Najtrwalsze dziedzictwo Zachodu

Autor: Zbigniew Mazgaj

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 3/45/2013

Wielce Szanowni Państwo!

Wraz z kanikułą w starożytnym Rzymie rozpoczynał się sezon igrzysk. My możemy sobie o tym co najwyżej poczytać, śmiem jednak twierdzić, że to o wiele bardziej zajmujące niż zapach wyprutych flaków w upalne popołudnie. Oczywiście pod warunkiem, że czytamy ze zrozumieniem! Ot, weźmy na przykład parkę rozkosznych bliźniaków uwieszonych cycków wilczycy. O tym, że Romulus założył Rzym wiedzą wszyscy. Ale o tym, że przy tej okazji zaciukał Remusa w szkolnych czytankach już nie piszą. Dlaczego?

Zacznijmy ab urbe condita. Było tak: wraży Amulius zrzucił z tronu i wygnał starszego brata, Numitora, zacnego króla miasta Alba Longa. Jego córkę zaś, Reę Sylwię, zmusił do pozostania dziewiczą Westalką. W ten sposób chciał się ustrzec mścicieli i było by mu się udało, gdyby nie palec boży. No, nie wnikając w szczegóły, Mars zmajstrował dziewczynie chłopaczków. Cóż, Westalka, która nie dochowała czystości musiała umrzeć – dura lex, sed lex - a niewinne dziatki bezecnik kazał potopić! Jednakowoż, kat powierzył je Fortunie i spławił z nurtem rzeki. Tak bracia trafili do Faustulusa, pastucha, który ich wychował w stosownej chwili wyjawiając prawdę. Wówczas młodzieńcy zapaławszy słusznym gniewem skrzyknęli gromadę podobnych sobie junaków, utrupili Amuliusa i przywrócili Numitora na tron. Wszakże splamieni rozlewem rodowej krwi, nie mogli pozostać w Alba Longa, założyli więc własne miasto na Palatynie i Kapitolu.

A teraz wersja ze zrozumieniem: braciszkowie byli banitami, którzy zebrawszy bandę podobnych sobie wyrzutków zbójowali nad Tybrem. Obłowiwszy się, uczynili ruch genialny: założyli własne miasto. Z własnym królem i własną jurysdykcją! Teraz okoliczne sądy mogły im co najwyżej skoczyć. Cóż, audentes fortuna iuvat decoratque corona - odważnych los wspiera i koroną wieńczy! A zwieńczył Romulusa, tak zdecydowały auspicje, czyli wieszczba z lotu ptaków. Jednakże, Remus wyraził zdanie odrębne przeskakując wznoszony mur obronny. Czyn ten był nie tylko grubiaństwem, lecz i złym omenem - cóż warte są mury, które można przeskoczyć? Jest więc zupełnie zrozumiałe, że Romulus odczynił urok in situ nascendi nadziewając bliźniaka na włócznię. Jedno nie ulega wątpliwości: bracia pożarli się o władzę i spór rozstrzygnęli.

Dalszy ciąg mitu założycielskiego pasuje jak ulał do zbójeckiego rodowodu. Otóż, zbudowawszy miasto Rzymianie zorientowali się, że mają pewien kłopot: nie ma w nim kobiet. I znów okazało się, że Romulus miał głowę nie od parady: urządził igrzyska na które zaprosił Sabinów z sąsiedniego Kwirynału. Ci, aczkolwiek niechętnie, zgodzili się - odmowa byłaby obrazą bogów. I mieli nosa, bowiem podczas imprezy masowo uprowadzono ich córki w celu matrymonialnym. Było to osławione porwanie Sabinek, które doprowadziło do wojny, w ostatniej chwili zażegnanej przez… Sabinki. Skończyło się, jak na okoliczności przystało, łzawo. Zawarto ścisłą unię i od tej pory zjednoczony naród w czasie wojny zwał się Rzymianami, w czas pokoju zaś Kwirytami.

I znów Genius populi romani machnął skrzydłem! Teraz Romulus et consortes awansowali z kozokradów na szacownych Patres familiarum, antenatów patrycjatu, crème de la crème rzymskiej socjety. A ojciec rzymskiej rodziny to nie hetka! Do niego należało nie tylko wyłączne prawo do rozporządzania całym majątkiem, lecz także jurysdykcja nad członkami rodu z karą śmierci włącznie! Z familią związani byli też wywodzący się z plebsu klienci. Wolni, acz pozbawieni środków produkcji byli całkowicie uzależnieni od swoich patronów, którzy dawali im pracę, wspomagali finansowo, udzielali „błogosławieństwa” ich interesom i rozsądzali spory. Świadomi, że ich dobrobyt zależy od potęgi rodu patrona, klienci wspierali go wszelkimi legalnymi i nielegalnymi metodami. Chociażby ustawiając wybory do magistartury. Początkowo w Rzymie wszystkie urzędy, z królewskim włącznie, były wybieralne. A tak się składa, że urząd zawsze oznaczał dostęp do kasy…

Nie wiem jak Wam, ale mnie famila Romana nieodparcie kojarzy się z rodziną Vito Corleone. Nic w tym dziwnego, toż Sycylia przez sześć, z okładem, wieków była rzymską prowincją. W dodatku, z racji położenia, wyspa jest łakomym kąskiem dla wszelkiej maści najeźdźców. Podbijali ją Fenicjanie, Grecy, Rzymianie, Wandale, Bizantyjczycy, Maurowie, Normanowie… Ostatni był bodaj generał Patton. Dla autochtonów władza zawsze była obca, pielęgnowali więc swoje zwyczaje w odciętych od świata górskich wioskach, niespiesznie je wzbogacając tym, co im akurat odpowiadało. W takich warunkach tradycja bez problemu mogła przetrwać dostatecznie długo, by Pater familias stał się Ojcem chrzestnym…

Tak, tak Moiściewy! Trzeba przyznać uczciwie, że zawieruchę po upadku Imperium Romanum przetrwały tylko dwie instytucje: chrześcijaństwo i Cosa Nostra. Tyle, że chrześcijaństwo nie jest naszym wynalazkiem…

Życzę Państwu samych miłych chwil, na łonie rodziny rzecz jasna!
Z.M.



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Wirus, patogen, antygen. Czyli jak Natura komplikuje testy antygenowe

Trudno zaakceptować, że coś tak znikomego jak wirus, rzuci świat na kolana, osiągając mistrzostwo w zakaźności: obleciał kulę ziemską, przemierzył południki i równoleżniki, odwiedził przedszkola i emerytów oraz zmusił nas do zabawy w kotka i myszkę.

Panta rei

Długie wieczory, pogoda i ogólna sytuacja skłoniły mnie do zadumy. Tym razem nad tym, jak słowa zmieniają znaczenie wraz z upływem czasu. Ludzie uczeni nazywają to dryfem semantycznym. Podryfujmy zatem przez chwilę wspólnie. Zacznijmy od Józefa Ignacego Kraszewskiego, który główną bohaterkę „Starej Baśni” nazwał Dziwą. Dzisiaj facet, który tak zwróciłby się do kobiety, zapewne ryzykowałby kilka razów „z liścia”. A przecież by zostać Dziwą, kobieta musiała odznaczać się nie byle jakimi przymiotami ciała i ducha! Dlaczego dzisiaj to słowo stało się wulgaryzmem? Zapewne przez skojarzenie z podobnie brzmiącą „dziwką”, wywodzącą się wszak ze starosłowiańskiego děvъka (dziewczyna). A, że nieszczęsna Dziwa pochodzi od zupełnie innego, również starosłowiańskiego słowa divъ (podziw, zachwyt, zdumienie), nikogo już dziś nie rusza.

Proroctwa się spełniają, czyli felieton antyklerykalny

Św. Paweł (prywatnie mój ulubiony Apostoł) w jednym ze swoich listów napisał znamienne słowa: „Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł” (1 Kor. 10,12). Wracają one do mnie po tym niezwykłym i zaskakującym 2020 r., który szczęśliwie mamy już za sobą. Roku, który miał być ciekawszy od poprzednich, w którym mieliśmy być cały czas piękni, młodzi i bogaci. Wydawało się, że stoimy na twardym, a tymczasem szybko wszyscy upadliśmy. 

Marchewka

Czytam, że jest ogłoszony konkurs. Konkurs typu „nie kij a marchewka”. Chodzi o to, że w czasie pandemii wprowadzono mnóstwo obostrzeń. Za niestosowanie się do nich, grożą kary. 

„Strategie leczenia jaskry” – długo oczekiwana książka na polskim rynku wydawniczym

Właśnie ukazała się na rynku monografia „Strategie leczenia jaskry”. Książka ta powstała na bazie wieloletniego doświadczenia specjalistów z dwóch wiodących ośrodków okulistycznych w leczeniu jaskry w Polsce i uznawanych na świecie.