Dziewczyny, ostrożnie z mydłem!

Autor: Leszek Mazan

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 2/40/2012

W Krakowie, jak wiadomo, najlepiej udają się pogrzeby i jubileusze. Dlatego trudno zrozumieć dlaczego dumna stolica Małopolski przegapiła okazję do fety i to jakiej: przed dziewięciuset laty podróżujący przez te okolice kupiec Josep Quarg odnotował po raz pierwszy stosowanie przez plemiona polskie i czeskie środka do mycia zwanego „mydłem”. Wyrabiano je z glinki, ługu, łoju zwierzęcego, kwasu z kiszonej kapusty i innych roślin, etc. Nieważne. Ważne, iż była to pierwsza wzmianka o stosowaniu mydła przez Słowian. Być może ma to jakiś związek z faktem, że Małopolanie zostali ochrzczeni sto lat wcześniej niż reszta Lechitów? Nie oznacza to, że cały naród pędził odtąd co rano pod studnię z kawałkiem mydła, przeciwnie, nawet Bolesław Chrobry, mieszkając na Wawelu, nadal chadzał do łaźni wyłącznie z piwem i wierzbową witką. Pierwszy Jagiellon na polskim tronie, litewski książę Władysław łaźnię uwielbiał, ale mydła najprawdopodobniej nie używał, choć mydlarnie istniały już w Płocku na Mazowszu i w niedalekim Nowym Sączu nad granicą węgierską. Mimo wszystko kaducznie drogie mydło było osobliwie w domach magnackich, szlacheckich i mieszczańskich z wieku na wiek coraz bardziej popularne. W XVI wieku znajdujemy w aktach już setki wzmianek o mydlarniach i mydlarzach. Mikołaj Rej pisze: „W łaźni gorzałeczką, a barskim mydełkiem grzbiet nacierają”.

Za króla Zygmunta Starego obowiązkowo myto już ręce przed i po posiłkach (jedzono rękami maczając mięso w sosach). Łukasz Górnicki pisze w „Dworzaninie” o jakimś księdzu Narapińskim, który zasiadł do wawelskiego stołu nieproszony, czyli, jak się wtedy (dziś również) mówiło „na krakowiaka”.
– Księże, umyłeś się? – spytał monarcha.
– Umyłem, miłościwy królu!
– Więc idź jeść do domu! – rozkazał poirytowany Zygmunt.

W innych sytuacjach życiowych i u nas i w reszcie świata mycie długie jeszcze wieki nie było obligatoryjne, wprost przeciwnie, niepożądane jako niezdrowe i, jakby to powiedzieć, odbierające przyjemność konsumpcji darów bożych. Na Morawach, pod Brnem na polach bitwy pod Austerlitz, w gospodzie Stara Poczta chętnie opowiadają, jak to wieczorem 2 grudnia 1805 roku cesarz Napoleon po rozgromieniu Rosjan i Austriaków kazał sobie podać swe ulubione ziemniaki z kwaśnym mlekiem, a na deser morawską mołodycię, surowo przykazując, by ziemniaki były dobrze podsmażone, a mołodycia nieumyta, prosto z wiejskiej zagrody. Wiedział, co dobre. Z perspektywy czasu te cesarskie smaki wydawać się mogą nieco dziwne, jako że ówczesne dziewczęta dla urody smarowały włosy masłem, miesiącami potem nie myjąc głowy, no ale de gustibus non jest disputandum... Dziewki, niezależnie od ich potencjalnego konsumenta starano się więc trzymać z dala od mydła. Z innych powodów podobnie postępowano z dziećmi. Wydany w Rzeczpospolitej w 1934 roku poradnik „Hygiena w rodzinie” ostrzega, że progeniturę powinno się traktować mydłem najwyżej raz na dwa tygodnie, albo, jeśli ktoś nie boi się ryzyka 1–2 razy w tygodniu...

Kończąc te jubileuszowe deliberacje wypada wrócić do owych relacji kupców żydowskich i arabskich, którzy przed dziewięciuset laty podjęli szlachetne ryzyko wizyty w Polsce. Otóż donoszą oni, że – słuchajcie, słuchajcie! – z bliżej nieznanych, może rytualnych powodów, Słowianki myją ręce przed karmieniem dziecka. Dodają jednak równocześnie, że „niewiasty owe przy stosunkach nie dają rozkoszy, nie są też sprawne w jakimkolwiek rzemiośle, ponieważ brak im zrozumienia w usługach i inteligencji w pracy ręcznej”.

Oto jeszcze jeden dowód, że z mydłem należy postępować ostrożnie, co sugerował już Józef Chełmoński malując obraz „Babie lato”, a na nim wspaniałą, rozłożystą babę z nogami czarnymi jak ziemia święta. Ta by się dopiero podobała cesarzowi Francuzów! By jednak, jak mawiał mistrz Wańkowicz, okadzić rzecz całą smrodkiem dydaktycznym, przypomnijmy przedwojenną jeszcze, sławną fraszkę Światopełka Karpińskiego:
Dwa są poważnie powody
Dla których Polska mi zbrzydła:
Za dużo świeconej wody
Za mało zwykłego mydła.



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Wirus, patogen, antygen. Czyli jak Natura komplikuje testy antygenowe

Trudno zaakceptować, że coś tak znikomego jak wirus, rzuci świat na kolana, osiągając mistrzostwo w zakaźności: obleciał kulę ziemską, przemierzył południki i równoleżniki, odwiedził przedszkola i emerytów oraz zmusił nas do zabawy w kotka i myszkę.

Panta rei

Długie wieczory, pogoda i ogólna sytuacja skłoniły mnie do zadumy. Tym razem nad tym, jak słowa zmieniają znaczenie wraz z upływem czasu. Ludzie uczeni nazywają to dryfem semantycznym. Podryfujmy zatem przez chwilę wspólnie. Zacznijmy od Józefa Ignacego Kraszewskiego, który główną bohaterkę „Starej Baśni” nazwał Dziwą. Dzisiaj facet, który tak zwróciłby się do kobiety, zapewne ryzykowałby kilka razów „z liścia”. A przecież by zostać Dziwą, kobieta musiała odznaczać się nie byle jakimi przymiotami ciała i ducha! Dlaczego dzisiaj to słowo stało się wulgaryzmem? Zapewne przez skojarzenie z podobnie brzmiącą „dziwką”, wywodzącą się wszak ze starosłowiańskiego děvъka (dziewczyna). A, że nieszczęsna Dziwa pochodzi od zupełnie innego, również starosłowiańskiego słowa divъ (podziw, zachwyt, zdumienie), nikogo już dziś nie rusza.

Proroctwa się spełniają, czyli felieton antyklerykalny

Św. Paweł (prywatnie mój ulubiony Apostoł) w jednym ze swoich listów napisał znamienne słowa: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł” (1 Kor. 10,12). Wracają one do mnie po tym niezwykłym i zaskakującym 2020 r., który szczęśliwie mamy już za sobą. Roku, który miał być ciekawszy od poprzednich, w którym mieliśmy być cały czas piękni, młodzi i bogaci. Wydawało się, że stoimy na twardym, a tymczasem szybko wszyscy upadliśmy. 

Marchewka

Czytam, że jest ogłoszony konkurs. Konkurs typu „nie kij a marchewka”. Chodzi o to, że w czasie pandemii wprowadzono mnóstwo obostrzeń. Za niestosowanie się do nich, grożą kary. 

„Strategie leczenia jaskry” – długo oczekiwana książka na polskim rynku wydawniczym

Właśnie ukazała się na rynku monografia „Strategie leczenia jaskry”. Książka ta powstała na bazie wieloletniego doświadczenia specjalistów z dwóch wiodących ośrodków okulistycznych w leczeniu jaskry w Polsce i uznawanych na świecie.