Doktor. Ponownie.

Autor: Witold Bereś

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 1/47/2014

Kiedyś zapytaliśmy – ja i Krzysiek Burnetko – Marka Edelmana: „Co zrobić, gdy w życiu jest ciężko?”. Odpowiedział: „Nie zwracać na to uwagi. Iść dalej. Jeżeli wiesz, co jest dobre, a co złe, to po prostu idziesz swoją drogą. To jest jak w tej piosence: nie chodzi o to, aby iść do celu, chodzi o to, aby iść po słonecznej stronie. I trzeba mieć dużo zaufania do ludzi, do tych, z którymi idziesz tą samą drogą. To jest zasadnicza rzecz. Jak nie masz zaufania, to znaczy – jesteś sam…”

Dziś, w pięć lat po pierwszym wydaniu biografii „Marek Edelman. Życie. Po prostu” i cztery lata po śmierci Edelmana, sięgamy znowu do tamtego tytułu. Tak, to było jedno z większych wydarzeń ostatnich lat w kategorii książki biograficznej – „Marek Edelman. Życie. Po prostu” Witolda Beresia i Krzysztofa Burnetko, autoryzowana biografia Marka Edelmana ukazała się w roku 2008 i sprzedano jej blisko 40 tysięcy egzemplarzy, została przetłumaczona na języki obce, a film, który autorzy zrealizowali na jej podstawie objechał wiele festiwali na całym świecie. Teraz wznowienie bardzo poszerzonej wersji tej książki (już nieosiągalnej w księgarniach) jest elementem uczczenia 70. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim.

To nowe wydanie jest mocno poprawione, a także uzupełnione o opis ostatniego okresu życia Edelmana i dzieje jego spuścizny, zapis nieznanej, rozrachunkowej rozmowy dwóch bojowców Żydowskiej Organizacji Bojowej: Kazika Ratajzera i Marka Edelmana przeprowadzonej w 50 rocznicę wybuchu powstania w getcie, obszerny, nowy wybór mało znanych fotografii, wydaną w kwietniu1946 r., jednodniówkę „Za Waszą i Naszą Wolność” wydaną przez komitet Centralny Bundu z tekstami Edelmana. A przede wszystkim jednak w książce znajduje się ponad sto stron wyboru z sensacyjnych, nieznanych materiałów podziemnej prasy Bundu z getta, prasy, którą drukował, redagował i kolportował sam Marek Edelman. Wydawało się, że te pisma zaginęły bezpowrotnie – ale dzięki pieczołowitości Żydowskiego Instytutu Historycznego sześć ocalałych numerów z okresu marzec 1941 – styczeń 1942 zostało właśnie zdigitalizowanych. Możemy w nich znaleźć relacje z okupacji, porażające zeznania ocalałych z Zagłady, ujmującą publicystykę polityczną (okres obejmuje wszak wybuch wojny hitlerowsko-sowieckiej), a nawet – reportaże z getta. Ten jedyny wybór głosu żydowskich socjalistów wyrażanego po polsku jest nie tylko poruszającym dokumentem przeszłości, ale i głosem z przeszłości zrozumiałym również dzisiaj. Ta książka zbierała (w poprzedniej wersji) i nadal zbiera (w aktualnej wersji) bardzo dobre recenzje.
 
marek_Edelman

Irena Grudzińska-Gross pisała o tej książce w Nowym Jorku: „Nie udaje mi się o tym pisać bez patosu i emocjonalnych ‘wykrzykników’. Tymczasem Edelman mówi innym językiem, patos zastępuje machnięciem ręki. ‘Nie męczcie już więcej’ mówi Beresiowi i Burnetce. ‘Dosyć. Tego i tak się nie daje zrozumieć’. Więc ja także przestaję ‘męczyć’. Trzeba samemu przeczytać tę książkę. Napisana ona została dla tych, którzy chcą rozumieć. A także chcą zobaczyć historię dwudziestego wieku oczami jednego z naszych, co tu dużo ukrywać, bohaterów”.

Ronen Dorfen, jeden z ocalałych bojowników powstania pisał w Jerozolimie, gdzie dotychczas Edelman był postacią nieomal non-grata: „To biografia żydowskiego bojownika, który nigdy nie zboczył na manowce”. Deustche Welle komentowała niemieckie wydanie: „To ważne dzieło i kopalnia wiedzy dla tych, którzy chcą zrozumieć postać Marka Edelmana”. Tygodnik „Polityka” zauważał, że „Bereś i Burnetko porwali się na arcytrudne zadanie, ale nie polegli. Ich portret Edelmana jest pełny i fascynujący, a przy tym to rzetelny obraz II i III, a nawet IV RP. (…) To rzecz ku pokrzepieniu serc, bo choć jej bohater jest świadkiem największych zbrodni, ostatnie jego słowa w tej książce brzmią: „więc ja was proszę, bez apokalipsy!”. Tygodnik Powszechny dodał: „Trudna sprawa: portretować postać historyczną, która żyje, ma się dobrze i wcale nie zamierza wycofywać się z życia publicznego. Kogoś, kto zasłużył na pomnik, ale nie daje się zmarmurzyć i woli prowokować ostrymi sądami, niż wygłaszać patetyczne deklaracje. A rozmówcą jest przy tym niełatwym. ‘Nic nie rozumiecie... nudzicie... marudzicie... głupoty opowiadacie’ – te słowa Witold Bereś i Krzysztof Burnetko słyszeli od Marka Edelmana wielokrotnie. Na szczęście nie sposób ich zniechęcić. Dzięki temu mamy fascynującą książkę”.

Z tych słów się oczywiście bardzo cieszymy jako autorzy. Ale Edelman i świat jego wartości są dla nas czymś więcej niż tylko sukcesem wydawniczym. Wraz z innymi, 19 kwietnia każdego roku najpierw idziemy pod pomnik Powstańców Getta, a potem na Umschlagplatz. I staramy się przypominać losy ludzi, którzy zginęli za swój naród, ale i za Polskę, w pierwszym powstaniu warszawskim w roku 1943…

Dlatego więc wspólnie z TVN współtworzyliśmy film „Dowódca Edelman” w reż. Artura Więcka „Barona”, monodram „Edelman” czy spektakl słowno-muzyczny „I była miłość w getcie…” (dziś wspieramy wydanie płyty „Colorovanka” Magdy Brudzińskiej, która wyrasta właśnie z tamtego spektaklu). Tłumaczenie naszej biografii Marka ukazało się w Niemczech i w Izraelu. To, że w tym państwie, po hebrajsku, ukazuje się książka o Nim, i to wszak opisująca go z sympatią – choć on sam sarkał dziesiątki razy na Izrael – to wydarzenie do potęgi „n”. I wierzymy, że to nie koniec naszej przygody z poznawaniem Doktora. Wspólnie z innymi przyjaciółmi Marka Edelmana przygotowujemy projekt upamiętniający świat polskich Żydów… Marek Edelman ciągle do nas mówi. Ciągle wydaje nam rozkazy.



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Influencerka

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie taka oto informacja: „nasza 15-letnia córka całkiem nieźle się urządziła, jest influencerką, ma 160 tys. followersów i od samych tylko firm kosmetycznych co tydzień dostaje parotysięczne prezenty, byle by tylko tą, a nie inną szminką przed kamerką usmarowała sobie usta". Zacząłem drążyć temat i okazało się, że aby dziś stać się autorytetem dla 160 tysięcy nastolatków, należy najpierw przez parę lat coś trenować, na przykład taniec albo pływanie, a gdy już się znudzi, zacząć gwałtownie odrabiać zaległości imprezowe, by wreszcie z pomocą rodziców przestać ćpać i skończyć szkołę podstawową - podziwu godny sukces!!!

Czysta Wisła - Why Not

Pandemia pokazała jasno, jak negatywny wpływ na planetę ma globalna gospodarka. Przyszedł czas walki o poprawę warunków naszego wspólnego środowiska naturalnego. Jako Fundacja Why Not chcemy aktywnie się w nią włączyć. Stąd projekt związany z Wisłą, największą dziką (nieuregulowaną) rzeką w Europie. Najwyższy czas, by rozpocząć systematyczne działania, dążące do poprawy czystości jej wód. 

Czysta Wisła - Why Not - Dr hab. Andrzej Woźnica

Celem wyprawy było przyjrzenie się całej Wiśle i zebranie danych na temat jakości i ilości wód na całym jej przebiegu. Obecnie woda z rzeki jest pobierana i badana tylko w ok. 20 stałych punktach, ale my w trakcie spływu, w ramach akcji „Czysta Wisła – Why Not”, analizowaliśmy ją co kilometr na jej całej ok. 1000-kilometrowej długości. Już po przepłynięciu pierwszych odcinków naukowcy zauważyli sterty śmieci. Zaobserwowaliśmy niesamowitą ilość plastiku wyrzuconego w różnych miejscach. ♦

Czysta Wisła - Why Not - Dr hab. Damian Absalon

Nasze badania są unikatowe, ponieważ jesteśmy w stanie zatrzymać rzekę w jednym kadrze, w krótkim czasie. Ich idea jest taka, że chcemy pokazać hot spoty, czyli miejsca najbardziej zagrożone i zanieczyszczone. Czasami na punktach monitoringowych nie widać, kto jest odpowiedzialny za to, że na danym odcinku rzeki jakość wody jest taka kiepska. ♦ 

Czysta Wisła - Why Not - Agnieszka Sotoła

Akcja „Czysta Wisła - Why Not” od razu mnie zainteresowała. Czemu? Po okresie pandemicznej izolacji wreszcie coś się dzieje, mamy szansę na spotkania towarzyskie, a ja lubię ludzi! Do tego bliska mi jest kwestia ochrony środowiska i jestem przekonana, że trzeba o tym mówić głośno i na wiele sposobów. Aneta Sotoła była uprzejma stworzyć ze mną team, nie tylko rodzinny i zawodowy, ale też kajakowy. W oczekiwaniu na godzinę „zero” przyglądałyśmy się prognozie pogody — pełne optymizmu, bo w końcu poniedziałek był skąpany w słońcu. O 3:30 ze snu wyrwał mnie dźwięk budzika, otworzyłam oczy i byłam pewna, że śnię. Strugi deszczu za oknem i pytanie — co dalej... Kawa i decyzja. Mamy plan, działamy! I tak w ulewnym deszczu, zaczynając po godz. 4 (dodam w nocy!), przepłynęłyśmy najdłuższy odcinek — 27 km. Było fantastycznie i piszemy się na kolejne takie lub inne akcje! ♦