Statystyka jest dobra na wszystko

Autor: Krzysztof Smolarski

Kategoria: Kultura i nauka Artykuł opublikowano w CX News nr 4/50/2014

Statystyka jako nauka jest fenomenalna. Jedyna, dzięki której można udowodnić dowolnie zadaną tezę. Dlatego, nie negując danych przytoczonych przez dr Grzegorza Czeleja, podam Państwu zgoła inne, i na pewno prawdziwe dane. Agencja Bloomberg w ostatnim rankingu najbardziej innowacyjnych krajów świata, umieściła Polskę na 24. miejscu, za Koreą Pd., Szwecją i USA, a przed Chinami i Izraelem! Jeszcze lepiej wypadliśmy pod względem ilości spółek innowacyjnych w gospodarce, bo przyznano nam 13. miejsce. Pod względem aktywności patentowej zajęliśmy natomiast 18. pozycję na świecie (www.bloomberg.com).

Można przytoczyć wiele przykładów innowacyjnych firm, jak choćby opisywana poniżej spółka Prodromus, spółka Intex z 60. patentami na koncie, ProEnergetyka z hitem eksportowym - pionowymi siłowniami wiatrowymi, Solaris - europejski potentat w produkcji autobusów, czy wreszcie skromny przykład firmy Consultronix, gdzie właśnie dzięki wprowadzanym innowacyjnym rozwiązaniom, eksport naszych stołów okulistycznych wzrósł w szybkim tempie o ponad 80% rocznie. Myślę, że senator Czelej się ze mną zgodzi, iż nikt na świecie nie kupowałby pociągów z Pesy, okien z Fakro, ani oprogramowania z Comarchu, gdyby nie były to produkty bardzo innowacyjne, nikt by nie przyjeżdżał do Polski leczyć się, gdyby nie sukcesy rodzimej medycyny, jak choćby nowa metoda naprawy rdzenia kręgowego opracowana przez dr Pawła Tabakowa i jego zespół z Wrocławia. 

Zatem gdzie sedno naszej polemiki? Po pierwsze, prawie 200 mld Euro polskiego eksportu to nie węgiel ani jabłka, ale w dużej mierze produkty innowacyjne. Po drugie, oczywiście sporo nam brakuje do czołówki światowej, dlatego warto wspólnie zastanowić się nad tym co zrobić, by ten dystans malał. I po trzecie, zamiast mówić o „barierach biurokratycznych” (jako przedsiębiorca nie wiem o co chodzi), mówmy o konkretnych rozwiązaniach. Warto pamiętać, że w roku 1990 startowaliśmy z poziomu zero. Zapewne można było lepiej i szybciej, ale i tak możemy, i powinniśmy być dumni z tego, gdzie dziś jesteśmy. Warto też przyjrzeć się jak to robią najlepsi czyli USA czy Szwecja, co istotne kraje bardzo zamożne. 

Innowacyjność jest kosztowna. I nie hamują jej urzędnicy, ale brak pieniędzy na badania podstawowe, na rozwój i komercjalizację produktu, oraz na ochronę patentową. Powinna powstać agencja rządowa, której obowiązkiem byłoby przeprowadzanie i finansowanie, choćby w formule PPP, procedury patentowej dla polskich wynalazków. Powinien powstać fundusz inwestycyjny wysokiego ryzyka, np. jako agenda NCN-u i NCBR-u, inwestujący wyłącznie w bardzo innowacyjne i ryzykowne przedsięwzięcia. Wielki potencjał polskich uczelni również wydaje się słabo wykorzystany, tu też przydałyby się stosowne regulacje, ułatwiające przepływ myśli z uniwersytetów do biznesu. 

Wydaje mi się, że jeśli można mieć pretensje, to nie o rzeczone „bariery”, ale o zaniechania. Trzeba zmiany sposobu myślenia i działania z rozdawniczego w inwestycyjny, a dotyczy to również środków unijnych. Niestety, działalność rozdawniczo-dotacyjna często przynosi efekty odwrotne do zamierzonych. Filantropia i dobroczynność jeszcze nikogo nie wyciągnęły z biedy, a u wielu rozwinęły „syndrom żebraka”. Ponadto, by ustrzec się różnorakich patologii, rozdawnictwo staje się niebywale kosztowne. Należy oczywiście walczyć z przerostami zatrudnienia, ale jeśli przyjmiemy, że aż 30 tysięcy urzędników jest zatrudnionych przy gospodarowaniu środkami unijnymi, a w ciągu ostatnich 9 lat rozdysponowali 82,2 mld Euro, czyli 342 mld zł, to na osobę wypadnie aż 114 mln zł. Ponadto zwolnienie tych 30 tysięcy osób nie poprawi naszej innowacyjności. To nie bezrobotni urzędnicy są awangardą rozwoju panie senatorze.



W CX News nr 4/50/2014 opublikowano również: