Innowacje czyli odbić się od dna - polemika

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 4/50/2014

Czelej
 
 
 
 
dr Grzegorz Czelej 
Lekarz, senator z Lublina (PiS) i wydawca. 
Przewodniczy Parlamentarnemu Zespołowi Małych i Średnich Przedsiębiorstw 

Gdyby innowacyjność była związana z liczbą ukazujących się na ten temat raportów, to Polska znajdowałaby się zapewne w światowej czołówce. Niestety, jest inaczej i nasz kraj, biorąc pod uwagę na przykład liczbę patentów, ląduje obecnie w rankingach mniej więcej w okolicach Bułgarii. Dlaczego? Czy dopiero przyjęcie Mołdawii do Unii ma nas ratować przed zajmowaniem ostatniego miejsca w tym decydującym o przyszłości wyścigu? 

Eksperci biją na alarm i przytaczają miażdżące dane: 49 miejsce w rankingu Global Innovation Index (daleko za Bułgarią z miejscem 41), czy katastrofalna wręcz 110 pozycja w zakresie wykorzystania zasobów innowacyjnych (Bułgaria i Rumunia, nasze, wstyd się przyznać, benchmarki są tu na 34 i 35 pozycji!). Co gorsza, przepaść ta w ostatnich latach rośnie. Oto na przykład najnowsze badania wykazały, iż inwestycje firm w naszym kraju dramatycznie spadają. Dla potwierdzenia w 2006 roku Polska znajdowała się na niezłym 31 miejscu, a teraz spadła aż na 103 pozycję! A przecież po 2004 roku napłynęło do naszego kraju 9 mld euro w ramach unijnego programu Innowacyjna Gospodarka. Co się zatem stało? 

Jako jeden z pierwszych powodów warto wymienić niebywały rozrost liczebny administracji, dla którego jednym z wielu pretekstów jest konieczność obsługi funduszy płynących z Unii. Po drugie, właśnie w celu radzenia sobie ze stwarzanymi przez unijne dotacje formalnościami, powstał cały sektor firm pośredniczących w uzyskaniu środków z UE. Znalazły w nich zatrudnienie dziesiątki tysięcy najczęściej młodych i właśnie (!) innowacyjnych pracowników. Ich energia skierowana została tym samym w bezproduktywny obszar biurokracji i teraz zamiast przyczyniać się do rozwoju gospodarki, zajmują się wypełnianiem tabelek. 

Negatywny wpływ wywarł również napływ korporacji międzynarodowych do Polski. Wiadomo przecież, że przejęcie polskiej firmy wiązało się często z zamknięciem laboratoriów, emigracją najlepszych badaczy itd. Przykładem może być Telekomunikacja Polska, która jeszcze w 2007 roku, w globalnym rankingu wydatków przeznaczonych na badania znalazła się na 488 pozycji. Dziś, wśród 1500 klasyfikowanych firm nie ma już ani jednej pochodzącej z Polski… 

Powodem nie jest więc mityczna „niechęć przedsiębiorców do podejmowania ryzyka związanego z wprowadzaniem nowych rozwiązań”, na którą powołuje się Ministerstwo Gospodarki, próbując usprawiedliwiać swoją pasywność. Jako przedsiębiorca, który zbudował i prowadzi firmę od ponad 20 lat wiem, że każdy, kto prowadzi działalność gospodarczą akurat z ryzykiem jest dobrze oswojony i z pewnością podjąłby się wprowadzania innowacji, gdyby nie stały mu na drodze rozmaite i niezliczone przeszkody administracyjne. 

Aby zatem Polska wkroczyła na drogę innowacyjnego rozwoju, śladem Niemiec czy Korei, należałoby poprawić jakość krajowego systemu badań i wspierać ścisłą kooperację biznesu i nauki. Niestety, ze strony rządu nie widać inicjatyw, które mogłyby wprowadzić naszą gospodarkę na właściwą ścieżkę rozwojową. 
 
 
Jajszczyk
 
 
 
 
prof. dr hab. inż. Andrzej Jajszczyk 
Specjalista z dziedziny telekomunikacji 
i dyrektor Narodowego Centrum Nauki 

Zmniejszenie naszego dystansu do najbardziej rozwiniętych krajów świata będzie możliwe przede wszystkim przez wprowadzanie w Polsce innowacji technicznych, a także organizacyjnych i społecznych. Wiele takich innowacyjnych rozwiązań wdrożono w ostatnich dwudziestu pięciu latach, m.in. dzięki know-how przekazanemu polskiej gospodarce przez międzynarodowe korporacje. Nie musieliśmy dzięki temu długo i mozolnie dochodzić do tego, co było już wcześniej znane innym. Dobrym przykładem jest tu telekomunikacja – nie mielibyśmy dziś nowocześniejszej sieci telefonii komórkowej niż Stany Zjednoczone, gdyby nie wiedza przekazana nam przez inżynierów m.in. z firm takich, jak Alcatel, Lucent czy Siemens. Ale oczywiście nasze apetyty są znacznie większe. Chcielibyśmy by Polska była regionalnym, o ile nie światowym, centrum kreatywności, stając się przez to bogatsza i lepsza do życia dla swoich mieszkańców niż jest to obecnie. 

Zgadzam się z dr Czelejem, że należy poprawiać jakość krajowego systemu badań. Niestety proste pompowanie publicznych środków w styk biznes-nauka nie zawsze daje pożądane skutki, a może nawet zmniejszyć rzeczywistą innowacyjność, ponieważ firmy zamiast wprowadzać innowacyjne produkty w walce o przetrwanie na konkurencyjnym rynku, mogą koncentrować się na konsumowaniu pieniędzy podatników pozorując działania innowacyjne. Nauka i innowacje są ze sobą związane, ale warto pamiętać, że nie jest to związek prosty. Nauka to, mówiąc w dużym uproszczeniu, przerabianie pieniędzy na wiedzę, a innowacje to przerabianie wiedzy na pieniądze. Najbardziej innowacyjny kraj świata jakim są Stany Zjednoczone, osiągnął swój sukces przede wszystkim finansując pierwszy element tego łańcucha. Pieniądze publiczne są tam przeznaczane przede wszystkim na badania podstawowe, z wyjątkami takimi jak obronność czy badania kosmiczne. Wychodzi się tam z założenia, że jeżeli pomysł innowacyjny jest rzeczywiście dobry, to firmy zawsze znajdą prywatne pieniądze na jego zrealizowanie. Dlatego też sądzę, że wzorem Ameryki powinniśmy zwiększyć publiczne finansowanie badań podstawowych prowadzonych w wyższych uczelniach czy instytutach naukowych. 

I ostatnia uwaga dotycząca rozrostu administracji dzielącej fundusze na badania. Myślę, że nie jest tak źle jak to przedstawia dr Czelej. Posłużę się tu przykładem kierowanego przeze mnie Narodowego Centrum Nauki, które finansuje badania podstawowe. Całkowite koszty funkcjonowania tej instytucji w roku ubiegłym wyniosły tylko 3% jej budżetu, co jest najlepszym wynikiem spośród wszystkich światowych agencji tego typu. Przy czym koszty płac z pochodnymi wyniosły jedynie 0,74% całości budżetu. 
 

Gorlich
 
 
 
 
 
doc dr hab. Krzysztof Görlich 
Prezes zarządu Aspen (grupa Sodexo) i udziałowiec firm A-Co. i iGPM tworzących oprogramowanie


Statystyki cytowane przez dr-a Grzegorza Czeleja są prawdziwe. Bariery dla innowacyjności, które skrupulatnie wyliczył, też istnieją. Przyczyny słabej (i słabnącej w Europie) innowacyjności widzę jednak zupełnie gdzie indziej.

Po pierwsze–gospodarka rynkowa napędzana jest przez popyt, a nie przez podaż. Dlatego stawiam tezę, że innowacyjności w Europie (i w Polsce) przeszkadza publiczne dofinansowywanie podaży (subsydia dla przedsiębiorstw innowacyjnych), zamiast stymulowania popytu na innowacje. Prawo zamówień publicznych i instytucje kontrolne powodują, że instytucje publiczne wydają miliardy na najtańsze, absolutnie sprawdzone towary organizując przetargi na najniższą cenę i tworząc specyfikacje zamówień produktów i usług maksymalnie standardowych. Takie specyfikacje świetnie chronią tyłek zamawiającego, ale nie spowodują, że kupi on produkt innowacyjny.

Paradoksalnie–piętnowane w opinii doktora Czeleja międzynarodowe korporacje jednak zamawiają i kupują polskie innowacje i polską myśl innowacyjną–czego nie robią polskie urzędy, szpitale, szkoły i uniwersytety. Z jakiego innego powodu Motorola, Delphi, Google i inni giganci lokowaliby w Polsce swoje światowe centra rozwojowe (nie mylić z centrami BPO)? Także międzynarodowa korporacja, w której pracuję kupuje od mojej polskiej firmy oprogramowanie. 

Główną barierą dla innowacyjności, jak dla każdej produkcji rynkowej jest brak popytu. Obniżanie ryzyka, w szczególności dofinansowywanie przedsiębiorstw po to by wymyślały innowacje jest marnowaniem pieniędzy. I to jest systemowy błąd jaki dostrzegam w dotychczasowych unijnych systemach wspierania innowacji. 

Po drugie. Prawdziwa innowacyjność napędzana jest oczekiwaniem nagrody. Innowacyjny przedsiębiorca nie czeka na usunięcie przeszkód, bo wie, że przeszkody, konkurencja i ryzyko to istota otwartego rynku. Innowacyjny przedsiębiorca czeka na WIELKĄ NAGRODĘ. Świetnie wyczuł to Peter Diamandis, inicjator X Prize Foundation. Już pierwsza edycja X Prize doprowadziła do tego, że z powodu nagrody w wysokości 10 mln USD, przedsiębiorcy z siedmiu krajów zainwestowali ponad 100 milionów USD i zbudowali 26 wersji prywatnego statku kosmicznego. Wygrał i 4 października 2004 wykonał lot SpaceShipOne. Ta dźwignia nagrody jest drugim kluczem do wzmożonej innowacyjności. W Polsce brak zarówno stymulowania popytu na innowacje, jak i ‘dźwigni nagrody’. I jest jak jest. Ale może nie musi tak być?



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Wirus, patogen, antygen. Czyli jak Natura komplikuje testy antygenowe

Trudno zaakceptować, że coś tak znikomego jak wirus, rzuci świat na kolana, osiągając mistrzostwo w zakaźności: obleciał kulę ziemską, przemierzył południki i równoleżniki, odwiedził przedszkola i emerytów oraz zmusił nas do zabawy w kotka i myszkę.

Panta rei

Długie wieczory, pogoda i ogólna sytuacja skłoniły mnie do zadumy. Tym razem nad tym, jak słowa zmieniają znaczenie wraz z upływem czasu. Ludzie uczeni nazywają to dryfem semantycznym. Podryfujmy zatem przez chwilę wspólnie. Zacznijmy od Józefa Ignacego Kraszewskiego, który główną bohaterkę „Starej Baśni” nazwał Dziwą. Dzisiaj facet, który tak zwróciłby się do kobiety, zapewne ryzykowałby kilka razów „z liścia”. A przecież by zostać Dziwą, kobieta musiała odznaczać się nie byle jakimi przymiotami ciała i ducha! Dlaczego dzisiaj to słowo stało się wulgaryzmem? Zapewne przez skojarzenie z podobnie brzmiącą „dziwką”, wywodzącą się wszak ze starosłowiańskiego děvъka (dziewczyna). A, że nieszczęsna Dziwa pochodzi od zupełnie innego, również starosłowiańskiego słowa divъ (podziw, zachwyt, zdumienie), nikogo już dziś nie rusza.

Proroctwa się spełniają, czyli felieton antyklerykalny

Św. Paweł (prywatnie mój ulubiony Apostoł) w jednym ze swoich listów napisał znamienne słowa: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł” (1 Kor. 10,12). Wracają one do mnie po tym niezwykłym i zaskakującym 2020 r., który szczęśliwie mamy już za sobą. Roku, który miał być ciekawszy od poprzednich, w którym mieliśmy być cały czas piękni, młodzi i bogaci. Wydawało się, że stoimy na twardym, a tymczasem szybko wszyscy upadliśmy. 

Marchewka

Czytam, że jest ogłoszony konkurs. Konkurs typu „nie kij a marchewka”. Chodzi o to, że w czasie pandemii wprowadzono mnóstwo obostrzeń. Za niestosowanie się do nich, grożą kary. 

„Strategie leczenia jaskry” – długo oczekiwana książka na polskim rynku wydawniczym

Właśnie ukazała się na rynku monografia „Strategie leczenia jaskry”. Książka ta powstała na bazie wieloletniego doświadczenia specjalistów z dwóch wiodących ośrodków okulistycznych w leczeniu jaskry w Polsce i uznawanych na świecie. 

W CX News nr 4/50/2014 opublikowano również: