Oszustwa

Autor: Krzysztof Piasecki

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 3/71/2021

Przeczytałem w Gazecie Krakowskiej listę oszustw, przed którymi ostrzega policja. Każdy sposób zaczyna się od słowa „na”. I tak: „na wnuczka”, „na wypadek”, „na pracownika banku”, „na żołnierza”, „na policjanta”, czy najciekawsze „na lekarza pracującego na platformie wiertniczej”. Pod spodem była galeria zdjęć ilustrujących opis danego oszustwa. Były to zdjęcia, na których widać tułów postaci bez twarzy, a nawet bez głowy. Tułów pracownika banku był mężczyzną w garniturze i krawacie, tułów policjanta był ozdobiony paskiem, przy którym widać krótkofalówkę, broń i kajdanki. Oczywiście przeglądałem zdjęcia szybko, dążąc do fotografii i opisu lekarza pracującego na platformie wiertniczej. Niestety. To zdjęcie miało być ostatnie, ale go nie było. Bardzo byłem ciekaw, jak wygląda tułów lekarza pracującego na platformie wiertniczej. Podobnie byłem ciekaw, jak wygląda oszustwo właśnie „na” tegoż. Nie było mi dane. 

Wszystkie te oszustwa mają jeden wspólny cel. Chcą nas pozbawić pieniędzy. Niestety często im się udaje. Czasem nawet parokrotnie. Gdzieś przeczytałem, że pewien obywatel dał się podejść „na wnuczka” dwa razy. Wydawałoby się, że to niewyobrażalne! Jak to się teraz pięknie nazywa - „pochyliłem się nad tym”. Wcale nie jesteśmy lepsi od wymienionego obywatela. Mamy na utrzymaniu państwo. Tak, my je utrzymujemy! Co miesiąc mu płacimy. Naszymi podatkami. I utrzymujemy sejm wraz z marszałkiem, senat, rząd, prezydenta i tak dalej. Płacimy za ich delegacje, za ich przejazdy, ich biura itp. W przypadku partii obecnie rządzącej płacimy również ich żonom i innym krewnym. 

I powiedzmy, jest taka sytuacja: poseł przechodzi z jednej partii do drugiej. Oczywiście zwolennicy tej drugiej partii bardzo się cieszą. Zwolennicy pierwszej partii nic nie mówią. A właśnie zostali wystrychnięci na dudka. Pardon „na posła”. Przecież tego posła wybrano dlatego, że był na liście takiej czy innej partii, a nie dlatego, że go ktoś z wyborców znał i wiedział, że jest bardzo fajny. Są znane przypadki posłów, którzy wychodzą z partii po to, by do niej wrócić. Po otrzymaniu, co tu kryć, jakichś pieniędzy. Od nas! Właściwie posłom, by się opłacało wychodzić i wracać stale do partii. Są przypadki, gdzie bohaterem okrzykuje się europosła, który opuścił partię z ramienia, której w Europarlamencie się znalazł. To już nie są tylko nasze pieniądze. To są europejskie! Opuszcza partię, ale nie opuszcza Europarlamentu. W ogóle większość z nas – elektoratu – czy, jak chcą rządzący, suwerena nie zdaje sobie sprawy, że my ich zatrudniamy. Jeśli nam hydraulik źle naprawi kran, możemy mu nie zapłacić lub żądać zwrotu pieniędzy z sądem włącznie. A poseł zarabiający więcej od hydraulika, pieniędzy nam nie odda mimo tego, że nie przychodzi na obrady lub wychodzi w trakcie. Nawet jak jest wicepremierem. Zdaję sobie sprawę, że nie jest przyjemnie słuchać, jak posłowie opozycji (też przez nas opłacani) odsądzają cię od czci i wiary, ale za to dostajesz pieniądze człowieku. 

To wszystko przyszło mi do głowy, kiedy szukałem zdjęcia i opisu oszustwa „na lekarza pracującego na platformie wiertniczej”. 

Żeby tak poważnie nie kończyć, przytaczam żart dotyczący platformy wiertniczej. Jeden pracownik mówi do drugiego na platformie wiertniczej: „Wiesz, mam problem – moczę się w nocy”. Na co drugi: „To jak będziesz w domu, idź do psychiatry – to jest problem psychiczny”. Pracownik z problemem wraca po urlopie na platformę wiertniczą. „Byłeś u psychiatry?”- pyta go kolega, który mu tę wizytę poradził. „Byłem”. „I co, pomógł?”. „Pomógł”. „Nie moczysz się?”. „Moczę się, ale jestem z tego dumny”. ♦    



Ostatnio opublikowane artykuły w kategorii Kultura i nauka:

Influencerka

Do napisania tego tekstu skłoniła mnie taka oto informacja: „nasza 15-letnia córka całkiem nieźle się urządziła, jest influencerką, ma 160 tys. followersów i od samych tylko firm kosmetycznych co tydzień dostaje parotysięczne prezenty, byle by tylko tą, a nie inną szminką przed kamerką usmarowała sobie usta". Zacząłem drążyć temat i okazało się, że aby dziś stać się autorytetem dla 160 tysięcy nastolatków, należy najpierw przez parę lat coś trenować, na przykład taniec albo pływanie, a gdy już się znudzi, zacząć gwałtownie odrabiać zaległości imprezowe, by wreszcie z pomocą rodziców przestać ćpać i skończyć szkołę podstawową - podziwu godny sukces!!!

Czysta Wisła - Why Not

Pandemia pokazała jasno, jak negatywny wpływ na planetę ma globalna gospodarka. Przyszedł czas walki o poprawę warunków naszego wspólnego środowiska naturalnego. Jako Fundacja Why Not chcemy aktywnie się w nią włączyć. Stąd projekt związany z Wisłą, największą dziką (nieuregulowaną) rzeką w Europie. Najwyższy czas, by rozpocząć systematyczne działania, dążące do poprawy czystości jej wód. 

Czysta Wisła - Why Not - Dr hab. Andrzej Woźnica

Celem wyprawy było przyjrzenie się całej Wiśle i zebranie danych na temat jakości i ilości wód na całym jej przebiegu. Obecnie woda z rzeki jest pobierana i badana tylko w ok. 20 stałych punktach, ale my w trakcie spływu, w ramach akcji „Czysta Wisła – Why Not”, analizowaliśmy ją co kilometr na jej całej ok. 1000-kilometrowej długości. Już po przepłynięciu pierwszych odcinków naukowcy zauważyli sterty śmieci. Zaobserwowaliśmy niesamowitą ilość plastiku wyrzuconego w różnych miejscach. ♦

Czysta Wisła - Why Not - Dr hab. Damian Absalon

Nasze badania są unikatowe, ponieważ jesteśmy w stanie zatrzymać rzekę w jednym kadrze, w krótkim czasie. Ich idea jest taka, że chcemy pokazać hot spoty, czyli miejsca najbardziej zagrożone i zanieczyszczone. Czasami na punktach monitoringowych nie widać, kto jest odpowiedzialny za to, że na danym odcinku rzeki jakość wody jest taka kiepska. ♦ 

Czysta Wisła - Why Not - Agnieszka Sotoła

Akcja „Czysta Wisła - Why Not” od razu mnie zainteresowała. Czemu? Po okresie pandemicznej izolacji wreszcie coś się dzieje, mamy szansę na spotkania towarzyskie, a ja lubię ludzi! Do tego bliska mi jest kwestia ochrony środowiska i jestem przekonana, że trzeba o tym mówić głośno i na wiele sposobów. Aneta Sotoła była uprzejma stworzyć ze mną team, nie tylko rodzinny i zawodowy, ale też kajakowy. W oczekiwaniu na godzinę „zero” przyglądałyśmy się prognozie pogody — pełne optymizmu, bo w końcu poniedziałek był skąpany w słońcu. O 3:30 ze snu wyrwał mnie dźwięk budzika, otworzyłam oczy i byłam pewna, że śnię. Strugi deszczu za oknem i pytanie — co dalej... Kawa i decyzja. Mamy plan, działamy! I tak w ulewnym deszczu, zaczynając po godz. 4 (dodam w nocy!), przepłynęłyśmy najdłuższy odcinek — 27 km. Było fantastycznie i piszemy się na kolejne takie lub inne akcje! ♦