List do redakcji

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 3/37/2011

Szanowna Redakcjo,
w ostatnią niedzielę podczas wycieczki rowerowej, w okolicach Kryspinowa, nieszczęśliwie w mój rower uderzył wyjeżdżający z bocznej drogi samochód osobowy. Razem z rowerem - według naocznych świadków - wykonałem bardzo efektowne salto - 360 st. nad  samochodem, po czym twardo wylądowałem, zostawiając na asfalcie liczne próbki swego DNA. Musiałem wyglądać na tyle nieciekawie, że bardzo sympatyczna i fachowa załoga pogotowia zabrała mnie na sygnale na SOR w Szpitalu Wojskowym przy ulicy Wrocławskiej. No i tam się zaczęło - obfotografowano rentgenem liczne części mego ciała, od głowy, poprzez barki, na nogach kończąc. Następnie dobrano się aparatem USG do moich wnętrzności, pobrano krew, porobiono zastrzyki - jednym słowem spędziłem niedzielne popołudnie podziwiając szpitalne sufity, aż już po czterech godzinach szczęśliwie zostałem wypisany do domu z diagnozą, że jeszcze chwilę pożyję. Piszę do Was dlatego, że mimo fatalnych okoliczności mojej wizyty, było to bardzo miło spędzone popołudnie. Muszę podkreślić wielką kompetencję lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych, ich uprzejmość i wyrozumiałość dla wszystkich przebywających razem ze mną na SORze pacjentów - także tych co "nadużyli". Doskonała organizacja ich pracy, jakość sprzętu diagnostycznego oraz sprawność całego zespołu, wzbudziły moje uznanie do tego stopnia, że postanowiłem się nim podzielić z czytelnikami. Wiem, że pewnie różnie bywa, ale ja jestem bardzo usatysfakcjonowany naszą służbą zdrowia, a Szpitalem Wojskowym w Krakowie w szczególności i za Waszym pośrednictwem przesyłam całemu personelowi serdeczne pozdrowienia.
Z wyrazami szacunku 
 
 
K.S., Kraków



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Wirus, patogen, antygen. Czyli jak Natura komplikuje testy antygenowe

Trudno zaakceptować, że coś tak znikomego jak wirus, rzuci świat na kolana, osiągając mistrzostwo w zakaźności: obleciał kulę ziemską, przemierzył południki i równoleżniki, odwiedził przedszkola i emerytów oraz zmusił nas do zabawy w kotka i myszkę.

Panta rei

Długie wieczory, pogoda i ogólna sytuacja skłoniły mnie do zadumy. Tym razem nad tym, jak słowa zmieniają znaczenie wraz z upływem czasu. Ludzie uczeni nazywają to dryfem semantycznym. Podryfujmy zatem przez chwilę wspólnie. Zacznijmy od Józefa Ignacego Kraszewskiego, który główną bohaterkę „Starej Baśni” nazwał Dziwą. Dzisiaj facet, który tak zwróciłby się do kobiety, zapewne ryzykowałby kilka razów „z liścia”. A przecież by zostać Dziwą, kobieta musiała odznaczać się nie byle jakimi przymiotami ciała i ducha! Dlaczego dzisiaj to słowo stało się wulgaryzmem? Zapewne przez skojarzenie z podobnie brzmiącą „dziwką”, wywodzącą się wszak ze starosłowiańskiego děvъka (dziewczyna). A, że nieszczęsna Dziwa pochodzi od zupełnie innego, również starosłowiańskiego słowa divъ (podziw, zachwyt, zdumienie), nikogo już dziś nie rusza.

Proroctwa się spełniają, czyli felieton antyklerykalny

Św. Paweł (prywatnie mój ulubiony Apostoł) w jednym ze swoich listów napisał znamienne słowa: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł” (1 Kor. 10,12). Wracają one do mnie po tym niezwykłym i zaskakującym 2020 r., który szczęśliwie mamy już za sobą. Roku, który miał być ciekawszy od poprzednich, w którym mieliśmy być cały czas piękni, młodzi i bogaci. Wydawało się, że stoimy na twardym, a tymczasem szybko wszyscy upadliśmy. 

Marchewka

Czytam, że jest ogłoszony konkurs. Konkurs typu „nie kij a marchewka”. Chodzi o to, że w czasie pandemii wprowadzono mnóstwo obostrzeń. Za niestosowanie się do nich, grożą kary. 

„Strategie leczenia jaskry” – długo oczekiwana książka na polskim rynku wydawniczym

Właśnie ukazała się na rynku monografia „Strategie leczenia jaskry”. Książka ta powstała na bazie wieloletniego doświadczenia specjalistów z dwóch wiodących ośrodków okulistycznych w leczeniu jaskry w Polsce i uznawanych na świecie.