Od zera do milionera

Autor: Zbigniew Mazgaj

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 3/41/2012

Wielce Szanowni Państwo!

Od pucybuta do milionera - to mit od dekad przyciągający przedsiębiorcze jednostki za Wielką Wodę, do kraju wolności i równych szans. Niektórym się powiodło, ale powiadam Wam, wszystko to mizeria wobec dokonań pewnego Japończyka o poetyckim imieniu Hiyoshi-maru (jap. Dar Słońca).

Przyszedł on na świat wiosną roku 1537, w środku epoki zwanej Sengoku-jidai (jap. era wojen ok. 1490 - 1573) w rodzinie ashigaru, jak nazywano lekkozbrojnych żołnierzy piechoty werbowanych spośród bezrolnych chłopów, biedoty, drobnych rzezimieszków i hołoty wszelkiej maści. Znani z kiepskiego wyszkolenia i fatalnego morale (dezercje i zdrady były wśród nich powszechne), stanowili jednak trzon każdej armii w tych czasach, gdyż byli po prostu tani. A czasy były rewolucyjne. Władcy feudalni, zwani daimyo, stali się tak potężni, że nie licząc się z shogunem i bakufu (rządem centralnym), walczyli o wpływy i ziemie rozrywając kraj na strzępy. Nędznie opłacani ashigaru dorabiali do żołdu łupiąc chłopów, ci zaś wzniecali rebelie zwane gekokujo (jap. mali obalają wielkich), mordując i plądrując majątki feudałów i świątyń. Te bynajmniej nie stały z boku, wystawiając oddziały złożone z shoei (jap. mnichów-wojowników), służebnych i czasami zwykłych bandytów, wspierały tych którzy obiecali więcej. W wojny wmieszały się nawet sekty religijne. Najgroźniejszą okazała się Ikko-Ikki, której świątobliwie czyści kapłani, w odróżnieniu od shoei, nie kalali rąk bronią. Nie musieli, bo tak otumanili wyznawców, że robili to za nich. Obrazu dopełniały grasujące po kraju bandy rozbójników, dezerterów i bezpańskich żołnierzy (po upadku daimyo samuraj winien popełnić seppuku - żywy był niegodny, zatem bezużyteczny).

Człowiek o proweniencji naszego bohatera nie miał łatwego życia, nie miał nawet nazwiska - to przysługiwało tylko szlachetnie urodzonym. Ale Hiyoshi-maru otrzymał od losu coś cenniejszego: inteligencję. Szybko pojął, że najbezpieczniejszą przystanią jest armia i zaciągnął się do oddziałów pana Nobunagi, głowy klanu Oda. Nie jest pewne czy kierowało nim fatum, czy polityczne wyrachowanie. Dosyć, że postawił na właściwego daimyo, to jeszcze wykorzystał szansę w pełni. Dzięki swym nieprzeciętnym przymiotom błyskawicznie awansował. Po dziesięciu latach był już głównodowodzącym generałem, szlachetnym Hashiba-no Hideyoshi. Kilka lat później wszedł do arystokracji zostając daimyo trzech dystryktów. Aż tu, pewnego czerwcowego dnia roku 1582, kontrolujący już połowę kraju dostojny Nobunaga został zamordowany przez własnych ludzi. Zważywszy na opinię rzeźnika, jaką cieszył się wśród współczesnych było to w zasadzie nieuniknione. Taka karma. Hideyoshi zareagował błyskawicznie: dopadł i wymordował zdrajców, zapewniając sobie tym szlachetnym czynem prawo do sukcesji w klanie Oda, co skrupulatnie wyegzekwował. Kontynuując politykę mentora, do roku 1590 zjednoczył kraj. Uznając status quo, Tenno (jap. Syn Niebios - oficjalny tytuł cesarza) nadał mu tytuły kanclerza i regenta oraz rodowe nazwisko Toyotomi, pod którym pan Hideyoshi przeszedł do historii, jako jedna z największych postaci w dziejach Japonii.

I to jest kariera! Od pariasa, do władcy absolutnego. Bez krewnych na stanowiskach i protekcji, w społeczeństwie, dla którego libertyńskie liberté, egalité, fraternité byłyby obrzydliwą herezją. Wyobrażacie sobie ashigaru bratającego się z Synem Niebios? Nie do pomyślenia! Nie to, co w naszym, cywilizowanym, systemie. Tylko kogóż on wynosi do władzy?

Tak, tak, Moiściewy! Miewam poważne wątpliwości czy nie zboczyliśmy z właściwej drogi.

Życzę Państwu wszystkiego dobrego...

Z.M.

P.S.

Toyotomi-no-Uji Hideyoshi zmarł śmiercią naturalną w roku 1598, pozostawiając nieletniego następcę. Wybuchła wojna o sukcesję, z której zwycięsko wyszedł z niej dawny rywal i towarzysz broni Hideyoshiego, Tokugawa-no-Uji Ieyasu. Założył on dynastię shogunów rządzącą niepodzielnie Japonią aż do roku 1868. Ale to już zupełnie inna historia.



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Influencerka

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie taka oto informacja: „nasza 15-letnia córka całkiem nieźle się urządziła, jest influencerką, ma 160 tys. followersów i od samych tylko firm kosmetycznych co tydzień dostaje parotysięczne prezenty, byle by tylko tą, a nie inną szminką przed kamerką usmarowała sobie usta". Zacząłem drążyć temat i okazało się, że aby dziś stać się autorytetem dla 160 tysięcy nastolatków, należy najpierw przez parę lat coś trenować, na przykład taniec albo pływanie, a gdy już się znudzi, zacząć gwałtownie odrabiać zaległości imprezowe, by wreszcie z pomocą rodziców przestać ćpać i skończyć szkołę podstawową - podziwu godny sukces!!!

Czysta Wisła - Why Not

Pandemia pokazała jasno, jak negatywny wpływ na planetę ma globalna gospodarka. Przyszedł czas walki o poprawę warunków naszego wspólnego środowiska naturalnego. Jako Fundacja Why Not chcemy aktywnie się w nią włączyć. Stąd projekt związany z Wisłą, największą dziką (nieuregulowaną) rzeką w Europie. Najwyższy czas, by rozpocząć systematyczne działania, dążące do poprawy czystości jej wód. 

Czysta Wisła - Why Not - Dr hab. Andrzej Woźnica

Celem wyprawy było przyjrzenie się całej Wiśle i zebranie danych na temat jakości i ilości wód na całym jej przebiegu. Obecnie woda z rzeki jest pobierana i badana tylko w ok. 20 stałych punktach, ale my w trakcie spływu, w ramach akcji „Czysta Wisła – Why Not”, analizowaliśmy ją co kilometr na jej całej ok. 1000-kilometrowej długości. Już po przepłynięciu pierwszych odcinków naukowcy zauważyli sterty śmieci. Zaobserwowaliśmy niesamowitą ilość plastiku wyrzuconego w różnych miejscach. ♦

Czysta Wisła - Why Not - Dr hab. Damian Absalon

Nasze badania są unikatowe, ponieważ jesteśmy w stanie zatrzymać rzekę w jednym kadrze, w krótkim czasie. Ich idea jest taka, że chcemy pokazać hot spoty, czyli miejsca najbardziej zagrożone i zanieczyszczone. Czasami na punktach monitoringowych nie widać, kto jest odpowiedzialny za to, że na danym odcinku rzeki jakość wody jest taka kiepska. ♦ 

Czysta Wisła - Why Not - Agnieszka Sotoła

Akcja „Czysta Wisła - Why Not” od razu mnie zainteresowała. Czemu? Po okresie pandemicznej izolacji wreszcie coś się dzieje, mamy szansę na spotkania towarzyskie, a ja lubię ludzi! Do tego bliska mi jest kwestia ochrony środowiska i jestem przekonana, że trzeba o tym mówić głośno i na wiele sposobów. Aneta Sotoła była uprzejma stworzyć ze mną team, nie tylko rodzinny i zawodowy, ale też kajakowy. W oczekiwaniu na godzinę „zero” przyglądałyśmy się prognozie pogody — pełne optymizmu, bo w końcu poniedziałek był skąpany w słońcu. O 3:30 ze snu wyrwał mnie dźwięk budzika, otworzyłam oczy i byłam pewna, że śnię. Strugi deszczu za oknem i pytanie — co dalej... Kawa i decyzja. Mamy plan, działamy! I tak w ulewnym deszczu, zaczynając po godz. 4 (dodam w nocy!), przepłynęłyśmy najdłuższy odcinek — 27 km. Było fantastycznie i piszemy się na kolejne takie lub inne akcje! ♦