wzmacniać to, co jest dobre, co jest cnotą. Niestety, Unia Europejska, wbrew ewidentnym dowodom uważa, że chrześcijaństwo nie odegrało ważnej roli w kształtowaniu społeczeństwa europejskiego. Cóż można o tym powiedzieć? Ignoranci i manipulanci. Waloru chrześcijaństwa w kształtowaniu Europy nikt poważnie myślący nie potrafi zaprzeczyć. A jednak można to zrobić przez przemilczenie. Przywołuje mi to na myśl to, co z historią Polski zrobili przez lata komuniści, przedstawiając historię Polski w perspektywie walki klas. Ta walka oczywiście miała miejsce, ale nigdy nie stanowiła realnego zagrożenia dla właściwego odczytania dziejów Rzeczypospolitej.

Starajmy się doszukiwać i utrwalać pamięć tych, którzy często bezimiennie oddawali swoje życie za Ojczyznę, nie pytają jaką ona będzie, byle była wolna i niepodległa, w ten sposób wpisując się w historię swojej Ojczyzny i domu rodzinnego, z którego wyszli.



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Ciałoterapia mięśni dna miednicy

Pacjent idealny? Stuprocentowo szczery, skoncentrowany na samoobserwacji, świadomy codziennych obciążeń, którym podlega. O ile prostsze byłoby jego leczenie... Przedstawiam Wam ten ideał!

Skąd się wziął ks. Adam Boniecki

Po dwóch latach rozmów z ks. Adamem Bonieckim mam przed sobą naszą wspólną książkę. Spotykaliśmy się co tydzień i rozmawialiśmy o tym, co dziś znaczy „głodnych nakarmić”, „spragnionych napoić”, „nagich przyodziać”. Kim są „wątpiący”, „nieumiejętni”, „podróżni”.